„Piosenka jest najważniejsza, ale nawet najlepsza piosenka musi zostać wydana w odpowiednim momencie”. Wywiad z Welshly Arms

Welshly Arms to amerykański zespół, który zadebiutował w 2013 roku krążkiem „Welcome”. Muzycy tworzą w szeroko pojętym gatunku rockowym. Do tej pory największą sławę przyniosła im piosenka „Legendary”. Ich muzykę można było też usłyszeć w „Nienawistnej Ósemce” Tarantino. Zobaczcie sami, co mieli nam do powiedzenia podczas spotkania przed występem w Polsce.

Łukasz Jaćkiewicz: Wasza piosenka Legendary stała się wielkim hitem w wielu krajach. Jak Wasze życie i kariera zmieniły się po sukcesie tej piosenki?

Sam: Podróżujemy do takich miejsc jak Polska! Zwiedzamy świat, jeździmy w trasy, gramy dla wielu różnych publiczności. To największa zmiana, jaka zaszła po wydaniu tej piosenki.


Mikey: Uuu, dobra odpowiedź!

ŁJ: Piosenkę usłyszeć mogliśmy w wielu filmach i serialach takich jak Sense8 czy Den of Thieves. Zapytam przewrotnie – czy marzyła Wam się kiedyś kariera aktorów albo czy chcielibyście spróbować swoich sił w jakimś filmie?

Mikey: Ja jestem w tym beznadziejny. Nawet nie potrafię kłamać. Moja rola na pewno nikogo by nie przekonała.


Sam: Myślę, że to by było zabawne, pojawić się w jakimś dodatku do filmu, w którym użyto naszej muzyki. Albo przez jedną sekundę zagrać w scenie strzelaniny u Tarantino – dostać w głowę, paść, dać się ściągnąć z miejsca walki. Myślę, że dałbym radę zagrać martwego.

ŁJ: I dostać nagrodę od MTV za najlepszą rolę zwłok?

Sam: Pewnie! Czemu nie. Ta rozmowa idzie w dziwną stronę (śmiech)

ŁJ: Wróćmy zatem do muzyki! Aktualnie promujecie nową płytę koncertami w wielu krajach. Co ma w sobie Welshly Arms, czego nie mają inne zespoły, którym nie udało się wybić na płaszczyznę międzynarodową?

Sam: Moim zdaniem liczy się czas. Piosenka jest najważniejsza, ale nawet najlepsza piosenka musi zostać wydana w odpowiednim momencie, żeby zyskać popularność. My sami mieliśmy po prostu szczęście, jeśli chodzi o wydanie tej piosenki, przynajmniej w Europie. Inni muzycy pewnie mieli takie sytuacje, że nagrywali świetne kawałki, ale timing był choć trochę niewłaściwy. Dla mnie to zawsze stanowiło motywację, żeby więcej pisać, żeby bardziej się starać, bo kiedyś nadejdzie ten właściwy moment i właściwe miejsce.

ŁJ: Macie bardzo dużo fanów ale na Wasze koncerty przychodza też nowi słuchacze. Czego mogą się od Was spodziewać na scenie?

Mikey: Zawsze powtarzałem, że jak gramy koncert, to staramy się, żeby widownia stała się częścią zespołu. Kiedy zaczynamy klaskać, chcielibyśmy, żeby słuchacze klaskali z nami. Staramy się zaangażować każdego, po to by dobrze się bawił. Być może to nas trochę wyróżnia na tle innych zespołów.

ŁJ: Często występujecie w małych klubach, ale gracie też duże koncerty. Co wolicie?

Sam: Czasami duże festiwale są bardzo ekscytujące, bo to wydarzenia, o których dużo się słyszy i często marzy. W dodatku wiąże się z tym duża scena i jeszcze większa widownia. Nagłośnienie może być lepsze, dzięki czemu osiąga się monumentalne brzmienie. Z tymi festiwalami jednak zawsze jest coś nie tak – instrument nie doleciał albo nawala elektronika. Dobrzy muzycy potrafią sobie z tym poradzić. Widziałem wiele świetnych zespołów, które stały przed ogromnymi wyzwaniami technicznymi i je pokonały. Wychodzą z tego niezwykłe, wyjątkowe koncerty. To sprawia, że festiwale są niesamowite. No i nie ma lepszego widoku, niż hektary ludzi, którzy unoszą ręce i klaszczą. Zawsze jak wracamy z takiego występu i instalujemy się w klubie, myślimy sobie, że będzie bardzo trudno zagrać w tak małym miejscu. Ale potem pojawiają się ludzie i mamy z nimi bezpośredni kontakt, ich twarze są dosłownie na przeciwko naszych, a powietrze aż wibruje od energii. To są prawdopodobnie jedne z moich ulubionych momentów.

ŁJ: Legendary stało się także bardzo popularne w naszym kraju, a wy wystąpiliście między innymi na Rock in Summer. Co sądzicie o polskiej publiczności, która uważana jest za jedną z najlepszych na świecie? Zgadzacie się z tym stwierdzeniem?

Sam: Polacy mają bardzo dużo entuzjazmu i mocno się angażują. Pamiętam nasz pierwszy występ w Polsce. Myślałem sobie, że może pójść różnie. Potem sala się zapełniła i słychać było tylko okrzyki radości. Więc polska widownia to zdecydowanie jedna z lepszych, przed jakimi graliśmy.
Mikey: Tak, to było szalone. Pojawiamy się pierwszy raz, a koncert jest wyprzedany. To była jedna z najgłośniejszych widowni, w pozytywnym sensie.

ŁJ: Co daje Wam bezpośredni kontakt z fanami?

Sam: Ludzie mają wtedy okazję powiedzieć nam, co im się podoba w naszej muzyce, a my możemy im podziękować za wsparcie. Kiedyś takich momentów było o wiele więcej. Teraz jest trochę trudniej, bo gramy praktycznie co wieczór, mamy większą widownię, ja w większym stopniu operuję głosem. Ale nadal bardzo się cieszymy, jak uda nam się stworzyć okazję do spotkania.

ŁJ: Na koniec powiedzcie mi jakie piosenki i albumy skradły ostatnio Wasze serca?

Mikey: Szczerze mówiąc ostatnio słuchałem dużo piosenek Queenu, w związku z filmem, który niedawno wyszedł.

Tłumaczenie: Marta Umiejewska

Ostatnio opublikowane