Zabierzcie muzykowi jego zabawki, dopiero wtedy będziecie mogli go w pełni pokochać lub znienawidzić
Scena muzyczna tak samo jak ludzie ewoluuje. I tak kiedyś, prostego muzyka z gitarą, czy wyjątkowy klimat, coraz bardziej przygniata potrzeba robienia „show”. Czemu w tych czasach muszę oglądać obwisłe i stare piersi Madonny na koncertach? Czemu muszę oglądać jak Hanna Montanna uprawia bezpieczny seks na scenie? Czy na koncercie Rammstaina na prawdę potrzebny jest wielki kutas, który strzela w widownie białą pianą? Czy będę w błędzie jeżeli stwierdzę, że szczególnie w muzyce komercyjnej, na pierwszym miejscu przestał stać wokal, gitara, perkusja, bas? Trochę za ostre stwierdzenia? Pozwól, że powiem Ci co o tym myślę.
Ostatnio na naszym portalu pojawiało się sporo informacji na temat Joe Bonamassy. W dzisiejszym tekście nie da się nie przytoczyć tego muzyka. Jest to idealny przykład tego czego brakuje części dzisiejszej sceny muzycznej. Jeżeli ktoś z was obejrzał polecany przeze mnie koncertowe DVD Joe Bonamassa – Live from The Royal Albert Hall będzie wiedział o czym mówię. We wspomnianym krążku, Joe Bonamassa wychodzi na scenę, nad którą znajdują się proste światła, z pięknym gibsonem, w garniturze. Za nim stoją basista i perkusista. Światła gasną, zapalają się i muzycy zaczynają grać, kropka.
Nie ma na sobie wybuchającego stanika, na scenie nie jeździ wielki kutas, Bonamassa ma na sobie wszystkie części garderoby, nie uprawia z nikim bezpiecznego seksu, w jego wyglądzie nie ma nic wyjątkowego. Bierze kostkę do ręki, uderza w sześć strun i otrzymuje taki sam efekt- eksplozje publiczności. W tej chwili, już wiem, że 20 października w Sali Kongresowej odbędzie się koncert, a nie show. Do którego już teraz odliczam każdą godzinę.
Więc może słuchasz muzyki albo backtracku do przedstawienia. Określasz geniuszem muzyka albo showmena . Masz oczy i uszy szeroko otwarte albo tak jak bracia z Blues Brothers nosisz okulary nawet po zmroku. Pamiętaj. Muzyka to business, który kształtujesz Ty. Może w wielkim 50tys. tłumie czujesz się jak jednostka, ale prawda jest taka, że kupując wejściówkę, płytę, mp3 po części stałeś się jednym z wielu mecenasów, którzy odpowiedzialni są za wszystko co pojawia się na scenie. Poczuj odpowiedzialność i błagam, nigdy więcej nie sraj do własnej kuwety.
Ten krótki tekst nie ma na celu krytyki kogokolwiek gustu. Zauważyliście już pewnie, że w myśli, którą próbowałem wam przedstawić zostawiłem sporo miejsca dla Was. Zastanówcie się nad tym czego jesteście fanem. Syntezatora? Studyjnych albumów? Doceniacie geniusz muzyka czy jakość maszyny do nagrywania? Zastanówcie się. Zabierzcie muzykowi jego wszystkie zabawki, dopiero wtedy będziecie mogli go w pełni pokochać lub znienawidzić.

