„Zaczynamy się od miłości, to jest pierwszy odruch, coś, co wynieśliśmy ze sobą z kosmosu, czy też z łona matki” Wywiad z Natalią Przybysz

Natalia Przybysz to wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka, jeden z ciekawszych i ważniejszych kobiecych głosów na polskiej scenie muzycznej. 11 marca 2022 roku ukazało się najnowsze wydawnictwo artystki, album „Zaczynam się od Miłości” zawierający nieśpiewane dotąd tekst Kory ubrane w muzykę i melodię skomponowaną przez artystkę i jej zespół, czyli Jurka Zagórskiego, Mateusza Waśkiewicza, Pata Stawińskiego oraz Kubę Staruszkiewicza. Na płycie znalazły się również dwa autorskie teksty Natalii Przybysz

Z tej okazji spotkaliśmy się z artystką, aby opowiedziała nam m.in. o procesie powstawania płyty, stronie wizualnej albumu czy też zbliżających się koncertach. Wywiad został zrealizowany w siedzibie Kayaxu, zapraszamy do przeczytania!


Karolina Posytek: Zacznijmy od początku. Jak to się właściwie stało, że dostałaś propozycję nagrania albumu z niezaśpiewanymi wcześniej tekstami Kory? Czy Kamil Sipowicz szukał artysty, artystki, która nada nowe życie, melodię i muzykę tekstom Kory i po prostu byłaś jedną z artystek, którą Kamil brał pod uwagę? Czy ta propozycja miała inne podłoże?

Natalia Przybysz: Zaczęło się od tego, że poszłam do Kamila Sipowicza, aby zapytać się czy akceptuje fakt, że nagrałam „Krakowski Spleen” i czy moja wersja jest okej, a w odpowiedzi otrzymałam propozycję wymyślenia i nagrania muzyki do tekstów Kory. Dowiedziałam się przy okazji, że inni muzycy byli również o to proszeni. Był to dla mnie zaszczyt, ale też myślałam, że raczej nie podołam tak ważnemu zadaniu. Minęły miesiące, potem wyszła książka „Miłość zaczyna się od miłości”, mój ówczesny manager, Jarek Czechowski, za co mu bardzo dziękuję, kupił mi tę książkę i mogłam ją fizycznie poczuć. Spędzałam długie chwile prawie każdego dnia, aż natrafiłam na zdanie o dzikich pszczołach. To ono mnie zabrało do środka tego kosmosu.

Karolina Posytek: Co sprawiło, że projekt został pchnięty do przodu? Że nie było to już tylko luźne myślenie nad albumem, ale że fizycznie zaczęły powstawać piosenki?

Natalia Przybysz: Najpierw piosenka „Mama”. Zaczęło się od zdania o pszczołach i gnieździe miłości na wysokiej skale. Taka wizja bezpieczeństwa z dala od problemów dzisiejszego świata. Miałam też cudny szkic aranżu od Pata i Kuby pod roboczym tytułem „Cave w Krakowie”. Piękne pianino i smyki – dużo przestrzeni i nostalgia, wolno płynący czas. Idealna scenografia dla tej sceny. Bardzo się mocno zanurzyliśmy w to nagranie i cieszył nas efekt końcowy. Jednak kiedy opowiedziałam Kamilowi, którego tekstu użyłam, okazało się, że był on wcześniej zaśpiewany przez Korę na płycie „Hotel Nirvana” i w związku z tym nie mogę go użyć. Zrezygnowana wysłałam nagranie Kamilowi, nie licząc na nic. Gotowa na porzucenie tego projektu. Następnego dnia Kamil zadzwonił zachwycony i zachęcił mnie do dalszej pracy. Ukorzona, od tamtej pory bardzo starałam się pilnować, żeby piosenki, które robię były z niezaśpiewanych tekstów. Od tamtej pory pracowałam bardzo uważnie i rzeczywiście coś się ruszyło, były takie twórcze fale, które się po prostu działy. Miałam skoki twórcze i co jakiś czas coś robiłam, wybierałam kolejne teksty. I tak powstawał ten album. Dostawałam od chłopaków z zespołu, Jurka albo Mateusza, albo od Pata i Kuby, jakieś projekty, szkice muzyczne i wtedy patrzyłam o czym to jest i który tekst do tego pasuje. Te decyzje, dotyczące tego, który tekst zaśpiewam, pochodziły ode mnie, ale też czasami powodowało mną to, jaki dostałam klimat muzyczny, od chłopaków.

KP: Czy pracowałaś tylko na tekstach, zapiskach, które znalazły się w książce Kory „Miłość zaczyna się od miłości”, czy miałaś do dyspozycji również inne fragmenty, które nie ukazały się publicznie?

NP: Miałam do dyspozycji tylko tę książkę, z taką sugestią, że fragment „Są w moim życiu takie chwile”, który ja nazwałam „Oko Cyklonu”, to tekst, który jakbym wykorzystała, to by było ekstra. To sugerował Kamil, bo to jest taki duży kawałek, już napisany, gotowy tekst. I ja z tej sugestii skorzystałam, zmieniając jednak sam tytuł.

KP: Jak wyglądał proces wyboru tekstów na płytę? Jedna piosenka odpowiada raczej jednemu tekstowi Kory, czy są na tej płycie takie utwory, które są połączeniem wielu zapisków, myśli Kory?

NP: Jest dużo kolaży i przeszczepianych fragmentów z różnych etapów, różnych zeszytów, ale zdaniem, które pozwoliło mi na to, że mogłam tak robić jest jedno zdanie, które tam znalazłam: „Śpiewam wciąż tę samą piosenkę” i trochę żałuję, że nie zrobiłam z niego osobnej piosenki. I tak sobie pomyślałam o tym, że Kora, zostawiając nas na ziemi, zamyka swoją historię i że te teksty wciąż są o tym samym. Ja bardzo to rozumiem, a może właściwie bardziej czuję niż rozumiem, że trochę życie jest taką jedną piosenką i że te piosenki się przenikają i ja sama uważam, że moje piosenki też mogłyby być jakąś dłuższą suitą, zbiorem różnych tańców, ale w ramach jednej postaci, jednej opowieści. Więc pozwalałam sobie na takie różne kolaże, bo wierzę, że to wszystko idzie z jednego źródła.

Fot. Silvia Pogoda

KP: Tytuł albumu to parafraza tytułu książki Kory, ale co dla Ciebie oznacza „Zaczynam się od Miłości”?

NP: Mam wrażenie, że na przykład jak kogoś poznajemy i się w nim zakochujemy, to odkrywamy na początku wiele rzeczy, które nas ze sobą łączą i to są te elementy wspólne, które sprawiają, że stwierdzamy, że ta osoba do mnie totalnie pasuje albo też lubi to, co ja. I to odkrycie pcha nas ku sobie i potem nazywamy to miłością. A z drugiej strony istnieje takie przeświadczenie, że wszyscy jesteśmy jednością i że składamy się z tego samego, z tych samych atomów, cząsteczek, pierwiastków, więc miłość jest po prostu takim wehikułem, który nam to przypomina, że wracamy do tego źródła, z którego tak naprawdę nigdy żeśmy się nie wydostali. I to jest jakaś iluzja, że w ogóle jesteśmy osobni. Na przykład teraz mam wrażenie, że w Polsce, jak wszyscy na raz w pierwszych dniach wojny ruszyli na pomoc Ukraińcom i Ukrainkom, to było takie niesamowite widzieć jak wszyscy jesteśmy jednością, dobrem. Ale już parę tygodni później znów jesteśmy podzieleni, bo przecież są różne podejścia do tej całej sytuacji i nagle znów dajemy się dzielić. I to jest iluzja, nie możemy temu ulegać. Zaczynamy się od miłości, to jest pierwszy odruch, coś, co wynieśliśmy ze sobą z kosmosu, czy też z łona matki i to jest źródłem wszystkiego. Nie możemy dawać się dzielić, nie tylko mówiąc o tym w kontekście politycznym, czy społecznym, ale w ogóle, w życiu. Ilekroć się kłócę z moim mężem, to potem muszę sobie przypomnieć, że przecież to jest mój mąż, ja się w nim kiedyś zakochałam. Źródłem tego wszystkiego jest miłość, także może da się spojrzeć w ogóle z innej strony na ten konflikt. To jest takie przypomnienie, tupnięcie w podłogę, które przypomina o tym, że źródło jest bliżej niż nam się wydaje. 

KP: Wybór tytułów utworów należał do Ciebie, czy w zeszytach Kory były już jakieś mniej lub bardziej robocze tytuły i sugerowałaś się nimi? 

NP: Pozwoliłam sobie wymyślić tytuły, jednak na przykład utwór „Mama” był już tak zatytułowany. Utwór „Słyszysz” nie miał tytułu, ale zaczynał się od tego słowa i uważałam, że to dobry pomysł na tytuł. „Puste Miejsca” to po prostu najlepsze sformułowanie z całego tekstu, które wydawało mi się wieloznaczne i ciekawe. „Budzę Się” to również pierwsza fraza, „Oko Cyklonu” nazywało się „Są w moim życiu takie chwile”, ale to jest za długie na tytuł i wszyscy i tak mówili grajmy „Oko Cyklonu”. Ten tytuł i tak cisnął się każdemu na usta i w ten sposób powracamy też do źródła. „Zew” to mój autorski utwór, a tytuł do „Jest Miłość” wymyślił Kuba Staruszkiewicz. „Niedziela” i „Serce Spokojne” to też po prostu fragmenty tekstu. 

KP: Jak zazwyczaj wygląda Twój schemat pracy nad płytą? Czy pracując przy „Zaczynam się od Miłości” musiał ulec zmianie ze względu na to, że teksty, mniej lub bardziej w całości, były już napisane?

NP: Nigdy nie tworzę melodii bez tekstu. Zawsze potrzebuję mieć tekst. Nigdy nie śpiewam melodii improwizując czysto wokalnie bez treści. Tekst, opowieść prowadzi moją melodię. I tak było zawsze, to się nie zmieniło przy tej płycie. Jak wybierałam tekst, to dopiero w tym tekście słyszałam melodię. W ogóle wydaje mi się pułapką, do której wiele artystów w Polsce wpada, to są tak zwane „ryby”, czyli jak ludzie piszą bardzo dużo melodii, muzyki i nie mają w ogóle tekstu i to jest bardzo trudne, żeby później znaleźć tekst. To potem często powoduje, że piosenki są puste, bez treści, albo tekst jest przypadkowy, jest dopasowaniem samogłosek, contentem wrażeniowym. 

Okładka albumu

KP: Czy to, że ta płyta to nie zwykłe covery, ułatwiło Ci, czy utrudniło pracę? Zarówno pod względem tego, że jeżeli to nie covery, to nie można ich porównać do oryginałów, ale z drugiej strony wymagało więcej pracy i inwencji twórczej.

NP: Tak, wymagało dużej ilości pracy, ale dawało również wiele wolności, przestrzeni na zrobienie tego, co chcę, co lubię, czyli wymyślania piosenek. Na pewno to, że one były już napisane, nie skróciło procesu twórczego, bo wybieranie ich było bardzo trudne i siedzenie z nimi było długie. Zajęło mi to więcej czasu niż jakbym sama pisała piosenki, od początku. 

KP: Skąd pomysł na czarno-białe teledyski oraz sesje zdjęciowe towarzyszące albumowi?

NP: Mam wrażenie, że mam starą duszę i lubię rzeczy klasyczne i nie nadążam za nowościami i nowoczesnością. Moja wędrówka artystyczna jest raczej do wnętrza niż na zewnątrz. Nie nadążam się rozejrzeć dobrze, przyjrzeć co się dzieje wokół. Zupełnie przegrywam z przypływem nowości, więc w odpowiedzi na to reaguję tak, że szukam rzeczy ponadczasowych i klasycznych. Chciałam również pokazać to, że Kora jest ponadczasowa i że jest ikoną. Chciałam też, żeby okładka płyty była bardziej literacka niż muzyczna i żeby miała w sobie myślenie o słowach, ważeniu słów niż o muzycznej dynamice. Silvia Pogoda, która jest autorką wszystkich zdjęć i teledysków jest cudowną osobą i super nam się ze sobą pracuje i ona też jest fanką czarno-białych zdjęć. 

KP: Jak Ci się współpracowało z Silvią Pogodą podczas tego projektu? Było między Wami pełne porozumienie, czy po prostu jej zaufałaś?

NP: Tak, było pełne zaufanie, zresztą ja w ogóle przy tej płycie miałam duże zaufanie do wszystkich, z którymi współpracowałam. Do grafika, Tomka Kuczmy, do mojej managerki, która zrobiła wiele świetnych rzeczy przy tej płycie, do Kayaxu, i czuję, że mam taki moment w życiu, w którym otaczają mnie ludzie, z którymi bardzo bezpiecznie i dobrze się czuję. Zarówno z zespołem, jak i z Silvią, także po prostu dobrze jest mi z ludźmi, więc im ufam i oni mają przez to też dużą wolność, ale też po prostu dobrze się wyczuwamy nawzajem. 

KP: Niedawno wyszedł klip do utworu „Jest Miłość”, ale czy są już plany na kolejne teledyski?

NP: Tak, mam pomysły na dwa klipy, ale nie chcę na razie zdradzać o jakie utwory chodzi. 

KP: Dlaczego „Manifest Kory” nie znalazł się ostatecznie na płycie? Na początku widniał na trackliście albumu.

NP: Ta informacja o tym, że „Manifest Kory” znajdzie się na płycie była podawana w prasowym wariancie, ale ja ostatecznie stwierdziłam, że nie chcę umieszczać go na płycie, ponieważ nie pasuje tracklistowo. Nie umiałam go nigdzie umieścić, bo nie jest mocno muzyczny. Mam wrażenie, że to trochę osobna historia i chciałam, żeby ta płyta kończyła się utworem „Serce Spokojne”, a zaczynała „Mamą”. 

KP: Skąd pomysł na właśnie taką aranżację utworu „Niedziela”? 

NP: Wymyślałam muzykę do tekstu, co nie było oczywiste, ale chciałam coś wymyślić i zaczęłam to grać w kuchni na pianinie. Podczas pandemii ostatecznie wyleczyłam się ze stresów związanych z graniem na pianinie, które wyniosłam ze szkoły muzycznej. Zaczęłam traktować pianino bardziej jak sprzęt kuchenny i po prostu go używam. Jak wysłałam demówkę chłopakom z zespołu i powiedziałam, że chciałabym, abyście tutaj ze mną grali, to pamiętam, że chyba Pat zasugerował, żeby na płycie była wersja z moim pianinem, po prostu. Wysłał nam piosenkę Johna Frusciante, w której sam gra na pianinie i śpiewa i wszyscy stwierdzili, że to świetny pomysł, aby taka wersja znalazła się na płycie. Ja na początku trochę się przeraziłam, ale później się zgodziłam. Wyglądało to tak, że Jurek z Patem przynieśli mikrofony ze studia na górę i włączyli nagrywanie, zostawili mnie tam, poszli do ogrodu i powiedzieli, że jak zaśpiewam i będę zadowolona, to mam ich zawołać. Także zagrałam i zaśpiewałam ten utwór na setkę i myślę, że to dobrze, że tak jest, bo coraz mniej mamy miejsca w naszym tak zwanym showbiznesie na takie ludzkie, naturalne i niedoskonałe zjawiska jakim jest po prostu śpiewanie nieprodukowane. I chciałabym, żeby to była taka szczelina, która wpuszcza do tej wyprodukowanej płyty trochę takiego życia, codzienności. Może zachęci to innych ludzi do grania na instrumentach, spędzania czasu z muzyką i muzykowania. 

KP: Jak będzie wyglądała trasa z albumem „Zaczynam się od Miłości”? Płyta to dziewięć utworów, doliczając do tego „Krakowski Spleen”, który aż sam się prosi o śpiewanie, to wciąż dziesięć piosenek. Wydaje się, że trochę za mało na wypełnienie koncertu. W związku z czym, czy w planach jest granie coverów Kory albo Maanamu, czy po prostu będzie okazja usłyszeć jakieś utwory z Twoich poprzednich płyt?

NP: Będzie dobrze! Nie będzie krótko, będzie normalnie. Nie chcę zdradzać naszych planów, ale będą niespodzianki i na pewno zagramy ten album i coś jeszcze. 

KP: Czy na letnich koncertach również będzie okazja usłyszeć w całości (lub większej części) ten album, czy być może, ze względu na to, że jest to dość specyficzny projekt, póki co, ta wiosenna trasa będzie jedyną okazją na to?

NP: Jeszcze nie wiem. Powiem szczerze, że ja codziennie budzę się z wdzięcznością, że się budzę i jeszcze teraz, jak się robi piękna pogoda, to już w ogóle jednocześnie chce mi się uśmiechać i płakać. Świat jest taki niewiadomy. Jak zagramy tę wiosenną trasę, to będziemy innymi ludźmi, w innym świecie. Wszystko się dzieje dynamicznie. Ale jeżeli będą koncerty i będziemy się widzieć, to obiecuję, że będzie dobrze. Wtedy spotkamy się i razem zanurzymy w muzyce. Myślę, że na pewno będziemy grać tę płytę, ponieważ traktuję ją jak swoją własną, nie jest to zwykły tribiute, który zaczynam i kończę, tylko są to piosenki, które jednak napisałam, we współudziale z kosmiczną Korą. Ja czuję, że to są również moje piosenki, dlatego na pewno będę je grać. 

KP: Byłaś gościem na płycie „MTV Unplugged” Krzysztofa Zalewskiego, czy na którymś z koncertów z trasy będzie okazja gościnnie Cię usłyszeć?

NP: Na razie jest taka sytuacja, że w mojej łazience są dwie wielkie agawy i w garażu mam jeszcze jedną wielką agawę, skończyły się mrozy i teraz będę musiała wystawić je do ogrodu – to są elementy scenografii z koncertu „MTV Unplugged” Krzyśka. Taka jest na razie moja rola w tej trasie Krzysztofa, opiekuję się żywymi agawami. Ale z tego co widzę, są plany na to, że gdzieś pojawię się gościnnie… 

KP: Brałaś niedawno udział w programie „Przez Atlantyk”. Czy ten rejs zainspirował Cię w jakiś sposób muzycznie? Może podczas podróży zaczęły powstawać nowe utwory?

NP: Tak, pisałam bardzo dużo podczas tej wyprawy. Myślę, że jeżeli świat będzie dalej istniał, a ziemia się kręciła, to na pewno jakieś teksty z tego rejsu znajdą się później w moich piosenkach. 

KP: Pozostając w temacie Kory, ale odchodząc od Twojego albumu, chciałam zapytać, czy słuchałaś płyty „KORA” Ralpha Kaminskiego? Jeżeli tak, to jakie emocje na Tobie wywołała.

NP: Mi się bardzo podoba ten album, podoba mi się to jak Ralph śpiewa i w ogóle jak on występuje i jakim jest performerem. Cieszę się, że jestem częścią tego zjawiska kultywowania kultu Kory. To jest super. 

KP: Pod koniec 2021 roku miała miejsce akcja Kayax XX Rework, która polegała na tym, że artyści Kayaxowi coverowali artystów Kayaxowych. Na wiosnę planowana jest kolejna część tego projektu. Doszły mnie słuchy, że będziesz brała w niej udział. Możesz coś zdradzić na ten temat?

NP: Tak, też to zrobiłam, cover jest już nagrany. Nie chcę zdradzać zbyt wiele szczegółów, jaki utwór wykonam i w jakiej aranżacji, ale mogę zdradzić, że będzie to piosenka Moniki Brodki

KP: Dziękuję bardzo za rozmowę, gratuluję wydania płyty! 

NP: Dziękuję i zapraszam wszystkich na koncerty! Do zobaczenia. 


Zachęcamy również do przeczytania naszej recenzji albumu „Zaczynam się od Miłości”.

Znajdziecie ją pod tym linkiem.

Fot. Silvia Pogoda

Ostatnio opublikowane

Popularne