Francuska wokalistka Jain pojawiła się u nas właściwie z kapelusza, bowiem jej Come zostało wykorzystane jako tło podczas prezentacji ramówki jednej ze stacji telewizyjnych. Nagle zaczęły się pytania o to kim jest, czy cokolwiek coś kiedyś wydała. Zainteresowanie cieszy, lecz mi osobiście nasunęło na myśl pytanie o ciąg dalszy. Niedawno otrzymaliśmy muzyczną odpowiedź.
22-latka wbrew pozorom nie jest debiutantką, chociaż krążek Zanaka jest jej pierwszym, wydanym na tak zwany własny rachunek. Jeszcze kilka lat temu Jain publikowała swoje kawałki na platformie MySpace. Ten akurat krok był strzałem w dziesiątkę, gdyż wtedy wypatrzył ją szef jednej z wytwórni i zaprosił do Paryża na rozmowę. Później artystka rozpoczęła współpracę z piosenkarzem i tekściarzem. Yodelice, bo o nim mowa, towarzyszy jej do dnia dzisiejszego, lecz początkowo to Francuzka stawiając swoje pierwsze kroki w branży wystąpiła u boku artysty w programie rozrywkowym z utworem Way Back Home, który został umieszczony na trzecim albumie tekściarza. Dalszy ciąg historii znamy. Yodelice pomógł Jain wydać swój pierwszy singiel Come, a następnie EPkę Hope. Artystka zaistniała na francuskim rynku muzycznym, a dzięki wykorzystaniu wspomnianego wcześniej singla do prezentacji jesiennej ramówki Telewizji Polsat, 22-latkę poznała także Polska.
Po przesłuchaniu wspomnianego EPki, zawierającej obydwa promujące krążek single chciałoby się rzec: co dalej? Odpowiedź przyszła o wiele szybciej, niż nam się by mogło wydawać. 6 listopada we Francji światło dzienne ujrzał debiutancki album, Zanaka. Na polską premierę poczekaliśmy 3 tygodnie, lecz zdecydowanie warto było czekać.
Mamy bardzo różnorodny album, z wpływem plemiennych afrykańskich brzmień. Wszak Zanaka znaczy po malgasku syn, a mama wokalistki pochodzi z Madagaskaru. Tak… wszystko układa się w jedną całość. Ciekawą całość. Dałam się wciągnąć, bo to co niekonwencjonalne przyciąga. Niektóre utwory takie jak Heads Up (kolejny singiel promujący album), Hope czy Makeba brzmią jak przystosowane dla Europejczyka plemienne przyśpiewki. Ten element, przewijający się właściwie przez cały krążek w tych właśnie wymienionych daje o sobie najbardziej znać. Inteligentnie są jednak mieszane z elementami hip-hopu, soulu czy world music. Kompletnie nie rozumiem numeru Mr Johnson, gdzie prócz wpadającego w ucho refrenu, lecz na lekkim pograniczu z kiczem nic ciekawszego się nie dzieje.
Komu jednak spodobało się Come, to koniecznie powinien przesłuchać drugą połowę płyty – jest dużo bardziej przyjazna dla tych, którym ciężko pogodzić się z pierwszą częścią krążka, bądź też – co sądzę, będzie częstszą reakcją – po pierwszych sekundach będzie chciał wyłączyć odtwarzacz… Czyli w sumie: na jedno wychodzi. Ostatnie numery to rodzeństwo Come – zarówno All My Days jak i Hob byłyby dobrymi kandydatkami na singla, jednakże w swojej pamięci mam dwa znajdujące się na ostatnich miejscach tracklisty, czyli You Can Blame Me oraz So Peaceful. To zapewne dlatego, że to rock, reggae i soul w jednym plus do tego interpretacja wokalistki, dzięki której może podbić niezdecydowane serca.
Debiutanckie dzieło Jain ma w sobie wiele ukrytych walorów, które czekają na odkrycie przez słuchacza. Można temu krążkowi zarzucić wiele rzeczy, jednakże jest kwestia, której nie wypada poruszać: a mianowicie, koncept. Francuzka artystka konsekwentnie zrealizowała swoją wizję, zarysowaną wiele lat temu. Zanaka to album który powinno się pokochać lub znienawidzić. Szkoda, że nie ma nic po tak zwanym środku tej skali, gdyż jestem zmieszana efektami końcowymi: z jednej strony wiadomo – ma się wygórowane wymagania, lecz z drugiej oczekujemy czegoś, co jest dobre i zawiera w sobie dozę prostoty. Trudno te dwie rzeczy ze sobą pogodzić, więc tym bardziej podziwiam artystkę, że mając 22 lata podjęła się tak karkołomnego zadania.


