W kolejnym wywiadzie możecie bliżej zapoznać się z Michałem Rudasiem. Mimo, że Michał ma na swoim koncie już dwie płyty postanowił wziąć udział w programie. Przeczytajcie co go do tego skłoniło.
Wywiad
Michał Rudaś: Kim jest Michał Rudaś?
Michał Rudaś: Myślę, że właśnie mój śpiew w dużym stopniu określa kim jestem. Często mówię ludziom, którzy chcieliby mnie poznać lepiej, by posłuchali mojej muzyki, wczytali się w teksty. Tam wszystko znajdą. A więc zapraszam do zapoznania się z moimi albumami „Shuruvath” i „Changing” :)
Michał Rudaś: Kiedy byłem małym chłopcem marzyłem o…
Michał Rudaś: Nie pamiętam, czy marzyłem o czymkolwiek. A jeśli marzyłem, to nie pamiętam o czym… :)
Michał Rudaś: Gdyby nie muzyka to…
Michał Rudaś: Na pewno czas wypełniałyby mi podróże i zajmowanie się przeróżnymi rzeczami, nie ważne jakimi, oby istotnymi dla ludzi :)
Michał Rudaś: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Michał Rudaś: Ta przygoda rozpoczęła się już w przedszkolu, gdy jako 5-letni chłopak śpiewałem w przedstawieniach i podobno wzruszałem do łez wszystkie mamy :)
Michał Rudaś: Gdybyś miał wymienić 3 swoich idoli muzycznych, kto by to był?
Michał Rudaś: Peter Gabriel, Bjork, Nusrat Fateh Ali Khan
Michał Rudaś: Jaki jest Twój wymarzony duet? Z kim chciałbyś zaśpiewać?
Michał Rudaś: Moim marzeniem jest śpiewać z tymi, którzy mają w sobie piękną energię i dzięki którym ja sam mogę uwolnić z siebie coś szczególnego. Czuję, że mogłoby to się wydarzyć np. w duecie z Anną Marią Jopek :)
Michał Rudaś: Skąd u Ciebie zainteresowanie muzyką indyjską i pakistańską?
Michał Rudaś: To zaczęło się około 15-ego roku życia, kiedy zacząłem poszukiwać samego siebie, sensu życia i to na pewno był proces. W tym czasie miałem okazję słuchać różnorodnej muzyki. Muszę przyznać, że również wtedy intensywnie słuchałem płyt: „Dziewczyna Szamana” i „Naga” Justyny Steczkowskiej, która w swojej twórczości niejednokrotnie inspirowała się muzyką indyjską. To na pewno było dla mnie inspiracją do poszukiwań oryginalnej muzyki indyjskiej, a potem zgłębiania jej tajników. Przełomem był mój pierwszy wyjazd do Indii w 2005 roku, kiedy odkryłem, że ten kierunek to moje przeznaczenie! :) Od tamtej pory Indie odwiedziłem wiele razy, pobierałem tam nauki klasycznego śpiewu indyjskiego i oczywiście poznawałem tę fascynującą kulturę.
Michał Rudaś: Masz spore doświadczenie, jesteś na rynku już jakiś czas. Jak z perspektywy tego czasu, doświadczeń jakie miałeś możesz ocenić rynek muzyczny w Polsce?
Michał Rudaś: Na rynku muzycznym działam od kilkunastu lat w różnych rolach: jako chórzysta, solista, autor muzyki, tekstów, a ostatnio nawet jako wydawca mojej ostatniej płyty, więc co nieco wiem w temacie.
Polski rynek muzyczny nie należy do mocno rozwiniętych, a w „show biznesie” dobrych menedżerów jak na lekarstwo.
Żeby np. nagrać, wydać i wypromować własną płytę, trzeba mocno walczyć i często samodzielnie ogarniać różne sprawy, łącznie z finansowaniem i autopromocją. Na szczęście rozwój internetu ułatwia dostęp do potencjalnych odbiorców i pozwala częściowo uniezależnić się od skomercjalizowanej telewizji i radia, ale z drugiej strony internet, w tym facebook, to wielki śmietnik, w którym często trudno przebić się z czymś wartościowym.
Niemniej jednak ja osobiście szanuję polski rynek muzyczny, ponieważ od ładnych paru lat to właśnie on mnie żywi i to on daje mi możliwość spełniania swoich marzeń, więc życzę mu wszystkiego najlepszego, zdrowia i więcej pieniędzy! :)
Michał Rudaś: Współpracowałeś z takimi programami jak Jaka to melodia czy Taniec z gwiazdami. Jak doszło do tej współpracy?
Michał Rudaś: Do programu „Jaka to melodia”, w którym śpiewałem przez 5 lat do 2009 roku, dostałem się w drodze wewnętrznych przesłuchań organizowanych przez ówczesnego kierownika muzycznego programu Zygmunta Kuklę, a do „Tańca z gwiazdami” zaprosił mnie Adam Sztaba, z którym już wcześniej pracowałem w programie „Moja Krew”. W TzG śpiewam do dnia dzisiejszego w Orkiestrze Tomka Szymusia. Współpraca z tymi programami to wspaniała szkoła zawodu, lepszej nie miałem.
Michał Rudaś: Masz swoje motto życiowe, którym się kierujesz?
Michał Rudaś: Nie przytoczę konkretnego autora i konkretnej sentencji. Pozwolę sobie na parafrazę tego co zostało mi w głowie, po lekturze różnych myślicieli wschodu. „Jeśli chcesz osiągnąć pełnię szczęścia, uwolnij się od nadmiaru”
Michał Rudaś: Masz już na koncie kilka sukcesów, po co Ci zatem udział w programie The Voice?
Michał Rudaś: Odpowiedź będzie dość oczywista, nie będę owijał w bawełnę. Po kilku latach świadomej działalności artystycznej poza mainstreamem, stwierdziłem, iż nadszedł dobry moment, aby z moja muzyką i śpiewem dotrzeć do szerszego odbiorcy – a do tego potrzebna jest duża promocja. Po paru latach myślenia o tym, obserwowania tego, co się dzieje na rynku – również śledzenia programu The Voice Of Poland i losów moich kolegów i koleżanek, którzy tam wystąpili – podjąłem decyzję, że zgłoszę się na przesłuchania.
Do programu przekonał mnie jego wysoki poziom artystyczny, gdyż jego formuła koncentruje na szukaniu i promowaniu dobrych głosów oraz artystów z pomysłem na siebie. Dotarcie do szerokiej publiczności jest wprawdzie podstawowym powodem mojego udziału w programie, ale liczę też na to, że będę mógł też coś fajnego przeżyć, nauczyć się, wyciągnąć nowe doświadczenia i czuję, że to się już teraz dzieje :)
Michał Rudaś: Dlaczego na polskim rynku jest tak trudno się wybić? Wydałeś już 2 płyty, a mimo to stwierdziłeś, że Voice jest ci potrzebny, że jeszcze bardziej pomoże ci się wybić. W czym jest zatem ten „haczyk”, że jednym wystarczy jeden program, a innym kilka? Mateusz Ziółko brał udział w Mam talent, Must be the Music, a dopiero Voice’a wygrał, podobnie inni, jak Dawid Podsiadło czy Ewelina Lisowska. Co jest nie tak z naszym rynkiem muzycznym?
Michał Rudaś: Tak jak wspomniałem wcześniej, działałem dotychczas ze swoją muzyką poza mainstreamem , więc nie mogłem zbytnio liczyć na wybicie się w mediach. Natomiast co do kwestii uczestników programów typu talent show, to powodów takiego stanu rzeczy będzie tak wiele, jak wiele jest historii ludzkich. Na pewno ważne jest, by wyjść z założenia, że udział w talent show to tylko pewien etap i ewentualnie trampolina do dalszego rozwoju kariery. Prawdziwy sprawdzian dla artystów, którzy odnieśli sukces w tych programach jest dopiero po ich zakończeniu. Publiczność o nich szybko zapomni, jeśli nie dostanie czegoś nowego, np. nowej płyty. Ważne jest by artysta, który planuje robić karierę miał konkretny pomysł na siebie i konsekwentnie dążył do jego realizacji, no i miał dar przekonywania, a wówczas znajdą się odpowiedni ludzie, którzy wejdą z nim we współpracę. Ale nie można liczyć na to, że pojawi się tzw. dobry wujek, który wyłoży kasę i zrobi z młodego artysty gwiazdę. Polski rynek muzyczny jest jednak zbyt biedny na takie piękne scenariusze.
Michał Rudaś: Załóżmy, że wygrasz The Voice of Poland, co zmieni się w Twoim życiu?
Michał Rudaś: No właśnie! To będzie dla mnie ten ogromny sprawdzian, o którym wspomniałem. To może jednak lepiej nie wygrywać? (śmiech)


