„Największą nagrodą jest, gdy wiem, że ludzie siedzą i grają przy ognisku moją piosenkę” Wywiad z Natalią Przybysz

W październiku Natalia Przybysz wydała swój nowy album TAM. Jest to pierwszy w pełni autorski album artystki od czasu wydanej w 2019 roku płyty Jak malować ogień. Warstwa muzyczna utworów zagrana została w pełni lokalnymi instrumentami z wyspy. W wywiadzie porozmawiałyśmy o procesie powstawania piosenek Natalii, jej inspiracjach muzycznych i pierwszych koncertach.

Aniela Bocheńska: Teraz jest Pani w środku trasy? Jak się gra tę płytę na świeżo?

Natalia Przybysz: Ja już znam te uczucia, to już któraś płyta w moim życiu. Ten cykl jak gdyby się powtarza, że wydaję płytę, potem gram koncerty, i tak dalej i tak dalej, więc znam to, aczkolwiek przy tej płycie to jest dużo bardziej specyficzne, bo dzieje się nieco inaczej. Mam wrażenie, że przy tej płycie dużo intensywniej odczuwam te wszystkie emocje związane z premierą i bardzo się cieszę, że udało nam się nagrać wreszcie tzw. koncept album. Powstało 11 piosenek, które są mocno ze sobą połączone. Dzięki temu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, każdy koncert też jest spójną opowieścią. 

A: On idzie po całym albumie? Jeszcze nie byłam na koncercie z tej trasy. 

N: Tak. Gram po prostu całość, w kolejności, w której jest płyta, więc po prostu jesteśmy opowieścią, jak gdyby to był spektakl. 

A: A wszystkie piosenki powstały na Hydrze?

N: Tak, tzn warstwa muzyczna została nagrana na Hydrze i moje wokale do trzech piosenek: Mam potrzebę, Za zimną wodę i Japonii, a potem w domu nagrywałam jeszcze do pozostałych. Ale jedenaście utworów instrumentalnie nagraliśmy tam, na Hydrze. 

A: A teksty też są hydrzańskie?

N: Teksty są trochę atlantyckie, trochę domowe, trochę z różnych innych podróży i były rewidowane, i dokańczane jeszcze później. Do tych trzech co śpiewałam na Hydrze, to powstawały też na Hydrze, a potem w domu jeszcze… ale też największy core tekstowy miałam sprzed wyjazdu.

A: A też Indie pandemiczne?

N: Indie chyba nie, bo w Indiach byliśmy na samym początku pandemii, to już było… jeszcze kawał czasu przed płytą Kory…

A: Kora wychodziła na początku pandemii.

N: Kiedy się zaczęła pandemia, wróciliśmy z Indii, a później kiedy ja wróciłam z rejsu przez Atlantyk, miałam już gotową płytę z tekstami Kory. Mam wrażenie, że żyjemy w tak intensywnych czasach, one tak pochłaniają, że ja naprawdę mam jakiś taki chronologiczny bałagan w sobie. Czas zakręca. 

A: A jak to się w ogóle zmieniało?  Kiedyś Pani grała małe koncerty.

N: Ja już miałam dwa razy w życiu tak, że grałam bardzo małe koncerty i z czasem urosły do dużych. W Sistars mieliśmy małe koncerty i potem się to rozkręciło – wiadomo jak. Później kiedy zaczęłam działać solowo, to znowu, grałam mikrokoncerty z Jurkiem Zagórskim, po różnych miastach, on mnie woził, ja zasypiałam w drodze. Było śmiesznie. Były tez czasy, że jeździłam w duecie z pianistą Mariuszem Obijalskim,  grałam bardzo dużo mikrokoncertów. Jurek opowiadał żarty, które zawsze spalał i było następne miasto i mówiłam mu: hej, Jurek, to może opowiesz ten dowcip, który wczoraj spaliłeś? I nadal go palił w następnym mieście. Było bardzo bardzo śmiesznie. Grałam też w takim mikrozespole, że był Kuba Staruszkiewicz, Jurek i ja, graliśmy dla ludzi z Pomorza, ale off season, tak myślę czterdzieści, pięćdziesiąt osób max… to były czasy. Szalone.

A: Ale to jest pierwsza autorska płyta od dawna.

N: Tak, od czterech lat.  Jest też najdłuższa od paru lat. Nie ma na niej też żadnego coveru – żadnej kosmicznej patronki.

A: A no właśnie, ja chciałam zapytać jakie są muzyczne kobiety Pani życia?

N: Moje patronki – matronki … no to na pewno silny wpływ na mnie miały – od dziecka – Mahalia Jackson, Aretha Franklin, Billie Holliday, Ella Fitzgerald, no i później Meshell Ndegeocello. Razem z siostrą (Pauliną Przybysz) byłyśmy w Berlinie na jej koncercie świętować nasze wrześniowe urodziny, i to było ekstatyczne przeżycie…  Jej ostatnia płyta The Omnichord Real Book  jest dla mnie jakoś w magiczny sposób połączona z płytą Bitter, która w liceum dla mnie wiele znaczyła i łączy się z odkryciem przez mnie jogi. Miałam też bardzo poważny crush na Lauryn Hill i Erykah Badu. To były moje dwie królowe, współczesne mi, a ich koncerty były dla mnie mszami. Dzięki mamie kochałam i kocham do teraz Sade. Teraz na koncertach śpiewam jej piosenkę i to jest dla mnie takie odkrywcze i przyjemne nowe uczucie.

A: To jednak jest cover – na żywo…

N: Na żywo, tak. A na tym teledysku ona jest syreną. Jako ciekawostka dodam, że dotarły do mnie pogłoski, że w tym studiu, gdzie nagrywaliśmy Tam – lubi pracować ona sama. I to był jeden z kosmicznych drogowskazów przy tym projekcie. Przed pojechaniem na Hydrę przygotowywaliśmy z gitarzystą Raphaelem Rogińskim kilka utworów Leonarda Cohena 

A: O, tak?

N:  W ramach festiwalu Warszawa Singera.  Godziny spędzone z tymi utworami  – to była piękna przygoda, to było bardzo przyjemne. I później się okazało, że byliśmy na Hydrze, gdzie jest jego dom…

A: Cohen’a?

N: Tak. 

A: Ojej. 

N: Nawet przez chwilę myślałam, żeby zrobić jakiś utwór Cohena na tą płytę.

A: Którego utworu?

N: Strangers song, albo Who by fire.

A: A to by cudownie grało z albumem – Who By Fire, Who By Water.

N: Tak, to jest piękne. Ale nie zrobiliśmy tego, bo okazało się, że tak efektywnie mój zespół pracował i stworzyliśmy tyle muzyki, że kompletnie nie było to potrzebne. Może kiedyś w przyszłości z Raphaelem…

A: A jak siedzimy na Saskiej, to z polskich? Bo szłam do Pani i mijałam Osiecką i pomyślałam, że jestem w dobrym miejscu. 

N: Uwielbiam Osiecką i mam bardzo duży sentyment do niej, ale dużo bardziej lubię Jeremiego Przyborę, dlatego, że jego zwrotki i refreny są dużo bardziej onomatopeiczne, utkane jakby z dużo mniejszych oczek i wydają mi się bardziej muzyczne . Myślę że przez to, że miał tę synergię z Wasowskim, więc wydaje mi się, że wybitniej pisał… W ogóle wydaje mi się, że S.O.S. to jest najpiękniejsza piosenka o miłości. Starsi Panowie to byli czarodzieje – alchemicy piosenki. Patrzę na ciebie to jest piosenka, którą śpiewała Kalina Jędrusik, której jeszcze nigdy nie śpiewałam, ale myślę, że to jest taka następna, po S. O. S.

A: Któraś piosenka Niemena, którą Pani śpiewała mi się bardzo łączy z Patrzę na ciebie

N: Mów do mnie jeszcze

A: Tak. Jest też taka…

N: Magnetyczna. 

A: Słyszałam, że robi Pani muzykę cichej burzy?

N: Tak, właśnie znalazłam dla siebie ostatnio przytulną szufladkę. To taki gatunek muzyki który pasuje do tego co współtworzę z moim zespołem.

A: Pięknie to brzmi po polsku

N: No właśnie. Quiet storm music. Czytałam o radiowcu Melvinie Lindseyu, który w 1976 roku zapoczątkował to określenie podgatunku R&B. 

A: No właśnie, bo ja chciałam też zapytać, czy ma Pani połączenie z tym bardziej popularnym wymiarem muzyki? Bo teoretycznie Pani muzyka jest popem, to znaczy była nominowana w tej kategorii…

N: Miałam zaszczyt dwukrotnie otrzymać Fryderyka za płyty w kategorii album roku Pop. Jak malować ogień oraz Światło nocne miały to szczęście. Dla mnie po prostu bycie popularnym, w takim znaczeniu dostępnym, utylitarnym, obecnym w życiu ludzi to jest przywilej. Takie znaczenie popu jest dla mnie interesujące . Największą nagrodą jest dla mnie, gdy wiem, że ludzie siedzą i grają przy ognisku moją piosenkę. To jest taki rodzaj upopowienia który kocham. 

A: To się dzieje. 

N: Tak? To jest właśnie ten pop, którym lubię być. 

A: A chciałam zapytać o pisanie – czy Pani się te piosenki przytrafiają, czy to jest warsztatowe pisanie? I czy na nowej płycie jest piosenka, która się zaczyna od czegoś, co powiedziało Pani dziecko?

N: Właśnie myślę… Chyba nic nie ma w ogóle. 

A: To są zawsze moje ulubione piosenki. 

N: Ale jedno zdanie powiedział mój ojciec – nie powiem które. A piosenki czasami na mnie spadają, a czasem je wysiaduję. Dzięki doświadczeniu pracy z tekstami Kory, które były wydrukowane na kartce w książce, mój proces mi się trochę zmienił, bo też chciałam mieć swoje teksty, zobaczyć jak one by wyglądały wydrukowane. Więc zanim pojechałam na Hydrę to zebrałam wszystkie zeszyty i spisywałam wszystko nad czym pracowałam przez te dwa lata. Na Hydrze już nie miałam zeszytów, tylko na Hydrze miałam teczkę z tekstami swoimi – i to było bardzo inne. Pierwszy raz oglądałam moje zwrotki i refreny – widziałam jak wyglądają zanim je wydrukowałam. Czułam się jakbym je ubrała w nowe ubrania.

Klikając drukuj nie sprawdziłam wielkości czcionki i okazało się, że tych kartek jest bardzo dużo. Jednak dzięki temu miałam dużo miejsca na tych kartkach, żeby jeszcze dalej kreślić i po drugiej stronie pisać nowe rzeczy. W przypadku na przykład Za zimną wodę – to był tylko kawałek tekstu, który wzięłam – a wszystkie krainy zaczęły się wyświetlać na wyspie. 

A: Ale napisała to Pani tutaj? Bo czy to jest o Warmii?

N: To jest o różnych krainach, które odwiedzamy i to są etapy życia i to są poziomy naszego wnętrza i o potrzebie, takiej dziecięcej potrzebie towarzystwa dorosłej osoby w takim procesie uczenia się i radzenia sobie z emocjami, z przeciwnościami losu i z bólem… Ale też było to zainspirowane moją rozmową z pewną cudowną kobietą, która z kolei właśnie pochodziła z Olsztyna. To się zaczęło w Olsztynie, a skończyło się na Hydrze. 

A: A wiedziała Pani w Zenicie, że wróci Pani do Sistars, do Sutry?

N: Nie, w ogóle tego nie wiedziałam. 

A: Tak to wypłynęło, jak z krainami?

N: Tak. 

A: Niesamowicie magiczna sytuacja. A mówi Pani na koncertach, że Niebo przetańcza, ludzie je śpiewają sami – wyobrażała sobie Pani kiedyś, że ludzie będą znali Pani piosenki w takim stopniu? Że będzie Pani taką pieśniarką tak głęboko, społecznie znaną?

N: Nie sądziłam, ale lubię to bardzo. To jest coś takiego, co nie budzi w ogóle moich wątpliwości. Na przykład jak idę na jakąś galę, albo idę na jakąś imprezę i ścianki są… to wszystko jest takie wątpliwe – to jest wątpliwe. To jest chyba najbardziej abstrakcyjny aspekt, albo rozdawanie autografów… jest też takie trochę abstrakcyjne.

A: Ja poprosiłam kiedyś o autograf w zeszycie od polskiego.

N: Tak? Bo na przykład to, że ludzie znają moje piosenki i sobie je śpiewają to ma sens. Jak robienie chleba. To jest sens życia. 

A: Piecze Pani chleb?

N: Tak. 

A: Zaczęła Pani w pandemii?

N: Nie. Teraz zaczęłam, dziś zrobiłam piętnasty. 

A: I ma Pani zakwas w słoiku, który jest żywy?

N: Tak. Żytni. 

A: I są Państwo w przyjaźni?

N: Tak. Budzi mnie czasem rano. 

A: Jak to budzi?

N: Budzi mnie czasami między piątą, a szóstą słyszę takie poof – i wydaje mi się, że on mnie wzywa. To znaczy bo wieczorem nastawiam pierwszą część chleba i ona przez noc mnie budzi, żebym dołożyła mąki do formy. I wtedy ja muszę wstać…

A: Ale pieski są też – zakwas budzi przed pieskami?

N: Tak, chleb wstaje wcześniej, przed pieskami. 

A: Patologia. A jakie pieski lubi Pani najbardziej?

N: Moje. Ale wszystkie w ogóle… głównie kundelki – te, które do mnie przychodzą i chcą zamieszkać.

A: To jak Pani z Polską?

N: Ja lubię naturę najbardziej w Polsce… i ludzi… i rodzinę, i jedzenie, i warzywa, i owoce – czyli przyrodę wciąż. 

A: Te wszystkie krainy z Zimnej Wody?

N: Tak. I różne warstwy gleby i drzewa i ile tu rośnie drzew i jak one same się rozsiewają, to jest jakieś niesamowite. 

A: Napisała Pani najładniejszą patriotyczną rzecz, jaką znam.

N: To znaczy co?

A: Wiem, że jest ci trudno, jeśli musisz odejdź, ja tym bardziej zostaję, między prawdą, a Bogiem

N: O dziękuję. 

A: Ja tym bardziej zostaję między prawdą a Bogiem – to jest wielka rzecz do napisania. Myśli Pani, że Pani śpiewanie jest aktywizmem? Czy maluje tym Pani ogień?

N: Ostatnio mam wrażenie, że moim aktywizmem jest pobudzanie odczuwania, takie na poziomie emocji. Wcale nie muszę konkretyzować tego w jaskrawe poglądy, tylko bardziej po prostu uwalniać emocje ludzi. Myślę, że to jest coś, co mi wystarcza do poczucia sensu. Coraz bardziej umiem wybrać swoją bitwę – może nie bitwę, tylko funkcję. Nie mam ambicji trafiania na transparenty, tylko chcę być jak ptak, który sobie śpiewa. Odkryłam, że zwyczajność jest też fajna i nie muszę robić wielkich ruchów.

A: Ale już Pani zrobiła wielki ruch. 

N: Bo właśnie, już zrobiłam jeden wielki ruch, który na zawsze ze mną zostanie i momentami ciężko jest, a momentami super. W sensie, że mój wielki ruch mnie ukorzenił i jednocześnie niesamowicie urealnił. Momentami bardzo mnie zbliża do ludzi, do kobiet. Mam zabraną maskę, którą większość ludzi może sobie nosić. To jest ciężkawe momentami, a momentami upraszcza relacje i zbliża. 

A: A spotyka się Pani czasami ciągle z nienawiścią przez to, co zrobiła Pani dla polskiej debaty publicznej?

N: Czasem w Internecie, ale myślę, że lubię patrzeć jak siostry mnie bronią. To jest najlepsze.

A: A czy zawsze miała Pani w sobie ten spokój czy go Pani wypracowywała poprzez muzykę?

N: Ja nie wiem, czy ja mam w sobie spokój tak naprawdę. Z chwili na chwile płynie we mnie dużo chmur i codziennie grabić muszę liście w tym ogrodzie. Ludzie mi mówią, że mam w sobie spokój – nigdy tego nie rozumiem. Muzyka na pewno mnie okiełznała i skoncentrowała, bo ja byłam bardzo nieskoncentrowanym dzieckiem i bardzo rozrabiałam też, i bardzo takim rozedrganym. 

A: A co by Pani robiła, gdyby Pani nie śpiewała? 

N: Ostatnio do mnie to dotarło, że gdybym nie śpiewała to bym prowadziła taki sklep papierniczy o nazwie Ekstaza i bym tam miała niesamowity papier i niesamowite zeszyty i niesamowite przyrządy do pisania i niesamowite pachnące kredki… Totalnie.

Ostatnio opublikowane

Popularne