Całkiem niedawno ukazał się nowy album grupy White Lies zatytułowany As I Try Not To Fall Apart. W związku z jego premierą miałam okazje porozmawiać z wokalistą i gitarzystą grupy, Harrym, który wprowadził mnie w tajniki procesu powstawania nowego materiału, opowiedział o trudnościach i zmaganiach związanych z tworzeniem płyty w trakcie pandemii, oraz o inspiracjach i pracy nad unikalnym brzmieniem zespołu.
Przeczytajcie zapis wywiadu, a niedługo będziecie mogli zobaczyć zespół w Polsce. Koncert już 4 maja w Warszawie!
Adrianna Małolepszy: Ogromnie gratuluję nowego albumu! Przekaż proszę reszcie zespołu.
Dziękuję!
Adrianna Małolepszy: Uwielbiam cały jego koncept i Wasz komentarz do tego w jakim miejscu jest dziś świat.
Dzięki! Robiliśmy ten album na dwa razy, tak jakby po połowie. Kiedy go słucham słyszę ogromną różnicę między tymi częściami. Oczywiście tworzyliśmy go w czasie pandemii, więc restrykcje i wszystko przez co przechodziliśmy słychać w muzyce. To było dla nas wyzwanie.
AM: Jak rozgraniczasz te połówki? Które piosenki powstały pierwsze?
Do studia weszliśmy jesienią 2020 i myśleliśmy, że w 2021 będziemy już w trasie, więc bardzo się spieszyliśmy, żeby skończyć album. Jak wiadomo te plany nie wyszły. Na tę pierwszą sesję w studio każdy z nas przyniósł sporo materiału, który napisaliśmy osobno, bo wtedy nie mogliśmy się oczywiście spotykać. Nagrywaliśmy te piosenki w stresie, myśląc, że nie mamy czasu ich zmieniać, więc właściwie to co przynieśliśmy wtedy na kartkach jest tym co słychać na płycie. Tak powstały na przykład As I Try Not To Fall Apart, AM I Really Gonna Die czy There’s No Cure.
Przy kolejnej sesji mieliśmy już mniej presji, bo wszystko się oczywiście przesunęło, więc spędziliśmy sporo czasu pisząc piosenki wspólnie. Wtedy powstało Blue Drift, I Don’t Wanna Go To Mars czy The End. Myślę, że słychać między nimi ten kontrast.
AM: Zdecydowanie. As I Try Not To Fall Apart brzmi bardzo “pandemicznie” jeśli wiesz co mam na myśli.
Powstała w szczycie pandemii w UK. Byliśmy całkowicie zamknięci w domach i pisaliśmy jakieś małe fragmenty oddzielnie. Myślę, że bardzo nawiązuje do osamotnienia, prób utrzymania się w jednym kawałku. Nie jest konkretnie o wirusie, a bardziej o tym jaki wpływ ma na nas i nasze umysły cała ta sytuacja.
AM: Uwielbiam też to, co zrobiliście w teledysku. Ten piasek jest ogromnie metaforyczny i naprawdę przemawia, ale wydaje mi się, że proces nagrywania tego musiał być małym koszmarem.
Tak. Piasek był wszędzie! Wyjmowałem go z uszu i włosów przez 5 dni, ale warto było. Wiedziałem, że musimy to zrobić. Bardzo chciałem poczuć jakby to było być zakopanym pod całym tym piachem.
Bardzo się cieszę, że dzięki całej naszej ekipie i reżyserowi udało się zrealizować ten pomysł. Nie mamy na te rzeczy jakiegoś ogromnego budżetu, ale wszyscy bardzo ciężko pracowali przy budowie tego planu, umieszczeniu tam tego piasku, a potem wywiezieniu go po zakończeniu zdjęć.
AM: Ostatnia scena jest niesamowita. Kiedy się w końcu wygrzebujesz. Czy miewasz takie momenty w życiu, że musisz przezwyciężać w sobie taką chęć odpuszczenia i zakopania się we wszystkim co negatywne?
Cały czas! Myślę, że w pandemii wszyscy z czymś takim walczą. Charles w tekście naprawdę ujął wszystkie te uczucia idealnie. Mam oczywiście dobre życie i pod tym względem niczego mi nie brakuje, ale cała moja praca została mi właściwie zabrana. Kiedy całymi miesiącami nie masz co robić, żadnych zobowiązań to jest trudno. Oczywiście w tym czasie powstał album, ale wciąż były długie okresy, kiedy nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Musiałem sam siebie pilnować i znajdywać sobie różne zajęcia. Pozostawać aktywnym.
AM: Co na przykład robiłeś?
Dużo dziwnych rzeczy! Gram dużo Bacha na pianinie. Uwielbiam to. Jego muzyka bardzo mi pomogła przejść ten trudny okres. To idealny sposób na to, żeby się oderwać, bo grając cały czas musisz być skupiona. Jest bardzo trudna, więc w twojej głowie nie ma miejsca na myślenie o czymkolwiek innym.
Dużo gram też w szachy i się wspinam.
AM: Brzmi świetnie!
Bardzo bym chciała, żebyś powiedział mi coś więcej o utworze Breathe.
Powstała w trakcie tej drugiej sesji w studio. Zaczęliśmy jej pisanie tak jak zaczynamy pisać wiele naszych piosenek. Znaleźliśmy piosenkę, która bardzo nam się podoba, tu akurat było to Dancehall Days. Bardzo spodobał nam się groove i stwierdziliśmy, że użyjemy czegoś podobnego. Uwielbiam Breathe. Myślę, że nawiązuję do czegoś podobnego jak As I Try Not To Fall Apart. Do uspokajania się, do panowania nad emocjami.
Wiele naszych piosenek celebruje te momenty, kiedy nareszcie pozwalamy sobie odczuwać wszystkie emocje, które się w nas nawarstwiły. To wyzwala.
AM: Mówisz o inspirowaniu się piosenkami innych artystów i wydaje mi się, że dużo tego na tym albumie. Słyszę tam inspirację Davidem Bowie czy na przykład Red Hot Chilli Peppers.
Coś w tym jest. Myślę, że teraz już nie przejmujemy się tym, żeby to co tworzymy “brzmiało jak White Lies” jak coś co zrobiliśmy już wcześniej.
Często powstaje coś, co brzmi zupełnie świeżo i nie do końca wpisuje się w stylistykę zespołu. Kilka lat wcześniej pewnie staralibyśmy się to w jakiś sposób zmienić, wepchnąć produkcją czy miksem na tory White Lies. Ostatnio odpuściliśmy i pozwalamy sobie po prostu tworzyć i patrzeć gdzie nas to zaprowadzi.
AM: Co się zmieniło?
Ten proces zaczął się chyba przy tworzeniu albumu Friends. Po raz pierwszy wtedy sami produkowaliśmy płytę. Mieliśmy wspaniałego inżyniera dźwięku, ale pozwalał nam podejmować wszystkie decyzje. Przestaliśmy starać się komukolwiek przypodobać, do czegokolwiek dopasować. Nie myśleliśmy o tym czy będą grać ten materiał w radio. Wiedzieliśmy, że mamy grupę fanów, którzy z nami zostaną tak długo jak będziemy po prostu wypuszczać dobrą muzykę, nie ważne jaka dokładnie ona będzie.
AM: Jeśli muzyka jest dobra to się obroni i przyciągnie odpowiednich słuchaczy.
Dokładnie. Ale mija trochę czasu zanim zdasz sobie z tego sprawę.
Przy pierwszej płycie nie ma to znaczenia. Piszesz te piosenki jako nastolatek, nie musisz martwić się o żaden konkretny styl, kontekst, możesz robić co chcesz. Ale potem już jest trudniej. Zwłaszcza w naszym konkretnym przypadku, kiedy ten debiut był tak popularny. Zaczynasz myśleć co zrobić żeby wypracować ten styl, żeby była ciągłość. Ciężko potem odrzucić takie myślenie, ale cieszę się, że nam się udało.
AM: Jest jeszcze coś co uważam na tym albumie za genialne. Mam na myśli piosenkę The End, która nie jest ostatnią na płycie! Mam swoją teorię dlaczego zdecydowaliście się na taki zabieg, ale bardzo chcę usłyszeć co ty masz do powiedzenia.
Jest w tym trochę przemyślanego efektu. Po pierwsze, wydawało nam się to po prostu zabawne, ale jest coś jeszcze. Piosenka, otwierająca i zamykająca płytę są ze sobą powiązane tekstowo. Charles uwielbia film Ivansxtc i to nim się inspirował przy pisaniu tych dwóch utworów. Są o tym samym człowieku i jego drodze do pogodzenia się z tym, że umiera.
AM: Ja miałam teorię, że może chcieliście podkreślić to, że pomimo, że tyle rzeczy teraz wydaje się apokaliptycznych to to jednak nie jest koniec.
Na pewno trochę też.
AM: Płyta już jest, zaplanowaliście też ogromną trasę łącznie z koncertem w Polsce. Mam nadzieję, że wszystko się uda i dojdzie to do skutku.
Myślę, że się uda!
AM: Jak idą próby?
Właściwie my nigdy dużo nie próbujemy. Gramy koncerty już tyle lat, a piosenki z poprzednich albumów znamy na tyle dobrze, że nie jest nam to jakoś bardzo potrzebne. Na pewno będziemy starali się grać te utwory, które ludzie chcą usłyszeć, a nie wydaje mi się, żeby chcieli całej nowej płyty w ciągu jednego koncertu. Pewnie zrobimy kilku prób tuż przed trasą, a w trakcie oczywiście będziemy na bieżąco uczyć się nowego materiału.
AM: Bardzo dziękuję za rozmowę i powodzenia na koncertach!
Dzięki!
