Young Stadium Club – Everything Everyone Everywhere (2017), recenzja Justyny Rojek

0
213

To jeden z tych polskich zespół, którego muzyka może spokojnie wychodzić poza granice naszego kraju i zachwycać. Prezentując światowe granie przywodzi na myśl indie-popowe grupy jak Two Door Cinema Club czy Foster The People. I choć swój początek Young Stadium Club wskazują na maj 2013 roku, to dopiero teraz wydają pierwszą płytę Everything Everyone Everywhere. Ta łódzko-londyńska formacja właśnie ma swój moment i zdecydowanie warto w nim uczestniczyć.

Chłopaki cztery lata kazali czekać na debiutancką płytę. W tym czasie poszukiwali swoich muzycznych inspiracji i wydali kilka minialbumów (Waiting For The Light, Radio Edit, Fall Me Down, Hello). Przełomem okazała się zmiana wokalisty na epce Hello, która otworzyła nowy rozdział zespołu YSC. Dominik Buczkowski dotychczas pełniący funkcję perkusisty przejął stery śpiewania i zachwycił. A przebojowe kompozycje jak Too Late czy Spread Your Love nareszcie zwróciły uwagę na talent oraz determinację zespołu.

Zgodnie z tytułem płyty Everything Everyone Everywhere chłopaki z YSC chcą zgarnąć jak najwięcej ze swojego debiutu i dotrzeć do szerszej publiki. Odnajdują więc natchnienie w miłości oraz młodości i w efekcie tworzą dziesięć hitowych kompozycji. I choć są to melodie do grania we wszystkich częściach świata swoją misję idealnie spełnią podczas letnich festiwali muzycznych. Spora dawka syntetyzatorów zostaje tutaj połączona z elektroniką i bardziej niż na epkach poukrywaną warstwą gitarową. A całość doprawiona interesującym męskim głosem od raz podsunie na myśl wokale z brytyjskich stacji radiowych.

Na otwarcie całego albumu dostajemy instrumentalne intro E3, które już po chwili wprowadza nas w singiel promujący najnowszy krążek – Forever Young. Jest dynamicznie, electropopowo z ogromną dawką pozytywnej energii. Prawdziwy hymn o młodości, dzięki któremu szybko poczujemy beztroskę i chęć zdobywania świata. Z kolejnym singlem Say What You Want zespół daleko nie odejdzie od przebojowej stylistyki, co więcej postawi na światowe brzmienia. Swój udział w tym kawałku miał Steve’a Manovski, który współpracował m.in. z Johnem Newmanem i Nilem Rodgersem. A ponieważ zagraniczne nazwisko zobowiązuje, więc w efekcie kompozycja brzmi jak radiowy pewniak. Pulsujące brzmienie z żywiołową elektroniką wciąga w wir dobrej zabawy.

W dalszej części płyta zostaje wzbogacona o trzy kolejne muzyczne intro. Everything, Everyone, Everywhere wplecione pomiędzy poszczególne piosenki są szansą na przybliżenie nadciągających muzycznych doznań. W ten sposób z otchłani dźwiękowej Everything wynurza się bardzo lekki utwór Feel Alive. Utrzymany w klimacie wakacyjnego chilloutu nie daje spokoju od pierwszego przesłuchania. Chcąc przedłużyć ten stan warto się jeszcze pokusić o elektryzującą kompozycję One Night. Wciągające, mocne refreny wręcz wbijają się w głowę słuchacza i momentalnie uzależniają.

Na deser YSC serwuje dwie klimatyczne kompozycje Here And Now, pojawiające się w także wersji polskiej (Tu I Teraz) oraz odświeżone Kids From The Sky (pierwotnie epka Radio Edit). W obydwu przypadkach muzyka nadal spełnia swoje taneczne zadanie, ale w wersji ze zmniejszoną ilością energii, podkreśla przestrzenność elektronicznych brzmień. Aż chciałoby się więcej takich muzycznych rozwiązań.

Potencjał jaki drzemie w tym czteroosobowym zespole to jedno, ale nie należy zapominać o pracy jaka została włożona w wydanie tej płyty. Zaczynali od zbierania funduszy na wypuszczenie swojej pierwszej i drugiej epki na jednej z platform wspierania społecznościowego. Teraz współpracują z największą firmą fonograficzną w Polsce Universal Music Poland. Nie wpłynęło jednak to na ich podejście do muzyki, bo jak przyznali w jednym z wywiadów to oni mieli decydujące zdanie przy tworzeniu najnowszego albumu. Odpowiedzialni zarówno za muzykę, teksty i produkcję są skazani na sukces. Nie pozostaje więc nic innego jak śledzenie trasy koncertowej YSC i przekonanie się o ich muzycznej energii na żywo. Kto słyszał chłopaków jako support przed The Vamps czy Nothing But Thieves wie o czym mowa!