Biletów na ten koncert nie było już od tygodni. Choć od wydania debiutanckiej płyty Głupi minął już ponad rok, zainteresowanie zespołem Organek nie maleje. Nic dziwnego więc, że Piwnice Tarnowskiego Centrum Kultury w piątek 20 listopada zamieniły się w istną kolebkę rocka. Było kameralnie, było głośno, ale przede wszystkim było czuć to typowe alternatywne granie, które definiuje twórczość zespołu. O przyszłości grupy, o współpracy z innymi artystami, a także o sukcesach i wartościach w rozmowie z nami opowiedział po koncercie w Tarnowie wokalista zespołu – Tomasz Organek.
Aleksandra Żeleźnik: Jakie to uczucie wiedząc, że ponad 15 tysięcy osób kupiło ten krążek i dzieli z wami tę przygodę?
Tomasz Organek: Wspaniałe. My bardzo się cieszymy z tej Złotej Płyty i dla mnie osobiście… to jest właściwie takie jedno z najważniejszych wyróżnień pomimo tych wszystkich, które otrzymaliśmy do tej pory. Nagrody są bardzo przyjemne, ale świadomość, że 15 tysięcy ludzi kupiło naszą płytę jest chyba taka najbardziej dojmująca, ze względu na to, że jest to nagroda od publiczności. To jest jak takie spełnienie marzenia chłopaków, którzy grają na gitarach. Zaczynają uczyć się pierwszych akordów i myślą sobie o złotych płytach… W naszym przypadku to się stało przy debiucie, więc tym bardziej jest nam miło.
Aleksandra Żeleźnik: Jak Pan myśli, co takiego jest w zespole Organek, że przyciąga do siebie coraz więcej młodych osób?
Tomasz Organek: Szczerze to nie wiem. Tego rodzaju pytania są zawsze trudne. My po prostu wychodzimy na scenę i gramy swoją muzykę – bez żadnego nadęcia i bez żadnego udawania. To wszystko jest prawdziwe. Raz mamy lepszy dzień, raz gorszy i to dokładnie widać na scenie. Podczas pisania piosenek i tekstów towarzyszą i mi i chłopakom te same odczucia. Ważne jednak, żeby to było prawdziwe, żeby to nie było oszukane, jakieś takie wystudiowane, wymyślone. Ważne żeby opisać kawałek życia, takiego, który się dzieje tu i teraz. Być może ludzie odnajdują w tym coś, co jest wspólne, uniwersalne, czy… prawdziwe. Mam nadzieję, że o to chodzi.
Aleksandra Żeleźnik: Na albumie Głupi znajdziemy dwa utwory w języku angielskim w tym promowaną kompozycję Stay. Skąd pomysł na de facto dwujęzyczną płytę?
Tomasz Organek: Płyta jest właściwie cała po polsku. Są jednak dwie piosenki po angielsku, z tego względu, że jestem anglistą z wykształcenia. Po prostu lubię ten język i chciałem sobie pośpiewać chwile po angielsku. Tak się złożyło, że akurat do tych piosenek (Stay, King of the Parasites – przyp. red.) nie potrafiłem sobie też wyobrazić tekstów po polsku. Czasami jest tak, że pisze się jakąś piosenkę i przestaje się walczyć o polski tekst. Mam świadomość, że nic na siłę nie chcę zrobić i nie chcę jakiejś kompozycji… robić krzywdy. Wiem, że tutaj na przykład będzie polski tekst, a tutaj będzie angielski i nie chcę z tym walczyć. Jeżeli okazuje się, że po jakiejś chwili, nic mi mądrego po polsku nie przychodzi do głowy, a przychodzą na myśl angielskie słowa to po prostu zapisuję je po angielsku i tyle całej filozofii. Chodzi o brak wymuszania jakiejś sytuacji, chodzi o naturalność.
Aleksandra Żeleźnik: A pro po teledysku do piosenki Stay. W mediach od jakiegoś czasu pisano o tym, że to właśnie zespół Organek został pierwszym polskim artystą promowanym na stronie głównej Vevo.com w Stanach Zjednoczonych. Czy uważa Pan to za duże wyróżnienie, które w przyszłości może zaowocować?
Tomasz Organek: Niespecjalnie nas to zajmuje. Jak widzę oglądalność teledysków, to nie są to jakieś nie wiadomo jakie wielkie liczby. Tak naprawdę, żeby zrobić karierę za granicą to trzeba mieć olbrzymią machinę promocyjną, która wymaga olbrzymich środków. Teledysk mi się bardzo podoba, ale… to nie wystarczy. Nie wierzę w takie teorie, że Internet jest uniwersalnym medium, dzięki któremu można zaistnieć wszędzie na świecie.
Aleksandra Żeleźnik: Można więc zaryzykować stwierdzenie, że Internet nie jest wystarczający, żeby osiągnąć znaczący poza granicami naszego kraju sukces?
Tomasz Organek: W Internecie jest wszystko, tylko trzeba ludziom wskazać konkretną ścieżkę, wskazać jakiś kierunek. Link jest jakąś drogą, ścieżką pomiędzy tym całym światem zero-jedynkowym. To nie jest tak, że wrzuci się coś do Internetu i cały świat to ogląda. Tak nie jest, ale by zespół osiągnął międzynarodowy sukces, to wymaga jakiejś olbrzymiej machiny promocyjnej.
Aleksandra Żeleźnik: Marzy się Panu międzynarodowa kariera?
Tomasz Organek: Jakoś niespecjalnie chyba mi zależy, żeby zmagać się ze światem i szukać jakiejś wielkiej kariery gdzieś za granicami. Mi zależy na pisaniu po polsku i to jest taki aspekt, który trochę wyłącza mnie z tego obiegu takiego międzynarodowego…, o który niespecjalnie zabiegam. Po prostu najlepiej wyrażam siebie po polsku i to się pewnie nie zmieni.
Aleksandra Żeleźnik: Zespół bardzo aktywnie działa w serwisach społecznościowych. Czy według Pana, jako artysty ta forma kontaktu z fanami satysfakcjonuje bardziej aniżeli spotkania po koncercie?
Tomasz Organek: Absolutnie, zupełnie nie! Facebook to jest narzędzie promocyjne, dzięki, któremu można zawiadomić ludzi o takich bieżących sprawach zespołu jak: czy wyszedł teledysk, czy wyszła płyta, gramy tu i tu. To jest taka zwykła tablica ogłoszeń. Jeżeli ktoś jest zainteresowany to może sobie wejść i zobaczyć, co się dzieje z zespołem w danej chwili. Ale to jest zupełnie dodatkowy kontakt z ludźmi, to surogat. Facebook i spotkania z fanami to są dwie różne rzeczy. Kontakt z ludźmi, prawdziwy koncert, rozmowa, jakieś wymiany opinii i tak dalej to są rzeczy naturalne, podstawowe i elementarne w ogóle w graniu muzyki i w sztuce, jako takiej. Nie można robić tego w oderwaniu od ludzi, bez kontaktu z ludźmi, bez tego takiego powrotu, bez feedbacku, czy bez sprzężenia zwrotnego. Facebook to jest po prostu tablica ogłoszeń – nic więcej. To nawet nie jest jakieś główne narzędzie promocyjne, ja w to niespecjalnie wierzę.

Aleksandra Żeleźnik: W 2014 roku brał Pan udział w koncertach z cyklu Męskie Granie, w tym roku zaś współpracował Pan również w tworzeniu oficjalnej piosenki promującej. Z perspektywy czasu, które doświadczenie zapadło Panu w pamięć bardziej?
Tomasz Organek: No tak. Dwa lata temu my po prostu właściwie wygraliśmy nowe Męskie Granie i weszliśmy do cyklu koncertów. W tym roku zaś, zostałem zaproszony do Orkiestry Męskiego Grania, więc byłem o wiele bliżej tego wszystkiego. Bardzo dobrze to wspominam, bo to były niesamowite spotkania z ludźmi, których znałem, z którymi pracowałem, ale też z ludźmi, których widziałem po raz pierwszy i z którymi po raz pierwszy miałem też możliwość współpracy. Orkiestra Męskiego Grania daje bardzo duże możliwości, jest można rzec wyjątkowa. Dzięki niej miałem okazję, żeby spotkać się na scenie z Kasią Nosowską czy z Tomkiem Lipińskim czy z Melą Koteluk i to bardzo cenne doświadczenia, takie, które pozostają na długo. Męskie Granie skupia wokół siebie wielu artystów, którzy co tydzień czy co dwa tygodnie zjawiają się w danym miejscu i to sprawia, że jest tam tak dużo osobowości. Dlatego to jest takie cenne. Bardzo dobrze to wspominam.
Aleksandra Żeleźnik: Czyli można powiedzieć, że taka współpraca z innymi artystami poszerza muzyczne horyzonty?
Tomasz Organek: Oczywiście.
Aleksandra Żeleźnik: Nawiązując do tego tematu. Jako solowy artysta angażuje się Pan w wiele pobocznych projektów w tym wyżej wspomniane Męskie Granie. Dosłownie kilka dni temu wyszedł teledysk do piosenki Feel Low autorstwa producenta Ojej z Pana gościnnym udziałem. Jak doszło do tej współpracy?
Tomasz Organek: Ojej to jest mój dobry kolega Łukasz Olejarczyk. Jest realizatorem w znanym studio RecPublica w Lubrzy. Poznaliśmy się przy realizacji zupełnie innego projektu i Łukasz zaprosił mnie do zaśpiewania tej piosenki. To było chyba z jakieś 3 lata temu, co najmniej. A Łukasz jest takim człowiekiem, że jest bardzo pieczołowity, ma mnóstwo pracy, ma rodzinę i tak dalej i ze względu na to, tą piosenkę aranżował i produkował przez długi czas. Później teledysk, który chyba zabrał mu z pół roku czasu. On się z tym nie śpieszył, ja o tym zapomniałem i teraz to się ukazało 16 listopada. Ku mojemu zdziwieniu albo nawet i nie wyszło bardzo fajnie. Szczególnie z perspektywy czasu, bo jak człowiek o tym w ogóle zapomni i nabierze dystansu to jest w stanie to jakoś ocenić. Jak robi coś na bieżąco to różnie z tym bywa. Kolaboracje są dobre, bo są jakimiś przygodami.
Aleksandra Żeleźnik: Każda piosenka, która znajduje się na płycie Głupi ma jakieś przesłanie…
Tomasz Organek: Musi mieć.
Aleksandra Żeleźnik: Zatem pisząc teksty na płytę inspiruje się Pan własnym doświadczeniem czy może teksty to odpowiedź na obserwację rzeczywistości?
Tomasz Organek: I to i to. Doświadczenie osobiste też zawiera różne elementy obserwacji – nie może być tego pozbawione. Człowiek ma oczy szerzej lub mniej otwarte i widzi, dostrzega różne rzeczy. To są, więc i obserwacje i jakieś własne przemyślenia. Ale także doświadczenia z własnego życia. Właściwie to, co człowieka uwiera, co go gdzieś tam w środku męczy, co nie daje spokoju to właśnie o tym się zazwyczaj pisze w piosenkach. Artysta poprzez teksty chce się z jakimiś rzeczami rozliczyć, więc inspiracje czerpie i z obserwacji i z własnych przeżyć.
Aleksandra Żeleźnik: A czy od wydania Głupiego zdarzyło się Panu przeczytać jego recenzję?
Tomasz Organek: Na początku czytałem parę, ale później mi się to właściwie znudziło. Nie szukam ich już teraz, przecież nie będę siedział codziennie i wertował stron.
Aleksandra Żeleźnik: Czyli nie demotywują ani nie mobilizują… Są Panu obojętne?
Tomasz Organek: Nie, zupełnie mnie to nie obchodzi tak naprawdę. Dobrze jest przeczytać, że płyta jest mądra. Najczęściej się pojawiają się takie sformułowania jak: „Głupi nie taki głupi” czy coś takiego. Zgadzam się, to wszystko jest ważne. Nie chodzi też o to, że ja jestem tak pewny siebie, że nie obchodzą mnie recenzje. To, co robię po prostu bardziej wynika z potrzeby nagrania albo powiedzenia czegoś. Człowiek, jeżeli podchodzi szczerze do swojej pracy i do tego, co ma do zaoferowania to nie jest w stanie zrobić czegoś na przekór sobie, po prostu robi to, co musi. To podlega oczywiście ocenie krytyków, a także słuchaczy. I to jest słuszne. Człowiek później zostaje z tym zupełnie sam, więc albo się to jakoś przyjmuje albo nie przyjmuje. Ale podkreślam: jeżeli robi się to szczerze… no to na dwoje babka wróżyła. Albo człowiek zostanie wygwizdany albo oklaskany. Tu trzeba się z tym liczyć. Trzeba wziąć to klatę. Więc w tym sensie te recenzje nie mają znaczenia. To są jakieś opinie ludzi, którzy znają się na muzyce i jej słuchają. Tak naprawdę one nie mają nic do rzeczy.
Aleksandra Żeleźnik: Skoro nie szuka Pan opinii innych w Internecie to skąd czerpie Pan informacje na temat tego czy to co Pan tworzy podoba się słuchaczom?
Tomasz Organek: Czasami ktoś mi przekazuje te recenzje, ale głównie opieram to na tym, co mi się wydaje najcenniejsze i najbardziej takie miarodajne, czyli na koncertach. Widzę, jaka jest reakcja ludzi i jak oni się dają prowadzić za rękę. Na ile my mamy taki wpływ realny na tą godzinę, czy półtorej godziny, którą oni poświęcają nam. Widzę jak blisko jesteśmy, dla mnie to jest chyba ważniejsze niż jakiekolwiek recenzje. Bo recenzja jest oceną arbitralną zawsze jednego człowieka. Ja nie wartościuję, czy ten człowiek się bardziej zna czy mniej, pewnie bardziej ode mnie nawet, bo ja też nie śledzę całego obszaru muzycznego i tak dalej. Ale dla mnie ważniejsze jest to, że publiczność dzisiejsza, jutrzejsza, wczorajsza czy ta… z przed miesiąca, a nawet roku śpiewała z nami piosenki. Właśnie to jest dla mnie ważniejsze.
Aleksandra Żeleźnik: Wracając do występów na żywo: Czad Festival, Przystanek Woodstock czy Orange Warsaw Festival w porównaniu z kameralnymi koncertami to pewnie duże wyzwanie. Odczuwa Pan większy stres przed dużą publicznością?
Tomasz Organek: W ogóle nie odczuwam stresu.
Aleksandra Żeleźnik: W ogóle?
Tomasz Organek: Zupełnie – jestem go pozbawiony. Znaczy takiej tremy, jeżeli mówimy o stresie przed występami. Nie miewam czegoś takiego. Nie wiem czy kiedykolwiek coś takiego miałem. To nie jest znowu jakaś buta, tylko to jest dla mnie taka prosta zasada. Powracam znowu do tego samego. Jeżeli człowiek robi coś szczerze to musi się liczyć z opinią i krytyką – zostaje wygwizdany albo oklaskany. Więc ja nie mam tremy, bo liczę się i z tym i z tym, zakładam obie rzeczy równorzędnie. Nie wychodzę z nadzieją, że ktoś mnie wygwiżdże albo nagrodzi oklaskami. Po prostu idę i robię to co mam do zrobienia, ponieważ czuję, że tak muszę zrobić. To myślenie roguje w ogóle jakąkolwiek tremę, bo, jeżeli już się zgodziłem ze sobą i wiem, że chcę to robić, to normalnym jest, że się nie boję tego robić. W momencie jak wyjdę na scenę, to zakładam oba scenariusze i dlatego nie denerwuję się na zapas. Nie ma czym.

Aleksandra Żeleźnik: Organek, jako zespół występuje już od dłuższego czasu na scenie muzycznej. Jak Pan widzi jego przyszłość?
Tomasz Organek: Oczywiście druga płyta. Niespecjalnie patrzę w jakąś taką odległą przyszłość, bo nie mam takiego zwyczaju, żeby jakoś planować na wyrost. Doświadczenie człowieka mówi mu, że to jest zbędne i niepotrzebne, że takie wielkie plany się rzadko kiedy sprawdzają. Niedawno pochowano Przemka Maciołka, naszego kolegę z zespołu Poluzjanci. Przemek pewnie też miał jakieś wielkie plany i co z tego? Nie ma już tych planów… Na razie chcemy nagrać drugą płytę, zrobiliśmy parę prób w tej sprawie i tyle.
Aleksandra Żeleźnik: Czy uważa Pan, że właśnie ten projekt Organek jest najlepszym z tych wszystkich, w których brał Pan udział do tej pory?
Tomasz Organek: Trudne pytanie… Każdy projekt jest najlepszy jak się w nim jest. Może jutro będę miał drugi, który będzie najlepszy – trudno to przewidzieć. Każdy jest najlepszy jak się w nim jest tak w pełni. Jeżeli jest szczery i człowiek się temu całkowicie poświęca to wtedy jest najlepszy. Co będzie jutro – nie wiem, zobaczymy.
Aleksandra Żeleźnik: Na koniec: Już za niedługo światło dzienne ujrzy klip do utworu Italiano. Czego możemy się spodziewać?
Tomasz Organek: Sam dokładnie tego nie wiem. Spędziliśmy na planie cały dzień, od rana do wieczora, byliśmy mocno zmęczeni. Działo się tam wiele. Drugi dzień zdjęciowy odbył się bez nas zupełnie. Sam jestem ciekawy. Na pewno mogę powiedzieć, że twórcy klipu to są ludzie, którym ufamy, bo znamy się od paru lat, spędziliśmy ze sobą fajne chwile i takie artystyczne i towarzyskie. To jest dwójka braci z Wrocławia, bracia Bartos, oni robią właściwie filmy dokumentalne. Ostatnio dostali parę nagród i na Era Nowe Horyzonty i na festiwalach za granicą, także w Stanach Zjednoczonych. Więc sam jestem ciekawy jak to wyjdzie. Założenie było takie, żeby nie robić teledysku tylko zrobić taką etiudę filmową. Coś takiego, co miało nie mieć charakteru teledysku. W tym temacie przede wszystkim im zaufaliśmy.
Aleksandra Żeleźnik: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Tomasz Organek: Ja również.

Zdjęcia: archiwum własne


