„Zaufaj mi, jestem Dr. Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał ” (2015). Recenzja Kuby Koziołkiewicza

Ozzy Osbourne w swoim stosunkowo długim, jak na rockmana, życiu zrobił już wiele dziwnych i szokujących rzeczy. Jako te najbardziej jaskrawe można wymienić: a) odgryzienie głowy żywemu nietoperzowi (po czym musiał leczyć się na wściekliznę); b) zasmakowanie wylatującego z klatki gołębia w czasie spotkania z kierownictwem wytwórni wydającej jego solowy album (był wtedy oczywiście narąbany w sztok) czy też c) przejażdżkę na quadzie, po której… spędził jakiś czas w śpiączce farmakologicznej. Brytyjczyk raczej nie lubi stagnacji, dlatego po wieloletnich libacjach i wszelakich doświadczeniach życiowych postanowił wcielić się w rolę Dr. Ozzy’ego.

Podejrzewam, że nikt racjonalnie myślący nie wpadłby na pomysł, by porad zdrowotno-egzystencjalnych udzielał ktoś taki, jak Ozzy. Sam zainteresowany również nie był zachwycony tym pomysłem. Pierwszy akapit książki brzmi następująco: Gdyby parę lat temu ktoś powiedział mi, że podejmę się pisania poradników, dałbym mu w papę za robienie sobie ze mnie jaj. Nie mam do tego wybitnych kwalifikacji, chyba że miałbym komuś tłumaczyć, jak skończyć w pierdlu lub na cmentarzu. Jestem Ozzy Osbourne, kur*a, a nie Oprah Winfrey. Mój drogi Ozzy, nikt tego nie neguje! Na szczęście naczelny „Sunday Times” okazał się dobrym negocjatorem, dzięki czemu lider Black Sabbath przyjął ofertę gazety i rozpoczął pisanie do swojej autorskiej rubryki (wszystkie teksty, poza wstępami do rozdziałów, ukazały się uprzednio właśnie w „Sunday Times” lub w „Rolling Stone”, do którego w późniejszym czasie zaczął okazjonalnie pisać Osbourne).

Wydawnictwo to przybrało autentyczną postać poradnika. Mamy w nim różnego rodzaju tabelki, ramki typu „Instrukcja obsługi dziecka” z pomysłowymi wskazówkami Dr. Ozzy’ ego czy też quizy podsumowujące każdy rozdział z zaskakującymi i zabawnymi pytaniami związanymi ze sferą zdrowia. Przykład: Które z tych koszmarnych błędów popełnili lekarze, gdy coś im się popie*doliło? I odpowiedzi do wyboru:

  • a) amputowali nogę nie tą co trzeba;
  • b) bifurkacja (pacjent miał nagle rozdwojony język);
  • c) przeszczepili niewłaściwe serce i płuca.

Odpowiedzi do wszystkich pytań znajdują się na końcu książki. W tym przypadku prawidłowe rozwiązanie to a) i c). Te dodatki to jednak tylko fajnie i ciekawe uzupełnienia do podstawy wydawnictwa, którymi są rady Ozzy’ego Osbourne’a. Żeby książka była przejrzysta i czytelna, autor swoje porady podzielił na rozdziały związane z ogólnym tematem. Jeden dotyczy wszelkiego rodzaju dolegliwości przejściowych typu przeziębienie, ból głowy, śmierdzący zapach z ust; kolejny problemów z dziećmi. I tak dalej, i tak dalej. Pytania te są niekiedy bardzo zaskakujące, budzące obrzydzenie, częściej śmiech, ale jednak esencją są zawsze odpowiedzi Dr. Ozzy’ego, które powalają na łopatki. Nie będę wypisywał tych najzabawniejszych, żeby nie psuć wam przyjemności z zaznajamiania się z tą pozycją, ale żebyście mieli jakiś ogólny obraz książki, przytoczę przykładowy dialog „pacjenta” z „doktorem”.

Drogi Dr. Ozzy!
Mój nastoletni syn przesiaduje godzinami w swoim pokoju. Kiedy wchodzę, żeby posprzątać, widzę  zaskorupiałe plamy na dywanie. Jak mu powiedzieć, żeby używał chusteczek?
Anne z Edynburga

Zapytaj czy nie składał ostatnio modeli samolotów, bo widziałaś na dywanie pełno zaschniętego kleju. Powiedz z miłym uśmiechem, że może sobie składać modele, w jego wieku to normalne, ale jeśli pochlapie klejem dywan, ma wytrzeć plamy chusteczką. Pełna kultura. Jeśli ci się powiedzie, będzie zawstydzony i już nigdy nie uświni dywanu.

Wydawnictwo to ma bawić, ale nie tylko. Sam Ozzy pisze w epilogu: Chociaż nie należy tej książki traktować zbyt poważnie, mam nadzieję, że nauczyliście się paru rzeczy. Bo ja na pewno tak. Generalnie stosunek realnej wiedzy wartej wykorzystania do humoru wynosi mniej więcej 50/50. Wydawnictwo czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Osoby biorące życie tylko i wyłącznie na poważnie nie powinny jej nawet dotykać, bo mogłyby poczuć się zgorszone. Reszta, posiadająca w sobie choć odrobinę radości, niech kupuje ją bez zastanowienia. Zwłaszcza, że posiada niezbyt wygórowaną cenę – 35,90 zł. I na sam koniec moja mała rada – nie czytajcie jej w tramwaju lub autobusie. Kilkanaście razy zdarzyło mi się tak wybuchnąć śmiechem, że siedząca obok mnie osoba patrzyła się na mnie jak na skończonego imbecyla!


Czytaj również