Zespół atem poznałam prywatnie około 5 lat temu, kiedy to po świętowaniu nad Wisłą natknęłam się późną nocą na wysokiego chłopaka w długich włosach. Powiedziałam mu, że wygląda mi na muzyka, na co odparł, że owszem, gra w zespole atem na perkusji. To było nasze pierwsze i jedyne spotkanie – gdyby nie to, że dodaliśmy się na Facebooku, myślałabym, że to był tylko sen. Od tego czasu nie mieliśmy żadnego kontaktu, a więc tym bardziej zaskoczyła mnie pewnego dnia wiadomość niejakiej Zuzi, że zespół atem wydaje dwa single i chce o tym ze mną porozmawiać. Okazało się więc, że atem nie tylko wciąż funkcjonuje, a wręcz nabiera nowej prędkości, ale również że Patryk nadal w nim gra. Zmieniła się jednak nieco dynamika grupy, bo dowiedziałam się, że teraz jej niekwestionowaną liderką jest wokalistka, Justyna Chachuła. I to właśnie z Justyną miałam wielką przyjemność porozmawiać w zimowy wieczór w przytulnej warszawskiej kawiarni.
Marta Umiejewska: Na początek powiedz nam, skąd się wzięliście?
Justyna Chachuła: Ja śpiewam od dziecka. Występowałam na wszystkich uroczystościach organizowanych w okolicy i szłam przez życie z muzyką. Po drodze kształtował się mój gust, a w wieku 14-15 lat po raz pierwszy usłyszałam głos Katarzyny Nosowskiej. Zostałam jej wielką fanką, słuchałam jej wywiadów, jeździłam na jej koncerty po całej Polsce, a potem stałam przy garderobie, licząc na spotkanie (parę razy się udało!). Po kilku latach wysłaliśmy już jako zespół zgłoszenie na Festiwal Młodych Talentów w Szczecinie, gdzie Kasia była jurorką. Były to nasze początki, więc czuliśmy się bardzo niepewnie. Niedługo potem zadzwonił telefon, że dostaliśmy się do najlepszej dziesiątki spośród 500 kandydatów! Pamiętam, że usiadłam wtedy w domu na łóżku i pomyślałam, że moja największa idolka właśnie doceniła nasz talent, a ja zamiast szaleć z radości spokojnie sobie siedzę. W środku czułam radość, ale zastanawiało mnie, dlaczego na zewnątrz przyjęłam to tak chłodno. Zrozumiałam, że od czasów nastoletnich zdążyłam dojrzeć i że czuję się już po prostu gotowa na to wyróżnienie.
MU: Pamiętasz, jak wyglądał występ przed Twoją mistrzynią?
JCh: To był nasz drugi koncert w życiu. Byliśmy świetnie przygotowani, bo bardzo dużo ćwiczyliśmy, ale kiedy zobaczyłam w sali Kasię Nosowską i Piotra Metza, to życzyłam sobie, żeby to się jak najszybciej skończyło, żeby było już po. To był moment wielkiego stresu, ekscytacji, radości, ale i przemiany wewnętrznej. Powiedziałam sobie w duchu, że muszę mieć w sobie pewność, znać swoją wartość i robić to, co kocham. Po dwóch latach ponownie wystąpiliśmy przed Kasią w ramach przesłuchań do Festiwalu Jarocin w Sali im. Agnieszki Osieckiej. To również było wielkie przeżycie, mieszanka adrenaliny i podenerwowania. Muszę przyznać, że nie tęsknię za tymi konkursami.
MU: Od tego czasu wydaliście parę swoich piosenek, a ostatnio poznaliśmy dwa single promujące Waszą nową płytę – Zaklęcie i Smok. Co więcej możecie nam zdradzić?
JCh: Płyta może być dla niektórych zaskakująca, ponieważ piosenki na niej zawarte podążają nieco inną ścieżką niż nasz dotychczasowy materiał. Wszystkie teksty są w języku polskim. Jest zarazem oniryczna i mocna, zatem właściwie wszystkie barwy się w niej mieszają.
MU: Ze zmianą stylistyki przyszła też zmiana stylu. Jaka była Twoja reakcja, kiedy po raz pierwszy zobaczyłaś się w jasnych włosach?
JCh: To była moja świadoma, przemyślana decyzja. Podobnie jak u wielu kobiet ta zmiana wynikała z chęci dosłownego odcięcia się od poprzedniego etapu życia. Kiedyś byłam bardzo nieśmiała i zakompleksiona. Zajęło mi wiele lat, żeby zaakceptować swój wygląd i uwierzyć w swój talent. Teraz nasz wspólny projekt skupia się na mnie i ja nim zarządam zarówno w warstwie merytorycznej, jak i wizualnej.
MU: Ty byłaś również pomysłodawczynią teledysku do Zakłęcia?
JCh: Odezwał się do mnie młody reżyser Adrian Dulnik, który zapoznał mnie z operatorką Anią Ryń. Adrian powiedział, że lubi naszą muzykę i ponieważ mieliśmy porozumienie artystyczne, to napisał scenariusz do teledysku. Ja zaproponowałam kierunek estetyczny całego teledysku, podsyłając inspiracje. Kostiumy przygotowała Oliwia Zmysło, a scenografię Martyna Aleksandrowicz. Kiedy wszystko było gotowe, pojechaliśmy w Polskę poszukać idealnego skrawka pola do naszego filmu, ponieważ chcieliśmy stworzyć wrażenie mikroświata odciętego od znanej nam rzeczywistości. Mieliśmy jedną lokalizację na oku, ale na miejscu okazało się, że dosłownie po drugiej stronie drogi jest wymarzony spot. Trzeba było tylko znaleźć właściciela tego terenu. Po kilku wizytach w urzędach udało nam się go namierzyć i okazało się, że nie byliśmy pierwsi – wcześniej ta przestrzeń oczarowała między innymi polskiego producenta jogurtów. Właściciel nie mógł w to uwierzyć, dopytywał „jak wy znajdujecie to miejsce??”. (śmiech)
MU: Rozumiem, że to wideo powstało w lato?
JCh: Tak, co prawda na ekranie nie widać tego żaru, ale nagrywaliśmy w letnie południe w temperaturze 40 stopni. Mimo wymyślnych kostiumów w pewnym momencie przestałam już czuć gorąc, skupiłam się w pełni na pracy i jestem bardzo zadowolona z efektów.
MU: Czy zaraz po zakończeniu zdjęć nie mogłaś się doczekać publikacji filmu w mediach?
JCh: Myślę, że dystans pomiędzy nagraniem materiału a jego promocją jest potrzebny, bo w procesie twórczym stajemy się zbyt analityczni, zaczynamy czuć przesyt. Kiedy upłynie trochę czasu możemy spojrzeć na swoje dzieło na nowo, tym razem jako odbiorcy. W tej pracy trzeba być cierpliwym, ale czasami potrafię odnaleźć w sobie tę cechę, pomimo że jestem ogromnym „control freakiem” w mojej działalności artystycznej.
MU: Wszystkie komentarze pod Waszym teledyskiem są pozytywne. To rzadkie.
JCh: Tak, po przeczytaniu i polubieniu wszystkich z nich pomyślałam sobie – kurczę, fajnie byłoby być tak znanym, żeby zgromadzić też trochę negatywnych opinii (śmiech). Oczywiście przykro byłoby mi przeczytać coś niemiłego o sobie, ale to jest niestety wpisane w życie wielkich gwiazd.
MU: Wy w takie życie właśnie wkraczacie – jak się do tego przygotowujecie?
JCh: Odkąd pokonałam swoje kompleksy, staram się udzielać wielu wywiadów, pokazywać się w mediach, grać koncerty. Na jesień, po premierze albumu, planujemy małą trasę i liczę na to, że jak najwięcej osób wpadnie nas posłuchać. To duża zmiana, bo wcześniej byłam na tyle nieśmiała, że modliłam się, żeby nikt nie przyszedł (śmiech). W przyszłości chciałabyć grać na festiwalach i docierać do wielu osób, ale nie za wszelką cenę. Śpiewanie jest dla mnie bardzo osobiste, ściśle związane z moją tożsamością, dlatego muszę być obecna w procesie pisania tekstów i komponowania muzyki.
atem to projekt wokalistki i autorki tekstów Justyny Chachuły, który powstał we współpracy z dwoma gitarzystami – Krystianem Czerniewskim i Hubertem Müllerem. W pracach przy zbliżającej się płycie wzięli udział również Radek Bednarek (m.in. bas) i Patryk Sobiecki (perkusja).