„Zawsze chciałabym podkreślać bycie sobą i ukazywanie takiej pewności siebie.” Wywiad z Karoliną Stanisławczyk

Karolina Stanisławczyk wraca z nowym albumem. Trzeci album Błysk łączy kobiecą siłę, klubowe brzmienia i emocjonalną szczerość. W rozmowie z Karoliną porozmawialiśmy o procesie twórczym albumu, o muzycznych inspiracjach, a także wypowiedziała się na temat preselekcji na Eurowizję.

Źródło: Warner Music Poland / Materiały prasowe

Julia Maciąg: Twoja płyta nosi tytuł Błysk. Co oznacza dla Ciebie to słowo?


Karolina Stanisławczyk: Na pewno chciałam podkreślić, że to jest taka imprezowa, trochę „na parkiet” płyta. A sam parkiet kojarzy mi się z szykowaniem się — że właśnie zawsze wybieram jakiś idealny outfit, który błyszczy, a mój make-up musi być po prostu zrobiony idealnie. Chciałam też podkreślić girls power. Dziewczyny często słuchają muzyki, szykując się na imprezy, i chciałabym, żeby właśnie słuchały mojej muzyki.


JM: Już tak nawiązując do tego girls power i do tego siostrzeństwa, o którym wspomniałaś. W jaki sposób to wpłynęło na brzmienia i teksty Twoich piosenek i Twojej twórczości?


KS: Zawsze chciałabym podkreślać bycie sobą i ukazywanie takiej pewności siebie. A wiem, że na przykład, jak rozmawiam z moimi koleżankami, to często słyszę, że one są trochę niepewne siebie, chociaż nie mają w ogóle do tego żadnych powodów. Stwierdzam fakt, że właśnie takie siostrzeństwo, dodawanie sobie otuchy, powiedzenie o drugiej dziewczynie, że jest super i że powinniśmy się wspierać, jest bardzo ważne.


JM: Wspomniałaś w niektórych rozmowach, że tworzyłaś ten album dwa lata. Faktycznie tak jest, ponieważ otwierający utwór jest Twoim najstarszym, czyli Vanilla Baby Ice, bo został wydany w maju 2023. Od początku wiedziałaś, że ten utwór pojawi się na albumie?


KS: Tak. Już pisząc ten utwór, czułam, że „to jest to” — od pierwszych nutek. Bardzo chciałam, żeby znalazł się na początku tracklisty. Jest dla mnie ważny — pełen pewności siebie i kobiecości, które chciałam pokazać. Ja też, w sumie, kiedy pisałam go po raz pierwszy, to tak się pozytywnie, miło zakochałam. Wiedziałam, że to będzie na albumie.


JM: Jak już mowa o tych super, miłych relacjach, to czy na albumie znajduje się taki utwór, który nie wpasowuje się do tej kategorii?


KS: Jeżeli chodzi o album, historię i relacje oraz to, co przemyciłam w piosenkach, to na pewno nie są to tylko te miłe, bo w sumie doświadczyłam też wielu, raczej tych smutniejszych, chwil w związkach właśnie.

Na przykład „Światła Miasta” jest napisana o tym, że cały czas nie mogę się otworzyć i gdzieś tam mam problem z zaufaniem — nawet w relacjach, które są okej. To przez niektóre sytuacje, które mi się przydarzyły w życiu, przez co mam w sobie pewną barierę. W „I tak już nie ma nas” wspominam mój pierwszy związek, gdzie cały czas czułam się winna, ale pomimo tego i tak brnęłam w tamtą relację — i to było bardzo toksyczne. Na tym albumie jest duży wachlarz emocji.

JM: Choć ja zauważyłam też, że twoje piosenki mają sensualny i klubowy brzmienia i to jest taka Twoja mocna sygnatura. I to w szczególności zauważyłam w singlu Oh My God. Czy to jest właśnie taki kierunek, w którym chciałabyś się głównie podążać, jeśli chodzi o tekst oraz brzmienia?

KS: Mam różne inspiracje, ale na pewno sensualność w mojej muzyce jest bardzo ważna. Lubię, kiedy piosenki są zmysłowe— mają linie melodyczne, które są raczej właśnie delikatne. I to mi się podoba — w połączeniu z mocniejszymi brzmieniami, które w muzyce jakoś tak fajnie kontrastują. Więc tak, to na pewno jest jakiś trop, który mnie wyróżnia, i myślę, że to bardzo lubię.


JM: A propos Oh My God, współtworzyłaś ten utwór z Anastazją Maciąg. Jak doszło do tej współpracy?


KS: Z Anastazją już dosyć długo się znamy. Ona jest świetną autorką tekstów, pisze też wielu innym artystom. Ja zazwyczaj piszę teksty sama, chociaż uważam, że pisanie wspólnie i taka burza mózgów też jest super, bo można zaczerpnąć dużo fajnych inspiracji i wychodzą z tego spoko rzeczy. Zresztą Dua Lipa czy inni artyści zza granicy piszą z różnymi twórcami i to jest super.

Pamiętam, że byłyśmy chyba dzień czy dwa wcześniej — jakoś tak spontanicznie się umówiłyśmy. I mówię: „Dobra, Anastazja, bo ja teraz piszę taką piosenkę i myślę, że ty vibem się trochę dopasujesz. Może chciałabyś przyjść na sesję i trochę mi pomóc, bo myślę, że na pewno super to zrobisz”. No i tak totalnie spontanicznie, na drugi dzień, Anastazja przyszła do studia i zrobiłyśmy ten singiel.

JM: Jedną z piosenek, a raczej singli, które wydałaś jest Finlandia. Tam jest wers, „Masz to coś, co spać nie pozwala, chłodny front, jesteś zimny jak Finlandia.” Skąd pomysł właśnie na porównanie do tego państwa?


KS: Finlandia to w sumie dosyć zimny kraj. Chciałam tym przekazać, że najbardziej mnie ciągnie — i zawsze ciągnęło — do osób, które są trochę takie chłodne emocjonalnie i trochę pozamykane. Może tak jak ja.
Wydaje mi się też, z autopsji i z obserwacji, że wiele dziewczyn ma trochę tak, że lubią jakichś „bad boyów”. I o tym jest ta piosenka. Pomimo że nie powinniśmy się z kimś wiązać, bo nie daje nam tego ciepła, to i tak kręci nas ta osoba. I dlatego: „Finlandia” .

JM: W swoich piosenkach miałaś wzmiankę o dwóch innych artystach, a konkretniej o Taylor Swift oraz o Lady Pank. Czy Ci wykonawcy albo inni są twoją inspiracją do tworzenia piosenek?


KS: Kocham Lady Pank z lat osiemdziesiątych i ich utwory. Zawsze królują na
parkiecie w moim domu — na każdej imprezie. Więc tutaj to było po prostu z życia wzięte.


A jeżeli chodzi o Taylor Swift — może muzycznie nie inspiruję się nią aż tak bardzo, ale to, jaki ogrom pracy wkłada w to, co tworzy, i w jaki sposób wszystko dopinane jest na ostatni guzik — jest perfekcyjne. Na pewno chciałabym kiedyś być tam, gdzie Taylor Swift.

JM: Wcześniej wspominałyśmy o tych trudnych relacjach i piosenkach, ale ja też przeczytałam, że Śnieg jest też piosenką o toksycznej relacji. Jaką mogłabyś przekazać wiadomość słuchaczowi, który właśnie jest takiej toksycznej relacji?


KS: Wiesz co, podeszłabym do tego tak, jakbym teraz mogła mojej przyjaciółce
powiedzieć, że warto czasem spojrzeć na siebie i być trochę egoistą — ale nie w toksycznym sensie, tylko patrzeć na to, co mnie boli, co mnie rusza, i zrobić sobie taki rachunek sumienia: czy ta osoba faktycznie jest dla mnie dobra, czy spełnia wszystkie rzeczy, dzięki którym czuję się przy niej bezpiecznie. I podejść do tego z rozumem, nie z sercem. A wiadomo, że to nie jest łatwe, więc ja to tak mogłabym wyrazić… ale z drugiej strony — nie zawsze jestem taka mądra, jeśli chodzi o relacje.


JM: Ocean i La Casa to są piosenki, w których zwalniasz tempo, są takimi można powiedzieć przerywnikami od tej klubowej zabawy. Skąd taka potrzeba, by na tej pulsującej, wręcz tanecznej płycie nagle zwolnić?


KS: Zawsze chciałam stworzyć jakieś ballady — romantyczne, bardziej powolne, spokojne piosenki. Ja też dużo słucham takiej muzyki. Lubię na przykład Lanę Del Rey — uwielbiam ją — czy The Neighbourhood.

Jeżeli chodzi o nagranie tych piosenek, to zawsze zaczynam od pomysłu. Zdarzało mi się zaczynać kilka utworów, które były właśnie spokojne, i nigdy ich nie kończyłam, bo gdzieś w połowie myślałam sobie: „Nie, to jest za wolne, trzeba to przyspieszyć”. Ale teraz, akurat jak pisałam „Ocean”miałam taki vibe, że byłam smutna i chciałam napisać coś totalnie na przeprosiny, bo połączyłam się z ważną osobą. Więc stwierdziłam: „Dobra, nie mogę tego przyspieszyć”. To też ma swój bajkowy zarys.

A jeżeli chodzi o „La Case”, to totalna inspiracja Laną. Chciałam zrobić taką wakacyjną, spokojną, frywolną piosenkę, która będzie jak wiatr we włosach — tutaj ja sobie leżę na leżaczku i, wiesz, vibe’uję sobie. Więc takie dwie piosenki — myślę, że fajny, spokojny przerywnik na płycie.

JM: Kilka lat temu brałaś udział w preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Uważasz, że jakaś piosenka z Błysku nadawałaby się na ponowny udział w preselekcjach?


KS: Może „Vanilla Baby Ice” ale po angielsku? Coś w tym stylu? Myślę, że może, ale nie wiem. Może jakoś w przyszłości bym powróciła z jakimś pomysłem eurowizyjnym, myślę cały czas nad tym.


JM: Eksperymentujesz ze swoimi brzmieniami. Nawiązując do twojego pierwszego albumu Cliché, jak oceniasz swoją ewolucję muzyczną od tamtego momentu do dziś?

KS: Cały czas się rozwijam. Mam też wrażenie, że rozwijam się tekstowo — bywam na różnych warsztatach i cały czas się w tym szkolę. Więcej piszę, jestem bardziej odważna w pisaniu. Na pewno też lepiej wiem, czego chcę, i staram się pilnować swojego zdania, żeby było zawsze ujęte.
Ale tak naprawdę — muzyka cały czas jest nowa, cały czas coś się dzieje, a ja to po prostu chłonę i żyję tym. Mam wrażenie, że od tamtego momentu nie minęła mi zajawka, i po prostu cały czas tak samo się cieszę, jak robię muzykę.


JM: Ja też się cieszę, że wydałaś ten album i dzięki bardzo za rozmowę.


KS: Dziękuję bardzo.

Czytaj również