Niedawno ukazał się nowy, pełny album grupy The Cassino, Części. Poprzez przeczytanie zapisu naszej rozmowy z zespołem dowiecie się jak powstawał, jaki jest jego motyw przewodni i koncept, skąd takie nietypowe pomysły na teledyski i wiele więcej. Zapraszam!
Adrianna Małolepszy: Mam wrażenie, że przez całą tę płytę przewijają się wątki natury, wody, żywiołów… Skąd taki koncept?
Cała ta płyta opiera się o porównanie życia do rzeki. Zaczyna się Deltą, kończy Brzegiem i przez całą jej długość przewija się motyw nurtu – choćby nurtu życia. Jest to mocno egzystencjalne. Zawsze szukałem sensu w życiu, dużo czerpałem z literatury, choćby z Mitu Syzyfa Alberta Camusa.
Adrianna Małolepszy: Wydaje mi się, że ta warstwa muzyczna powstawała trochę na żywioł, mam rację?
Hubert: Trochę tak. Jest to kontrolowany chaos. Pisząc riffy gitarowe, unikam schematów. Chcę mieć otwarty umysł, nie zagłębiać się do końca w to, jak ma działać harmonia. Wydaje mi się, że dzięki temu udało nam się wypracować własny styl. Ludzie bardzo często próbują nas porównywać do różnych zespołów, jak The Black Keys czy nawet Avril Lavigne, co jest dla nas trochę zabawne. Mamy już całe zespołowe bingo porównań.
AM: Czyli mam rozumieć, że na kolejnej płycie będzie już kompletnie co innego, żeby się od tego zdystansować.
Hubert: Myślę o tym. Zastanawiam się czy nie spróbować czegoś z klawiszami, może syntezator i gitara. Lubimy eksperymentować i bawić się formą.
AM: A skąd pomysł na całą płytę po polsku?
To też dość zawiła historia. Po kilku próbach zobaczyliśmy jak dobry odbiór w Polsce mają utwory w języku polskim. To była wielka różnica. Dużo ludzi mówi nam, że brzmimy dość “zagranicznie”. Nie mieliśmy planów pisać po polsku, ale zawsze były jakieś komentarze od strony branży, żeby jednak spróbować. Ja też w końcu przekonałem się do polskich tekstów i tego ile emocji mogą nieść.
AM: Bardzo bym chciała, żebyście powiedzieli mi trochę o utworze “Lek”.
Hubert: Napisałem go w okresie, kiedy wiele rzeczy bardzo mnie dotykało i miałem problemy ze snem. Jest to piosenka o wszystkim co nas gnębi i nie pozwala żyć w spokoju. Ten utwór powstał dosyć wcześnie. Graliśmy go na żywo już w 2019. Cały okres powstawania płyty to około 2 lata historii, które przydarzały nam się gdzieś po drodze.
AM: Mieliście czas żeby się dotrzeć z materiałem.
Tak. To nasza częsta praktyka. Sprawdzamy te niewydane utwory na koncertach. Czasami w improwizacji na żywo wyjdzie coś ciekawego, co potem wykorzystujemy finalnie w studio.
AM: Bardzo mnie też ciekawi jak powstawały teledyski, które też są trochę nieoczywiste.
Tutaj oddaliśmy się trochę w ręce agencji Sweet Jesus, która zajęła się produkcją. Dużo w tym całym procesie jest ich pomysłów. My sami nie do końca się na tym znamy i stwierdziliśmy, że damy im pole działania. Oczywiście dyskutowaliśmy, ale w końcu wyszło to świetnie.
Jeśli chodzi o Spaloną Ziemię byłem trochę sceptyczny do pomysłu by pokazać nas jak gramy, ale daliśmy się przekonać i cieszę się z tego.
AM: Bardzo Wam dziękuję za rozmowę!
My również!
