Ms. Obsession – Manekin (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

0
264

Zdjęcie użytkownika Ms. Obsession.Jakiś czas temu w audycji radiowej Czwórki Będzie głośno! ogłoszono konkurs dla młodych zdolnych, którego nagrodą było wydanie własnego albumu. Warunkami koniecznymi do spełnienia były gotowy materiał na płytę oraz brak powiązań z jakąkolwiek wytwórnią. Zwycięsko z tego boju wyszła niejaka Ms. Obsession. Debiutancka płyta zatytułowana Manekin ujrzała światło dzienne pod koniec października i od tamtej pory zbiera same pozytywne recenzje. Czy zasłużenie? Zdecydowanie tak.

Od początku intrygował mnie tytuł krążka. Podająca się za Panią Obsesję Aleksandra Warchoł  tłumaczy to następująco: manekin jako substytut, marna atrapa człowieka jest symbolem łączenia dwóch przeciwnych sobie światów: iluzji oraz prawdy, świadomego i nieświadomego, rzeczywistości i snu. Brzmi co najmniej interesująco, a jeszcze ciekawszym jest, że te dwie antytezy wyraźnie wyeksponowano na płycie. Co więcej, wcale się nie gryzą, nie walczą o dominację, a zgodnie i ładnie ze sobą współgrają.

Ms. Obsession wśród swoich źródeł inspiracji wymienia różnorodnych artystów: charyzmatyczna Erykah Badu stoi obok mistrza słowa Michaiła Bułhakowa, a trip hopowe Massive Attack podaje sobie rękę z ekscentrycznym Salvadorem Dali. Wydaje się niemożliwie trudne połączenie tak różnorodnych wpływów w jedną, zgrabną całość. I rzeczywiście – Manekin jest niełatwy, należy podejść do niego kilkakrotnie i nie zniechęcać się, gdy pierwsze próby zrozumienia jego uniwersum skończą się fiaskiem. Zapewniam, że trud się opłaci, a Manekin ujawni się jako coś pięknego, hipnotyzującego i uzależniającego.

Na ten krążek składa się dziesięć kompozycji utrzymanych w elektronicznych, nieokiełznanych aranżacjach. Próżno szukać tutaj dwóch podobnych do siebie utworów, a jednocześnie nie można zarzucić Ms. Obsession braku spójności czy uporządkowania. Przeciwnie – każdy dźwięk ma idealnie dopasowane miejsce, zadanie, by całość imponowała oraz płynęła bez zakłóceń. Połowa piosenek wykonana jest w języku polskim (m.in. Poszarpane Serca, Bramy Snu czy Ze Mną), natomiast druga połowa po angielsku (np. Help Me, Freedom czy I Tried). W obu językach wokal artystki brzmi tak samo krystalicznie, delikatnie i urzekająco.

Rozpoczynający cały album numer Nie ma mnie jest bujającym, intrygującym tworem, odznaczającym się bogactwem wszelakich dźwięków. W singlowym Tabu najbardziej urzeka mnie zadziorny, wysoki głos Ms. Obssesion nawołujący zróbmy z tego tabu!. Warto zwrócić uwagę na niesamowicie chilloutowe, odprężające I Tried; świetnie wyprodukowane Help Me, w którym podkład muzyczny robi całą robotę; także na You And I, zachwycające od pierwszego przesłuchania.

Jedną z najważniejszych cech spajających wszystkie kompozycje jest ich surrealizm, przedstawiany w różnych wariantach. W piosence Ze mną nabiera on bajkowego, wręcz niewinnego charakteru, z kolei w Bramach Snu wyróżnia się morską, oniryczną aurą. Freedom wciąż flirtuje z rozmarzoną i poetycką naturą, ale śmiało czerpie z muzyki klubowej. Przy tym rytmicznym, choć nadal nieoczywistym kawałku można się porządnie wytańczyć.

Manekin to album niejednoznaczny. Ukrywa wiele znaczeń, ma wiele twarzy, nie można go rozgryźć od razu. Wymaga czasu. Niemniej wszystko to działa na jego korzyść. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to jeden z najlepszych elektronicznych debiutów roku. Ms. Obsession nie poszła na skróty ani na łatwiznę – stworzyła coś wyjątkowego, oryginalnego, mianowicie wykreowała własny, niepowtarzalny świat, który czaruje, magnetyzuje i zniewala. Co najważniejsze, nie daje się od siebie uwolnić. Będzie za Wami chodził aż do znudzenia, choć czego jak czego, ale nudy tu nie znajdziecie.