O pasji, o pandemii, o Emily w Paryżu. Wywiad z siostrami Berthollet

W obliczu obecnych wydarzeń w Polsce, festiwal French Touch zszedł trochę na dalszy plan. Chciałabym mimo to wrócić na chwilę do radosnych dni gali, ponieważ to właśnie wtedy miałam okazję poznać dwie cudowne młode dziewczyny, których uśmiech widać było nawet spod maseczki. Mimo że jestem od nich starsza, to rozmowa z Julie i Camille była dla mnie niezwykle inspirująca. Wciąż jestem pod wrażeniem ich siły, determinacji, kreatywności i pewności siebie. A przy okazji cudownego luzu, śmiechu i radości z tego co robią. Zapraszam wszystkie czytelniczki i czytelników na chwilę z siostrami Berthollet!

Camille and Julie Berthollet | Warner Classics

Marta Umiejewska: Cześć, dzień dobry! Dobrze Wam się spało tej pierwszej nocy w Polsce?

Julie Berthollet: Za krótko! (śmiech)

Camille Berthollet: Za krótko, ale to nic nowego.

MU: Przez stres?

Camille: Nie, trema jest, ale do niej już się zdążyłyśmy przyzwyczaić. Po prostu ciągle się przemieszczamy i gramy dużo koncertów we Francji i za granicą, więc nie ma czasu na długi sen.

MU: Ta trema jest silniejsza, kiedy gracie przed nową publicznością?

Julie: Publiczność tak czy siak zawsze jest nowa. Nawet jak gramy we Francji, to zauważamy duże różnice w reakcjach tłumu pomiędzy poszczególnymi regionami.

Camille: I to jest super! Inaczej byłoby nudno.

MU: A przygotowywałyście się jakoś szczególnie do dzisiejszego występu w Warszawie?

Julie: Nauczyłyśmy się dwóch słów po polsku: „dziękuję” i „na zdrowie”.

Camille: I obydwu już zapomniałyśmy! (śmiech) Ale poznałyśmy też najlepsze polskie dania.

MU: Będziecie miały chwilkę, żeby bardziej pozwiedzać Polskę przy okazji tego występu?

Camille: Bardzo byśmy chciały i w normalnej sytuacji na pewno zostałybyśmy tu dłużej, żeby się zintegrować z ludźmi i pochodzić po mieście, ale niestety musimy być bardzo ostrożne, bo od tego zależy zdrowie naszych rodzin, ekipy i całego naszego otoczenia. Więc jeśli nowe znajomości, to tylko na odległość!

MU: Wy chyba jesteście do tego przyzwyczajone, prawda? Już kilka lat temu korzystałyście z edukacji zdalnej.

Julie: Faktycznie, ze względu na wiele zajęć dodatkowych – taniec, judo, szachy, śpiew – zdecydowałyśmy się na edukację zdalną, bo i tak non stop trzeba było gdzieś dojeżdżać. Ale wtedy było zupełnie inaczej: to był nasz wybór i nie byłyśmy zmuszone zostawać w domu, a w dodatku wszystko wokół funkcjonowało normalnie.

MU: Te wszystkie zajęcia to był naprawdę wasz wybór? Nie rodziców?

Camille: Nie nie skąd! Rodzice zawsze pozwalali nam robić to, co chcemy. Nie czułyśmy żadnej presji. Zaczęłyśmy grę na instrumentach w wieku 4 lat. Uwielbiałyśmy to! Nigdy nie miałyśmy co do tego wątpliwości. Poświęcałyśmy mnóstwo czasu na ćwiczenia, ale nigdy nas to nie nudziło. Najfajniejsze jest to, że od początku byłyśmy w tym obydwie, więc nie czułyśmy się osamotnione czy wykluczone. Miałyśmy też wsparcie innych muzyków, ale jednocześnie utrzymywałyśmy kontakt z ludźmi spoza tego świata, więc udało nam się zachować równowagę.

MU: Gratulacje dla rodziców! W czasie lockdownu też nie próżnowałyście, bo założyłyście swój kanał na YouTubie. Zaskoczył was odbiór tego pomysłu?

Julie: Dostałyśmy o wiele więcej filmików, niż się spodziewałyśmy. Poprosiłyśmy internautów o przesłanie nam nagrań do danego utworu i potem składałyśmy to w występ na wiele instrumentów. Zaangażowali się w to ludzie z całego świata i w każdym wieku. Początkowo rozpisałyśmy utwory na skrzypce i wiolonczelę, ale dostałyśmy masę próśb o włączenie innych instrumentów. Starałyśmy się połączyć wszystkie filmiki, ale przyznaję, że montaż był trudny i bardzo czasochłonny. Jednak najważniejsze, że pomysł się spodobał i teraz pracujemy nad nowymi utworami, zarówno klasycznymi, jak i z innych gatunków.

MU: To niesamowite, że jesteście takie młode, a już tyle przeżyłyście. Macie jeszcze jakieś marzenia?

Camille: Pewnie! Mnóstwo! Oprócz muzyki interesuje nas kino – chciałybyśmy w czymś zagrać albo napisać muzykę do filmu. Teraz to musi zaczekać, ale może w przyszłym roku… W każdym razie staramy się nie stawiać sobie żadnych ograniczeń. Jak coś nas interesuje, to tego próbujemy.

MU: Poza waszym projektem na YouTubie dostrzegacie inne dobre rzeczy, które się wydarzyły dzięki pandemii koronawirusa?

Camille: Raczej nie… To prawda, że niektórzy mają teraz więcej czasu dla siebie i dla rodziny, ale z kolei inni stracili bliskich. Ciężko się mówi o zaletach pandemii w sytuacji, w której nawet ludzie z naszego otoczenia chorują i umierają. Nie ma w tym nic pozytywnego. Musimy być ostrożni, aby było jak najmniej ofiar i aby nie przeciążyć służby zdrowia. To jest teraz najważniejsze.

MU: Wasza rodzina mieszka w dwóch krajach: we Francji i w Szwajcarii. Które z tych miejsc wolicie?

Julie: Uwielbiamy oba te kraje i w obydwu jest nasze serce. Szwajcaria ma tę zaletę, że jest bardzo dobrze zorganizowana, zawsze jest ład i porządek. Ale podczas meczu kibicujemy Francji!

Camille: Za to nasz ulubiony region to Vallée de Joux czyli dolina Jury w Szwajcarii. Jest tam pięknie o każdej porze roku! W lato codziennie świeci słońce, a w zimę zbocza gór pokrywa śnieg.

MU: Francja została ostatnio pokazana na małym ekranie w serialu „Emily in Paris”. Czy…

Julie i Camille: Taaaak! Uwielbiamy! Bardzo stereotypowe, ale ekstra! Z góry uprzedzamy przyszłych turystów, że Paryż tak nie wygląda i prawie nikogo nie stać na to, żeby żyć jak główna bohaterka. Mało kto codziennie chodzi do restauracji, a przemieszczamy się zazwyczaj metrem, a nie pieszo czy taksówką. Być może najbogatsi ludzie tak żyją, ale jak ktoś przyjeżdża do Francji, to nie powinien mieć złudzeń. Francuzi też są przedstawieni bardzo stereotypowo – w rzeczywistość nie jesteśmy tak zarozumiali i złośliwi, a przynajmniej nie wszyscy (śmiech) Tak czy siak serial nam się bardzo podobał, choć to prawda, że pokazuje tylko najpiękniejsze zakątki Paryża. Nie możemy się doczekać drugiego sezonu!

MU: Za to ja nie mogę się doczekać waszego występu dziś wieczorem! Dziękuję za rozmowę i powodzenia!

Ostatnio opublikowane

Popularne