„Patrzę na [gatunki muzyczne] jak na kolory, nie postrzegam ich jako cel sam w sobie” Wywiad z Reni Jusis

Reni Jusis wydała ostatnio swój najnowszy album, będący uhonorowaniem jej długoletniej miłości do muzyki i kultury francuskiej. Je Suis Reni przepełnione jest pasją.
Niedawno miałyśmy okazję porozmawiać zarówno o źródłach tej właśnie pasji jak i o podejściu Reni do gatunków muzycznych, szczegółach powstawania albumu, jej ulubionych płytach i najbliższych planach.
Przeczytajcie zapis Naszego wywiadu!

Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję. Jest już nowy album. Powiedz mi, skąd pomysł na płytę z francuskimi utworami?

Miłość do muzyki i kultury francuskiej jest obecna w moim domu od zawsze dzięki mojej Mamie. Pamiętam też, że w czasach studenckich na kółku teatralnym śpiewałam sporo utworów Edith Piaf. Je suis Reni to takie moje pandemiczne dziecko. Dzięki pandemii miałam czas żeby wrócić do lekcji języka francuskiego i zagłębić się w tej muzyce i dużo jej słuchać.

Adrianna Małolepszy: Ale jednak płyta nie jest cała po francusku. Skąd idea by połączyć te dwa światy?

To polsko-francuski projekt. Zdaję sobie sprawę, że niewiele osób w polsce mówi po francusku. Chciałam przybliżyć wszystkim tematykę tych utworów, znalazłam piękne, dość stare przekłady kilku z nich i dołączyłam je do płyty.

AM: A jak dobierałaś te utwory?

Kierowałam się emocjami jakie we mnie wzbudzają. Bardzo cenię sobie też francuską scenę elektroniczną. Natomiast wybrałam około 50 kawałków, z którymi weszłam do studia. Nagraliśmy sporo demówek, ale wiele z nich trafiło do kosza, bo stwierdziłam, że w wielu z tych piosenek nie mogę wnieść nic nowego od siebie, tę selekcję przeszło w końcu  20 kompozycji, a na płycie znalazło się 14.

AM: Jak wybierałaś partnerów do duetów? To też wcale nie są oczywiste propozycje.

Rzeczywiście wszyscy mnie pytają dlaczego na płycie śpiewają sami aktorzy, a nie moi koledzy wokaliści. Sprawa jest bardzo prosta. Nie znam wokalistów w polsce, którzy mówią po francusku (śmiech).
Łukasz Galicki jest związany poniekad z Francją, jego mama tam się urodziła, dlatego ma świetny akcent i pięknie mówi po francusku, natomiast  Piotr witkowski ma wielki sentyment do kultury francuskiej i dał się namówić na big beatowy numer. To są bardzo odważne osobowości, chętne do podejmowania wyzwań.

AM: Opowiedz mi troszeczkę o jednym z singli i chyba jedynym utworze na płycie gdzie miałaś wkład w pisanie czyli o Lawendzie.

To jest moja spontaniczna współpraca z Barbarą Wrońską, którą poznałam w związku z moją nową współpracą z Kayaxem. Najpierw chciałyśmy opisać nasze wspólne wrażenia z podróży do Francji. Ona bardzo lubi jeździć na południe Francji, ja kocham Paryż.
A wyszła nam z tego takie podsumowanie naszego czasu pandemii, gdzie nauczyłyśmy się żyć i cieszyć tu i teraz, nie goniąc już tak za podróżami.  Śpiewamy tam, że Paryż może zaczekać. I rzeczywiście –  mam od półtora roku niewykorzystany przez pandemię bilet lotniczy  do Paryża i mogłabym go już właściwie wykorzystać, ale nie mam takiego pośpiechu. Mogę równie dobrze zostać na wsi, w Polsce i nie czuję już z tego powodu frustracji.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i stoi

AM: A Sympatique, które jest moim ukochanym utworem z tej płyty?

To jest ciekawe, bo ten utwór jest dość nowy, ma około 20 lat, a brzmi jak taka klasyczna francuska chanson. Ma tę niepowtarzalną melodykę i harmonię. Jest to utwór napisany przez amerykańską grupę Pink Martini, ale masz wrażenie, że ma kilkadziesiąt lat i mogłaby go równie dobrze zaśpiewać Edith Piaf.

AM: Miałaś okazję zagrać już z tym materiałem live. Jest zapis koncertu na youtubie z serii “Kultura w sieci”. Czy to co tam jest to są już takie aranżacje jakie widzisz finalnie dla tych utworów?

Nie. To wszystko podczas nagrywania albumu się  rozszerzyło. Co prawda nadal gramy w kwartecie, ale kiedy nagrywaliśmy ten koncert te aranżacje były bardzo wstępne. Z czasem się to bardziej rozwinęło. Mamy więcej instrumentów i solówek. Teraz na koncertach będą bogatsze aranżacje. Gramy też inne piosenki. Ale myślę, że ten koncert bardzo dobrze oddaje emocje i charakter całego projektu.

AM: To co ja bardzo lubię w tym albumie to jego klimat. To się wszystko pięknie ze sobą łączy, ale czy jest jakiś jeden utwór wyjątkowo bliski Twojemu sercu, który byś wyróżniła?

To mój najnowszy singiel , duet z Łukaszem Garlickim, czyli “La Rua Madureira” dlatego, że bardzo wzrusza mnie historia życia autora tej piosenki, Nino Ferrer, bardzo porusza mnie też tekst mówiący o tragicznym romansie pary. Mężczyzna odwozi dziewczynę na lotnisko, żegna się z nią, a ona nigdy nie dolatuje do Rio. On śpiewa o tym, że nigdy nie zapomni koloru nieba w Rio i ulicy, na której ona mieszkała,  choć nigdy tam nie był. Wielkie emocje towarzyszyły nam podczas nagrywania tego utworu, dlatego mam ogromny sentyment do tej piosenki.

AM: Nagrałaś 9 różnorodnych albumów. Czy jest jakiś dla Ciebie szczególnie wyjątkowy?

Myślę, że Trans Misja. Nie tylko była to dla mnie artystycznie ambitna płyta, przy której się spełniłam, ale zdobyła też sukces komercyjny co nie zawsze idzie w parze. Pojechaliśmy z nią w ogromną trasę, graliśmy ze 3 lata ogrom koncertów.

Natomiast tę płytę poprzedziła Elektrenika, której nie chciało grać żadne radio, żadna telewizja muzyczna. Wtedy jeszcze internet nie był aż tak popularny.
Pojechaliśmy wtedy w trasę po klubach i ludzie zupełnie nie wiedzieli jak tańczyć do tych house’owych rytmów…

AM: Jak się wtedy ratuje sytuację?

To nie było łatwe, gdyż ekonimicznie ledwo dawaliśmy radę.. Za ostatnie oszczędności postanowiłam jeszcze wydać vinyla i rozdać wszystkim DJ’om których znałam, grających w klubach.

AM: Genialnie!

Rozesłałam go po prostu i chwyciło. Bardzo wielu z tych DJ’ów grało w klubach gejowskich i naprawdę mam wrażenie, że społeczność LGBT bardzo mi pomogła rozpropagować wtedy moją muzykę. Zaczęliśmy częściej jeździć na koncerty do klubów gejowskich, gdzie publiczność jest niezykle świadoma i otwarta na nowości. Wtedy wreszcie poczułam, że mam jakiś odbiorców tej muzyki, bo ta trasa była bardzo trudna. Graliśmy, a ludzie stali, nie potrafili do niej tańczyć, nie wiedzieli gdzie jest raz. Wtedy zrozumiałam, że my tą płytą tak naprawdę edukujemy naszą publiczność.
Natomiast w klubach gejowskich było spijanie śmietanki. Wszyscy umieli się do tego ruszać i było świetnie.
To wszystko zaowocowało tym, że kiedy dwa lata później wyszła Trans Misja to wszyscy byli już na nią gotowi.

AM: Lubisz skakać po gatunkach, prawda?

Tak, bo nie postrzegam ich jako cel sam w sobie, a jako narzędzie. Do wyrażania emocji i przesłania. Czasami tekst dyktuje mi jakich narzędzi użyjemy.
Nigdy nie wychodzę z założenia “nagram sobie płytę w tym i w tym stylu.” To nigdy nie jest moja pierwsza myśl. Patrzę na to trochę jak na kolory.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

AM: To fajnie, bo masz bardzo otwarte podejście, ale czy nie jest Ci przez to też trochę trudniej? Czasem jak nie włoży się tego w jakąś ramę to trudniej dotrzeć do odbiorcy.

Tak, ale ja chyba znalazłam to swoje “słowo wytrych”. Gram muzykę taneczną. Na moim koncercie francuskim też wszyscy tańczyli i skomentowałam to, że chyba jednak nic się nie zmieniło i nadal gram muzykę taneczną ( śmiech).  To jest na tyle szerokie pojęcie, że mogę tam wsadzić chyba wszystko i dobrze mi z tym!

AM: Super!
Muszę Cię jeszcze zapytać o Pole Widzenia, czyli świetny numer który zrobiłaś ostatni z The Kayetan. Bardzo mi on siadł!

Dziękuję,  mi też, dlatego zdecydowałam się na współpracę. Wyglądało to tak, że byłam w czasie miksów i masteringu Je Suis Reni, więc nie miałam w ogóle czasu i miejsca w głowie na nic innego, ale Kayax mi wysłał utwór Kajetana, bardzo mi się spodobał, zaczęłam się dowiadywać kto to jest, bardzo mi zaimponował jako młody producent i natychmiast się zgodziłam. Poprosiliśmy o tekst Arka Kłusowskiego. Intencja powstania tego utworu, żeby wesprzeć Pride Month i Paradę Równości wydała mi się bardzo słuszna i potrzebna.
W zeszłym roku też wydaliśmy utwór dedykowany społeczności LGBT – Aureola z tekstem Gaby Kulki i pomyślałam sobie, że właściwie fajnie byłoby oddać taki ukłon co roku, bo jest to właściwie jedyna rzecz, która ja mogę zrobić jako artysta, żeby wesprzeć tę społeczność.

AM: Jest to Nam wszystkim myślę bardzo potrzebne.

Tak. Cieszę się z tego. Zrobiliśmy to bardzo szybko i sprawnie. Czułam świetną energię i fajny kontekst tej współpracy i mam nadzieję, że za rok też wymyślimy coś fajnego.

AM: Chciałabym zapytać o jedną dziwną rzecz, na którą się gdzieś natknęłam. Jest gdzieś informacja, że w przyszłym roku będzie druga część Twojego albumu Iluzjon. Czy to prawda? Sprostujmy to może.

No ja bardzo bym chciała wiedzieć kto to napisał na Wikipedii. To niestety nie jest prawda. Mogłam gdzieś, kiedyś, w jakimś wywiadzie może porównać Je Suis Reni do Iluzjonu pod tym względem, że też ma taką akustyczną aranżacje. Mam wrażenie, że on mi gdzieś zapełnił to miejsce dla tej płyty, natomiast obawiam się, że za rok, dwa,  już zatęsknię za elektroniką i będę działała w tym kierunku.
Nigdy nie powiedziałam, kiedy zrobię i czy zrobię drugą część Iluzjonu.
To była dość dramatyczna płyta o moich smutnych przeżyciach i wciąż mam w sobie ogromny strach przed kontynuowaniem tego. Bardzo dużo mnie to kosztowało i nie wiem, czy jestem na to gotowa emocjonalnie.

AM: Rozumiem. Wróciłam sobie do niej przed naszą rozmową i wcale Ci się nie dziwię. Tam bardzo dużo się dzieje.

Trochę mnie przerósł ten ładunek emocjonalny i moje życie też zweryfikowało to, czy chcę tak o wszystkim śpiewać. Teraz znalazłam sobie świetny patent, żeby się schować za cudzymi tekstami. Może jeszcze chwilkę odczekam, wezmę oddech i może podejdę do tego kiedyś jeszcze, ale nie jest dla mnie teraz łatwe śpiewać o sobie.

AM: Płyta już wyszła, na czym teraz się skupiasz?

Teraz głównie skupiam się na próbach przed koncertami. To jest bardzo dużo pracy, żeby cały ten materiał opanować i przełożyć na nasz kwartet. Muszę bardzo dużo ćwiczyć na wibrafonie i dużo śpiewać, żeby opanować te 20 zupełnie nowych utworów.
Natomiast mam też już pomysł na moja następną płytę, mam też już na nią producenta i przyjaciela, który podejdzie ze mną do tekstów…

AM: Wow!

Jest coś takiego, że jak kończysz jeden projekt to już myślisz o następnym. Oczywiście nie zobowiązuję się do żadnych dat i żadnej presji, ale kiedy spotykam ludzi na mojej drodzę to już zapala mi się lampka, że fajnie byłoby coś razem zrobić.
Widzę już powoli tę swoją gotowość. Doszłam też do wniosku, że nie będzie to stricte elektroniczna płyta, a bardziej eklektyczna.

AM: Serdecznie Ci dziękuję za rozmowę!

Ja Tobie też!

Ostatnio opublikowane

Popularne