Deaf Havana, zespół będący jedną z najjaśniejszych gwiazd brytyjskiej sceny alternatywnej, zawitali do Polski podczas trasy promującej swój najnowszy album, Rituals. Gitarzysta Matthew Veck-Gilodi opowiedział Nam o procesie powstawania nowego krążka, ale także o swojej ulubionej muzyce i sposobach radzenia sobie z tremą.
Album Rituals ujrzał światło dzienne w sierpniu 2018 roku. Inspirację motywami chrześcijańskimi ujawnia nie tylko jego okładka, ale również tytuły poszczególnych utworów. Lirycznie, Deaf Havana opowiadają na Rituals kilka spójnych historii o walce ze swoimi osobistymi demonami. Muzycznie, zespół porzuca stadionowy rock na rzecz intymniejszego, prawie popowego grania z elementami gustownej elektroniki.
1 marca w warszawskim klubie Pogłos odbył się pierwszy samodzielny koncert zespołu w Polsce. Relację z wydarzenia możecie przeczytać tutaj. Odpowiedzi na kilka pytań związanych z nowym albumem i nie tylko udzielił Matthew Veck-Gilodi, gitarzysta zespołu odpowiedzialny również za wokale wspierające.
Izabela Zadura: Witaj w Polsce! Jak Ci się podoba w naszym kraju?
Matthew Veck-Gilodi: Bardzo! Spędziliśmy w Warszawie większość wczorajszego dnia i naprawdę mi się tu podoba. W Warszawie jest wiele pięknych miejsc. Wieczorem byliśmy na Starym Mieście, poszliśmy do kilku barów. Było świetnie.
IZ: W zeszłym roku wystąpiliście w Polsce jako support zespołu Nothing But Thieves. Co najlepiej wspominasz z tamtego koncertu?
Matt: Ludzi. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z taką publiką. Byliśmy supportem, a dali nam tyle samo miłości, co chłopakom z Nothing But Thieves, co było niesamowite. Od razu stwierdziliśmy, że musimy wrócić do Polski. To było świetne uczucie.
IZ: Wasz koncert z Nothing But Thieves miał miejsce w wielkiej hali. Dzisiaj występujecie w malutkim klubie. Jako zespół, wolicie małe czy większe sceny?
Matt: Duże koncerty i sale, tak ja ta, w której występowaliśmy z Nothing But Thieves są świetne, ponieważ nadal jesteś wystarczająco blisko publiczności i możesz nawiązać z nią kontakt. Ale kocham też małe koncerty, podczas których można rzeczywiście zobaczyć, jak bardzo ludziom zależy. Podczas grania jako support na wielkich trasach ludzi jest mnóstwo, ale zlewają się w jedno morze. Nie można nawiązać z nimi kontaktu, łatwiej się zagubić. Energię publiki najłatwiej jest poczuć, kiedy wszyscy jesteście blisko siebie.
IZ: Proces tworzenia Waszego najnowszego albumu, Rituals, znacznie różnił się od sposobu, w jaki powstawały poprzednie płyty. Jakie dokładnie były to różnice?
Matt: Poprzednio zawsze mieliśmy – a właściwie James [Veck-Gilodi, wokalista] miał – każdą piosenkę rozplanowaną przed wejściem do studia. Tym razem pisaliśmy przez cały czas będąc w studio. Po raz pierwszy pisaliśmy utwory sekcja po sekcji, dużo używaliśmy również komputerów, a nie tylko gitar. Uznaliśmy, że używanie tylko gitar będzie zbyt przewidywalne. W całym procesie chodziło o próbowanie nowych rzeczy, co było świetne. Było jednak mniej luzu – w naszym standardowym sposobie tworzenia po prostu się spotykaliśmy i wspólnie graliśmy. Tym razem musieliśmy odpowiadać na konkretne potrzeby. Bywały dni, kiedy spędzaliśmy godziny pracując nad konkretną rzeczą, a następnego dnia stwierdzaliśmy, że do niczego się to nie nadaje. I wracaliśmy do początku. Mimo to, proces ten był bardzo interesujący. Zrobiliśmy dzięki temu wiele rzeczy, których raczej byśmy nie zrobili w innych okolicznościach.
IZ: Album Rituals pełen jest chrześcijańskich, religijnych motywów. Czy jesteście szczególnie religijnymi ludźmi?
Matt: Nie jesteśmy – przynajmniej ja nie jestem. Wiem, że James miał kilka momentów, kiedy czuł się bardziej związany z religią, ale myślę, że religijne motywy i ikonografia posłużyły przede wszystkim jako medium do opowiedzenia historii, którą chcieliśmy przekazać na Rituals.
IZ: Który utwór z Rituals jest Twoim ulubionym?
Matt: Z egoistycznego punktu widzenia, Worship, ponieważ napisałem większość tego utworu. Bardzo go lubię i jestem z niego dumny.
IZ: Niedawno wypuściliście nowy singiel, Cr33pin. Czy stanie się on w przyszłości częścią jakiegoś albumu?
Matt: Nie – pozostanie tylko samodzielnym singlem. James początkowo napisał tę piosenkę jako żart, ale im więcej zaczął do niej dodawać, tym bardziej on i my wszyscy zaczęliśmy się w niej zakochiwać.
IZ: Które utwory najbardziej lubisz grać na żywo?
Matt: Moim ulubionym jest prawdopodobnie singiel, który znalazł się na wersji deluxe naszego poprzedniego albumu, All These Countless Nights, Cassiopeia. Ta piosenka dobrze wypada na żywo. Jeśli słabo się bawimy podczas koncertu, ale wiemy, że zbliża się ten utwór, wówczas zaczyna się zabawa.
IZ: Deaf Havana istnieje od prawie 15 lat. Czy nadal zdarza Wam się mieć tremę przed występami? Jak sobie z nią radzicie?
Matt: Podstawowa metoda to trochę alkoholu [śmiech]. Zdarza nam się trema – w grudniu zeszłego roku graliśmy nasz największy jak do tej pory samodzielny koncert, w Brixton Academy, i wszyscy się trochę stresowaliśmy. Ja zawsze próbuję trochę poskakać, poruszać się i zamienić nerwy w ekscytację. Wiem, że Tom staje się bardzo cichy, ponieważ naprawdę się stresuje. Trema raczej nigdy nie znika – chyba że jesteś, no nie wiem, U2.
IZ: W przeszłości jeździliście w trasy z wieloma znanymi zespołami. Czy są jeszcze jacyś artyści, z którymi trasa byłaby dla Was spełnieniem marzeń?
Matt: Kiedyś naszą standardową odpowiedzą na to pytanie byli Kings Of Leon, ale parę lat temu zabrali nas w trasę, co było niesamowite. Z mojego punktu widzenia wybrałbym Nine Inch Nails, ponieważ to mój ulubiony zespół i chcę ich oglądać na żywo codziennie!
IZ: Co czeka Deaf Havana po zakończeniu obecnej trasy?
Matt: Mamy zaplanowane sporo koncertów w różnych zakątkach świata, w miejscach, gdzie dotychczas jeszcze nie graliśmy, i dużo letnich festiwali. Później postaramy się coś dobrego napisać.
IZ: Lubicie grać na letnich festiwalach?
Matt: Lubimy to w teorii. Często zmieniamy zdanie w połowie, ponieważ wszystko jest tak chaotyczne. Festiwale to świetna metoda na zdobycie nowych fanów, ale zawsze nie możemy się doczekać powrotu do grania własnych koncertów.
IZ: Czego ostatnio słuchasz? Jakieś rekomendacje?
Matt: Jestem naprawdę słaby, jeśli chodzi o nową muzykę. Zawsze słucham starych rzeczy… Ostatnio często słucham zespołu Hammock, tworzącego ścieżki dźwiękowe do filmów. Nie wiem, czy ktokolwiek o nich słyszał. To idealna muzyka do podróżowania. Kiedy jestem w busie i czuję się smutny lub samotny, zakładam słuchawki i słucham Hammock.


