Zachwycająca Jolanta Litwin-Sarzyńska jako Mama Janis

Teatr Syrena świętował 49. rocznicę śmierci Janis Joplin tak, jak prawdopodobnie sama piosenkarka by sobie tego życzyła: w piwnicy, w otoczeniu śpiewu, orkiestry, niebanalnych strojów i kapki alkoholu. A w centrum tego zamieszania błyszczała Jolanta Litwin-Sarzyńska, czyli współczesna Janis Joplin.

Mam wrażenie, że ten monodram nie miałby sensu, gdyby nie grała w nim pani Jolanta. Jest ona zachwycaja w każdym calu. Nie można oderwać od niej wzroku, przestać jej słuchać czy choć przez chwilę zamyślić się ina inny temat. Jej charyzmatyczny głos i genialny, bluesowy śpiew przesądzają o jakości tego spektaklu. Mimo że cały występ trwa ponad dwie godziny, widzowie nons stop są pobudzeni poprzez fizyczną bliskość aktorki, która świetnie wykorzystuje piwniczną przestrzeń bistro teatru, oraz poruszające, czasem śmieszne, wzruszające lub po prostu mądre teksty – mówię tu zarówno o monologu, jak i o piosenkach, które zostały przetłumaczone na język polski.

Myślę, że każdy idąc na ten spektakl, spodziewał się czegoś nieco innego. Opis w Internecie stawiał więcej pytań niż dawał odpowiedzi. Ja nastawiałam się na prostą biografię Janis, a dostałam odbicie lustrzane jej życia przepuszczone przez filtr XXI wieku. Ten zabieg sprawił, że sztuka dotykała widzów głębiej i wydawała się bardziej aktualna i bliska. Wyobrażam sobie, że nie było to proste zadanie, aby opowiedzieć o współczesnej Polsce piosenkami osoby, która nigdy w Polsce nie była. Aby opowiedzieć o życiu matki tekstami osoby bezdzietnej. Za to należą się ogromne brawa wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie, ale największe ponownie zjawiskowej pani Jolancie.

Czytaj również