„Zawsze lubiłem chodzić sam po ulicy i poznawać ludzi. Taki klimat lat 70’. Bycia tu i teraz, z ludźmi…”. Wywiad z Leepeckiem.

Niedawno ukazała się nowa płyta Piotra Lipki znanego jako Leepeck. Na Mnie Już Czas to zbiór przemyśleń i refleksji na temat naszej rzeczywistości, społeczeństwa czy realiów. Nie zabrakło tam także doświadczeń artysty.
Niedawno mieliśmy okazję porozmawiać między innymi o tym jak to wszystko wpływa na jego twórczość.
Przeczytajcie zapis wywiadu.

Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję, bo jest już płyta! Jak się z nią czujesz? Jak feedback?

Obserwujemy całkiem fajne reakcje. Dużo ludzi jej słucha. Zarówno od strony słuchaczy jak i dziennikarzy na razie odbiór jest całkiem dobry. Zobaczymy co będzie dalej.
Zrobiliśmy teraz kolejny klip do piosenki Noce Kryształowe. Jest ona dość istotna. Klip zrobił Jacek Kościuszko. Myślę, że będzie to ciekawe.

AM: Jestem bardzo ciekawa, bo piosenka wbiła mnie w podłogę.

Będzie to kolejny singiel.
Później pewnie pomyślimy o obrazku do piosenki z Anitą Lipnicką…

AM: Wspomniałeś o Nocach Kryształowych. Skąd pomysł żeby wziąć taki ważny historycznie temat i tak go dopasować do obecnej sytuacji?

Kilka lat temu była taka reklama gdzie było napisane “Kryształowa Noc Zakupów, Rozgrabmy Kolekcje”. Nie jestem pewien czy był to przejaw głupoty, czy chęć prowokacji. Tak czy siak było to strasznie niesmaczne, zwłaszcza, że pewnie sporo ludzi nie wiedziało do czego tak naprawdę się to odnosi.

Ponieważ temat Żydów w czasie drugiej wojny światowej zawsze mnie interesował.
To co się u nas dzieje nie tylko na scenie politycznej i w ogóle w kraju, to że ktoś wybrał władzę, która dyskryminuje mniejszości, które im nie pasują…
Narasta nienawiść i brak tolerancji i jest to bardzo niepokojące, więc pomyślałem, że warto o tym napisać.
Tekst piosenki odnosi się raczej do społeczności LGBT, ale tytuł nawiązuje do tego co się wydarzyło przed wojną w Niemczech, bo wydaje mi się, że jest to przejaw podobnych emocji. Nie mówię tutaj oczywiście o skali…

AM: Wiem co masz na myśli. Nie jest to to samo, ale idziemy w tym samym kierunku.

Tak. Chodzi mi o pewną mentalność. Mówi się, że ludzie uczą się na błędach i że historia nas czegoś uczy, ale pewne rzeczy cały czas wracają. Dlatego właśnie to połączyłem. Zwłaszcza, że zawsze mnie bardzo dziwiło, że czyjaś orientacja może wzbudzać emocje, że ktoś może mieć z nią problem.
Moje kawałki nawet jak są szybkie to często są nostalgiczne, czasami są mocniejsze teksty, a muzycznie to zahacza o pop, folk i alternatywę. Natomiast ten numer jest dość mocno rockowy. Jest jedynym, który zaczyna się cięższym, agresywnym riffem. Zależało mi na tym żeby skoro tematyka jest jaka jest, zależało mi, żeby było w tym słychać jakąś desperację.

AM: Opowiesz mi też trochę o Lepiej Nie Mieć Nic?

To była piosenka, która przyszła mi do głowy, kiedy czytałem listy Agnieszki Osieckiej i Przybory. Wydało mi się to magiczne, że można pisać do siebie tak jakby pisało się poezję.
Chciałem oddać ducha, którego poczułem w tej książce. Czasami zapędzamy się i każdy chce mieć coraz więcej. Nie do końca chodzi mi o zwykły konsumpcjonizm, ale o wszystko. Doznania, emocje… Media społecznościowe jeszcze to podbijają.
Czasami można nie mieć nic. Kiedy zostajesz sama z tą butelką wódki to oczywiście jest to bardzo przykre, ale dotykasz wtedy jakiegoś absolutu. Nie masz nic do stracenia. Z jednej strony jest to przykra sytuacja, a z drugiej bardzo wyzwalająca. Niczego się już nie boisz i jesteś wolny. Chociaż jest to smutna wolność. 

AM: Jak się czujesz w tym całym pędzie, social mediach i tego typu rzeczach? Jak słucham Ciebie teraz czy Twojej muzyki to odnoszę wrażenie, że nie jesteś typem człowieka, który to lubi.

Zawsze lubiłem chodzić sam po ulicy i poznawać ludzi. Taki klimat lat 70’. Bycia tu i teraz, z ludźmi…
Z social mediami jest tak, że jeśli używasz tego do swojej działalności to musisz trochę myśleć o tym co się “klika”. Trzeba zrobić zdjęcie, ale musisz się na nim uśmiechać, bo algorytm lubi. Niezależnie czy mówię o czymś wesołym czy zupełnie nie.
Ale doszedłem już do takiego momentu w swoim życiu, że ja po prostu robię swoje, a jak chcą na przykład puścić moją piosenkę w radio od refrenu, mimo, że ma ona sens tylko ze zwrotką to trudno.

Moje piosenki są dla mnie bardzo ważne i bardzo dbam o to jak brzmią czy jak będą nagrane, natomiast ze wszystkim tym na około już się nie spieram. Mam jakiś swój image i trochę odpuszczam.

AM: A dlaczego zdecydowałeś się teraz na płytę w całości po polsku?

To też jest pewien proces. Pierwsza płyta Borderline była po angielsku, takie miałem piosenki, w takim momencie byłem w życiu. Dostałem później propozycje nagrania jej jeszcze raz tylko po polsku, ale nie chciałem tego zrobić, bo tego nie czułem.
Natomiast zwykle jestem otwarty na propozycje i wyzwania. Sporo osób na przykład z radia mówiło mi “Daj mi taką płytę tylko po polsku to na pewno będziemy ją grali.”

AM: Jest coś takiego, choć mnie osobiście bardzo to dziwi.

Jest.
To oczywiście nie było kluczowe, bo gdybym tego nie czuł to bym tego nie zrobił, ale ponieważ już wcześniej grałem  z zespołem Bohema i pisałem teksty po polsku miałem już jakieś doświadczenie to stwierdziłem, że podejmę wyzwanie i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Kiedy zacząłem to robić to okazało się, że te teksty wyszły fajnie i dobrze się kleją z muzyką.
Po zrobieniu kilku kawałków miałem bardzo fajny feedback od bliskich i znajomych więc zacząłem robić ich więcej, aż w końcu wyszło ze 30, z czego 10 zostało wybrane na album.

Siadałem wieczorami, pisałem teksty i w pewnym momencie tak się w to wkręciłem, że stwierdziłem, że kiedy piszę po polsku jest w pewnym sensie trudniej, ale w ojczystym języku łatwiej się otworzyć i uchwycić czyste emocje, a to chyba kwintesencja sztuki.
Słuchacze też inaczej odbiorą tekst w ich języku. Gdyby na przykład tekst Nocy Kryształowych był po angielsku to myślę, że jego przesłanie by się trochę rozmyło.

AM: Muszę Cię jeszcze zapytać o Anitę Lipnicką. Macie na tej płycie kilka duetów. Skąd ta współpraca i dlaczego tak się “rozciągnęła”?

Jest wiele różnych powodów i dużo w tym przypadku. Ludzie się poznają i nagle coś razem robią. Lubię takie spontaniczne sytuacje. Akurat tutaj wszystko zaczęło się przez social media.
Anita skomentowała, że bardzo jej się podoba moja płyta Boarderline i że gdybym nagrywał kolejną płytę to ona chce śpiewać chórki. Więc kiedy już doszło do nagrywania tej płyty napisałem do niej. Umówiliśmy się na kawę, nie znaliśmy się, rozmawialiśmy, złapaliśmy wspólny język, zaczęliśmy próby, wyszło to fajnie, zrobiliśmy chórki Anity w dwóch piosenkach i tak miało zostać.

AM: Ale…?

Ale miałem jedną piosenkę, Ze Mną Idź, która na początku była po angielsku. Po przerobieniu jej na polski wyszła z tego piosenka o miłości i związku i pomyślałem, że wyszłoby świetnie gdybyśmy zrobili z tego duet z prawdziwego zdarzenia.
Nie ma też co ukrywać, że fajnie mieć na płycie kogoś kto dobrze śpiewa i jeszcze jest znany, więc bardzo się cieszę, że zgodziła się ze mną współpracować. Tak samo jak Natalia Przybysz czy Wojtek Mazolewski.

AM: Chciałbyś dodać coś na koniec?

Chciałbym powiedzieć tylko tyle, że czuję się w pewnym stopniu spełniony po wydaniu tego albumu i nie spodziewałem się, że to wszystko tak dobrze się uda. Czyni mnie szczęśliwy, że tylu wspaniałych ludzi chciało w tym wziąć udział.
Na początku jestem tylko ja, mój głos i głowa. To jest ten rdzeń, a potem się okazało, że jest tyle osób chętnych by wziąć w tym udział. Jest mój zespół, manager, goście..

AM: Bo to jest po prostu bardzo dobra płyta.

Dziękuję!

AM: Dziękuję za rozmowę!

Ja również!

Czytaj również