Mateusz Gędek to polski piosenkarz, który swoją popularność zyskał dzięki udziale w 1. edycji The Voice Kids oraz jako jeden z czterech wokalistów polskiego boysbandu 4Dreamers. Od roku Mateusz prężnie wydaje nowe utwory pod swoim nazwiskiem. W rozmowie z Mateuszem spytałam go o jego najnowsze single pytania oraz Bujaj, początki kariery solowej, jak i w zespole, a także o muzyczne plany związane z wydaniem pierwszego muzycznego wydawnictwa.

Julia Maciąg: Niedawno ukazała się na streamingach Twoja piosenka pytania. O czym jest ten utwór?
Mateusz Gędek: Podczas pisania „pytań” pojawiła się mi taka myśl, aby zrobić piosenkę o doświadczeniu swojej ostatniej rozmowy ze znajomymi, przed wyjazdem do większego miasta. Naturalne jest to, że mamy jakieś swoje grupki znajomych, które się formują czy w podstawówce, czy też w szkole średniej. W którymś momencie przychodzi taki czas, że każdy gdzieś musi wyjechać, np. na studia, do pracy lub zwyczajnie zostaje na miejscu. W każdym razie ta grupa się powoli rozpada. Ja też miałem w swojej grupie bliskich znajomych coś takiego, że każdy powoli gdzieś tam wyjeżdżał. Jeden kumpel wyjechał już w wakacje, jeszcze inni pojechali na studia z miesięcznym wyprzedzeniem, aby ogarniać mieszkania. Nawet nie byliśmy do końca świadomi tego, że to się będzie tak rozpadać. To było dla nas naturalne, że ktoś jedzie, ale będzie też przyjeżdżać. A to nie jest do końca prawda, bo trochę tego czasu brakuje i te spotkania już później się kolidują, są rzadsze.
JM: Wiem coś o tym, bo sama od roku studiuję, ale mimo wszystko jakiś kontakt ze swoimi znajomymi mam. Ale no właśnie to jest taka piosenka, która sprawia, że się tęskni za tymi dobrymi chwilami.
MG: Zależało nam, aby uzyskać takie nostalgiczne uczucie ostatniej rozmowy i zadawanych pytań, w stylu: „Czy my w ogóle będziemy się jeszcze pamiętać?” „Czy będziemy wiedzieć, jak wyglądamy?” „Czy będziemy wiedzieć, co się u nas dzieje?” Nie ukrywajmy, że te przyjaźnie i te relacje, bardzo często się kończą w tym momencie. Bardzo ciężko jest się zaangażować na odległość. To musiałaby być wyjątkowa relacja, żeby przetrwała jakby do stopnia: „jak za dobrych czasów”.
JM: W swojej dyskografii masz bardzo dużo smutnych piosenek. Przynajmniej ja tak je interpretuję. Czy to jest w ogóle jakiś przypadek, czy tak uznałeś, że to jest dobry zabieg?
MG: Wiesz co, bardzo dużo ludzi mi mówi, że głównie piszę smutne piosenki. Ja się w sumie z tym nie kryję i nie przeszkadza mi to *śmiech*. Dla mnie muzyka i tworzenie piosenek jest też swojego rodzaju terapią. Przelewanie tego, co się czuje na kartkę czy na komputer to takie wietrzenie głowy. Przynajmniej tak to działa w moim przypadku. Po prostu traktuję to jako takie odetchnięcie od wszystkiego, zrzucenie z siebie myśli, emocji, przeżyć. Chciałbym, aby moja muzyka dawała ludziom możliwość i poczucie odreagowania. Że to jest też historia o nich, o tym, co, się kłębi w środku, a dzięki temu może poczują się lżej. Nie ukrywam, że czasami lubię popłakać do piosenek. Czasami jest to takie potrzebne. Jednak zapewniam, że umiem też napisać wesołą piosenkę bardziej z pozytywnym wydźwiękiem.

JM: No Kalejdoskop to jest właśnie taka piosenka.
MG: „Kalejdoskop” to jest najlepszy przykład, bo ma taki funkowy, groovowy klimat gorączki sobotniej nocy.
JM: To jest taki wyróżnik u Ciebie w tej dyskografii, że to jest taka taneczna piosenka i takie oderwanie się od tych wszystkich dołujących, nostalgicznych piosenek.
MG: Nie można żyć w ciągłym smutku, prawda? Nie można wpaść w doła i nie próbować z niego wyjść. Więc na pewno będę pisał i komponował wesołe utwory z pozytywniejszym wydźwiękiem. Mimo wszystko czuję, że taka emocjonalność, ekspresja i nostalgia, to są rzeczy, na których się skupiam i które czuję. W tej sferze mi się swobodniej tworzy.
JM: Uważam, że Twoją najsmutniejszą piosenką jest Nie chcę zapomnieć. Ma taki melancholijny vibe, że mimo tej weselszej melodii, to ten tekst tak bardzo dobija. Dlatego chcę wiedzieć, czy podzielasz moje zdanie czy masz innego faworyta na to miano?
MG: Jest jeden numer, który ukaże się 27 października i nosi tytuł „Bujaj” [przy. red. – rozmowa przeprowadzona 23 października]. Mam wrażenie, że jest to bardzo mocny kandydat na to stanowisko. „Nie chcę zapomnieć” jest to utwór, który też mnie uderzył w momencie, kiedy zorientowałem się, że się przeprowadzam. Wtedy miałem bardzo dużo przemyśleń na temat siebie samego. Czy coś robiłem lepiej lub gorzej, jakim człowiekiem jestem teraz, jakim chciałem być. To było takie siedzenie i gdybanie, kim chcę być? Nie chciałbym zapomnieć, kim chcę być i jakie wartości chcę wyznawać. Żyjemy w takich czasach, że życie to maraton, wyścig o wszystko i potrafimy niekiedy zapomnieć o podstawowych wartościach, które mieliśmy i były dla nas ważne. Możemy się zwyczajnie zgubić w tym wszystkim. Może to jest właśnie piosenka, której mogą posłuchać, kiedy wyświetli się na jakiejś playliście, i wtedy się to wszystko przypomni. Bardzo jest mi miło, kiedy ludzie dodadzą sobie moją piosenkę do playlisty i napiszą bezpośrednio, że „ej słuchaj, odsłuchałem sobie ostatnio Twoją piosenkę i skojarzyła mi się z tym i z tym, i z tym”. Jest to dla mnie niezwykle ważne. Właśnie o to mi też chodzi w tym wszystkim, żeby nie były to tylko moje historie opowiedziane komuś, tylko aby to była historia tego słuchającego, którą on widzi w tej piosence. Interpretacje tego, co się znajduje w tych utworach, są dla mnie po prostu bezcenne. Zawsze mi się banan na twarzy pojawia, jak faktycznie ktoś do mnie napisze osobiście i bezpośrednio, szczerzę z serducha.
JM: To jest właśnie fascynujące, jak jedna piosenka może być interpretowana na wiele sposobów.
MG: To jest niesamowite i ja właśnie sobie to bardzo cenię w muzyce. Są to rzeczy tak niesamowicie uniwersalne w większości. Można przeżyć coś swojego, wrócić do tego, co już było, przeżyć to jeszcze raz. To tak jak oglądać film czy zdjęcia z jakiegoś wydarzenia w Twoim życiu. Może Ci być przykro, może Ci być fajnie, że coś takiego przeżyłeś. Koniec końców to jest super, że się to wydarzyło. Nie ma co żałować rzeczy w życiu. Wiadomo, że są cięższe tematy, ale mimo wszystko to nas czegoś uczy. Fajnie jest czasami wrócić do tych wydarzeń w postaci piosenki i po prostu je sobie przypomnieć.
JM: Jeszcze z takich smutnych piosenek to Cisza ma taki swój urok, ponieważ jest grana właśnie na pianinie. Mimo swojej długości, która mnie nie satysfakcjonuje szczerze mówiąc, bo jest za krótka, to naprawdę poruszyła moje serce. Właściwie, dlaczego to jest taki krótki utwór?
MG: Bardzo mi miło, że tak uważasz. To jest bardzo budujące dla mnie. „Cisza” w założeniu miała być takim nawet nie tyle, co pełnoprawnym utworem, co małym ambientem z wrzuconym wokalem, który będzie zostawiał w takim niedosycie. To miało być coś naprawdę ładnego, czego się będzie chciało więcej i będzie się chciało posłuchać tego jeszcze raz. Może też dlatego, żeby zobaczyć coś więcej w tym tekście i czegoś się doszukiwać. W momencie, kiedy słuchamy czegoś kilka razy, potrafimy zupełnie inne znaczenie zobaczyć danego słowa czy frazy. „Cisza” miała taka być prosta, krótka i moja.
JM: Masz w swoim repertuarze piosenkę Chyba. Daje mi taki „kortezowy” vibe. Czy inspirowałeś się jego twórczością tworząc ten utwór?
MG: To jest bardzo miłe, że o tym mówisz i to usłyszałaś. Nie ukrywam, że Kortez jest to mój idol od jakiś 4-5 lat. To pierwsza osoba i do tej pory chyba jedyna, przy której, jak stanąłem w kolejce do wspólnego zdjęcia i chciałem o to zdjęcie poprosić, to po prostu nie umiałem z siebie wydusić ani jednego słowa. Nie potrafiłem zupełnie nic zrobić ze sobą. Bardzo cenię sobie jego ekspresję i emocje, które przekazuje. Słychać, że to jest człowiek, który przeżył dużo. Właśnie ta jego prostota i bycie ludzkim, mnie strasznie mocno przekonuje. Nie ukrywam, że jest moją ogromną inspiracją, jeśli chodzi o utwory. „Chyba” było inspirowane też Stingiem. Chcieliśmy zrobić coś takiego, żeby można było pójść do jazz klubu i go zagrać. Jest tam jakiś zalążek trochę bluesowego, trochę jazzowego brzmienia, plus też trafił się fajny wokal *śmiech*. Pamiętam, że jak go nagrywaliśmy, to wstałem chyba o 6-7 rano. Spałem u producenta, z którym tworzyliśmy piosenkę i mnie obudził o tym świcie. Powiedział „nic nie mów, żebyś się nie rozgrzał”. Miała być jak największa chrypka jak najniżej. Nagraliśmy to na zupełnie nierozgrzanym instrumencie i na zupełnie nierozgrzanym głosie. Efekt był wówczas najlepszy z możliwych. Uważam, że to chodziło, aby było trochę brudno, niedokładnie, to nadało najlepszy klimat.
JM: Jakiej muzyki, według Ciebie, brakuje na polskim rynku muzycznym?
MG: Jest to ciekawe pytanie! Szczerze powiedziawszy, jeżeli dobrze się poszuka, to się okaże, że polska muzyka jest fantastyczna i bardzo różnorodna. Jak ktoś mi mówi, że polska muzyka go nie przekonuje, to myślę sobie: może za słabo szukasz? Tej muzyki jest teraz wydawane multum. Jest niesamowicie dużo artystów, wykonawców, którzy publikują wszędzie. Ciężko mi stwierdzić, czy czegoś konkretnego mi brakuje. Jeżeli chodzi o muzykę, jakiej ja słucham i jaką chciałbym tworzyć, to chciałbym po prostu komponować coś wokół alternatywno-jazzowo-r’n’b do polskiej muzyki. Uważam, że jazz jest w ogóle wykorzystywany głównie w rapie, jeśli chodzi o sample, ale raczej dałoby się to przełożyć do muzyki alternatywno-popowej. Chciałbym, żeby ta muzyka łączyła w sobie te ambitne cechy i była przy okazji na tyle „ludzka”, na tyle przyjemna w odbiorze, żeby mogła faktycznie trafić do szerszej grupy docelowej. Wiadomo, że alternatywa ma swoje grupy i taka alt-popowa muzyka już przechodzi w ten dobry pop. Świetnym przykładem jest Igo, który jest takim Buzzem Astralem. Robił dużo alternatywnych rzeczy, a w którymś momencie to jego systematyczne podejście do muzyki doprowadziło do tego, że jest teraz bardzo dobrym, alt-popowym artystą. I to jest chyba to coś, do czego chciałbym dążyć.
JM: Wróćmy teraz do Twoich początków, czyli do Kidsa. Jak postrzegasz tę przygodę na przestrzeni lat i co powiedziałbyś młodszemu sobie w tym momencie?
MG: Była to dla mnie fenomenalna przygoda. Uważam, że to był dla mnie najlepszy możliwy start. Wiem, że gdybym nie poszedł do tego programu, to dzisiaj byłbym na takim etapie rozwoju, na jakim byłem 2-3 lata temu, czyli coś bym tam tworzył, pisał, coś tam sobie działał na takich koncercikach trochę ciekawszych, ale nie byłbym na takim etapie świadomości rynku muzycznego, na jakim jestem teraz. Dużo fajnych ludzi poznałem i do tej pory mamy z nimi kontakt, mijamy się i czasem spotkamy na mieście. Duże otwarcie głowy, jeśli chodzi o show-biznes szeroko pojęty, bo nijak się to ma do tego, co widzimy w telewizji. Dużo takich rzeczy z zaplecza mogą być rozczarowujące, choć nie muszą. Niektórzy są w szoku, jak opowiadam to jakimś moim pozamuzycznym znajomym. Jest to takie zafascynowanie, zmieszanie połączone niekiedy z rozczarowaniem. Telewizja nigdy nie była miejscem, które jest prawdziwe, że dzieją się te rzeczy, które widzimy.
JM: Tak samo internet.
MG: Tak. Ogólnie to była bardzo fajna przygoda. Jeżeli miałbym sobie coś teraz powiedzieć? Nie na wszystko musisz się zgadzać.
JM: Teraz przejdziemy do Twojej pierwszej debiutanckiej piosenki, czyli Kamień. Uważasz, że ta piosenka to jest dobry start na swój solowy debiut?
MG: Z perspektywy czasu myślę, że tak. Chcieliśmy pokazać, że coś nowego, solowego się będzie ukazywało na polskim rynku muzycznym, i że będę to ja *śmiech*. To nie jest „przekombinowany” numer ani przeprodukowany, jest po prostu w punkt. Jestem z niego bardzo zadowolony, bo jednocześnie mi pokazywał, że potrafię przekazać jakąś emocję, że mogę śpiewać dynamiczniej, ale i też trochę lżej. To takie fajne zaznaczenie, że coś muzycznego wokół mnie będzie się działo. Bardzo bezpieczny uważam utwór.

JM: Ciekawi mnie też inny Twój singiel Dla O. Kim jest ta tajemnicza O.? Nie ukrywam, że jest podobna piosenka z podobnym motywem i jest piosenka Artura Sikorskiego M i to M było interpretowane jako „miłość” lub inna ukochana osoba, ale było losową literą. Czy w takim wypadku O jest też taką losową literą, czy to jednak nie jest przypadek?
MG: To nie jest przypadek. Może z perspektywy czasu podszedłbym do tego utworu inaczej, ale fajne było to, że wylałem na tę piosenkę to, co wtedy czułem i nie żałuję. To jest swego rodzaju laurka, wiersz dla konkretnej osoby i myślę, że ta osoba jest tego świadoma. Mam nadzieję, że tak jest. Była to dla mnie forma odpuszczenia i wyleczenia się z relacji, która bardzo dużo wniosła do mojego życia. Mówię o etapie, kiedy miałem 17 lat, a ten bagaż emocjonalny nie był jakiś duży, ale adekwatnie do wieku, mamy tam jakieś problemy. Dla dwulatka problemem będzie to, że wylał mu się sok, a dla siedemnastolatka to, że ktoś go zostawił. Skala problemu zmienia się z wiekiem. Bardzo dużą pomoc dostałem od tej osoby, nawet nie wiem, czy świadomie, ale dostałem. Ja byłem za to bardzo wdzięczny i trochę nie potrafiłem się pogodzić z faktem, że nie wyszło. Długo się z tego leczyłem. Po czasie stwierdziłem, że chcę pokazać sobie i tej osobie, że przerobiłem ten problem i już nie boli, że nie wyszło. Cieszę się, że mogłem to w ogóle przeżyć.
JM: Masz swoją drogą bardzo dużo piosenek w radiu. Przyznam się od razu bez bicia, że ja radia nie słucham, ale coś się przewijało u Ciebie na Instagramie. Jaka była Twoja pierwsza solowa piosenka, którą usłyszałeś w radiu? I jakie to jest uczucie usłyszeć siebie w radiu? Nie wiem, czy 4Dreamers leciały w radiu, ale Twoje coś brylują na Trójce lub w Twoim lokalnym radiu.
MG: Były jakieś piosenki Dreamersów, które były emitowane w radiu. My robiliśmy zupełnie inną muzykę niż ta, która była moją docelową i przyznaję, że tego wówczas mocno nie śledziłem. Pierwszą swoją piosenkę usłyszałem w Radiu Ziemi Wieluńskiej, w takim regionalnym radiu u mnie. Swoją drogą pozdrawiam Gabriela Wyględacza, bo to on dawał znać, że ta piosenka będzie na antenie. Tą piosenką było „Chyba” i została piosenką dnia w tym radiu. Jest to niezwykłe uczucie! Kiedy wkładasz w tworzenie muzyki bardzo dużo pracy, zarywasz nocki, ogarniasz w międzyczasie szkołę, przeprowadzkę, wstajesz rano wypompowany, ale wiesz, że robisz coś, co kochasz i są ludzie, którzy tego chcą słuchać – bezcenne! Ja jestem po prostu bardzo szczęśliwy z tego powodu, że jakiś etap moich marzeń został spełniony. Chciałem od małolata słyszeć swoje piosenki w radiu i to się spełniło. Wszystkie emisje radiowe bardzo doceniam i bardzo za nie dziękuję. Jakiś czas temu o 6 rano jechałem busem do Warszawy, w którym kierowca słuchał radia. Był pełny autobus, byłem ja i leciało „Nie chcę zapomnieć”. Miałem taką myśl: „oni nie wiedzą, że to moje, a ja wiem”. To jest fenomenalne uczucie i strasznie mi miło, jak takie coś ma miejsce.
JM: Wspomniałeś też, że w piątek [stan na 23 października] wydajesz piosenkę Bujaj. Czy możesz coś więcej o tym singlu powiedzieć?
MG: „Bujaj” jest takim moim trzecim punktem widzenia miłości. Z reguły są te dwie interpretacje piosenek o miłości. Bardzo smutno typu ja chcę, a ty nie chcesz albo się rozstaliśmy. Jest wesoło typu, ja Ci się podobam, Ty mi się podobasz i jest super, będziemy razem i uciekniemy gdzieś daleko. „Bujaj” jest wypowiedzią skierowaną do tej jednej, z którą my będziemy spędzać czas do końca życia, choć nie wiemy, kto to jeszcze jest. Wyśpiewuję to do tej osoby, że sam jeszcze nie wiem, kim jest, ale wiem, że jak już będzie, to piosenka dla niej. W bardzo bezpieczny sposób próbuję przekazać w sobie znany sposób nadzieja, że ten ktoś kiedyś przyjdzie. Nie wiadomo, kiedy, ale jest pewność, że przyjdzie.
JM: Zbliża się też okres świąteczny i rok temu cover Driving Home for Christmas. Czy w tym roku planujesz wydać kolejny cover jakieś świątecznej piosenki?
MG: Tak, mam pomysł, ale jeszcze nie powiem, co to będzie. Jeszcze się waham między kilkoma opcjami. Nie zdradzam za dużo, ale myślę, że też będzie fajnie i się wpasuję w ten świąteczny klimat od innej strony.
JM: A może jakaś autorska świąteczna piosenka? *śmiech*
MG: W tym momencie myślę, że zrobiłbym to za bardzo trywialnie. Chętnie bym spróbował, ale ze względu na czas obawiam się, że nie umiałbym jeszcze wejść w tę sferę takich bardzo popularnych świątecznych piosenek. Zależy mi na tym, aby ta piosenka nie była jak inne. Jednej strony wyśpiewano już niemal wszystko na ten temat, z drugiej chęć świeżego i aktualnego spojrzenia przy moim jeszcze małym doświadczenie, nie pozwala mi na to. W tym momencie wolę pochylić się nad taką piosenką, co już jest i spróbować pokazać ją słuchaczom we własnej interpretacji, niż zrobić coś nowego, co mogłoby wyglądać tak samo.
JM: Tak podsumowując masz 13 piosenek. Zastanawiałeś się może nad tym, żeby wydać z tych wszystkich piosenek, które wydajesz album, czy to jednak jeszcze nie to?
MG: Na pewno rozważam wydanie w przyszłym roku EPki, ale myślę, że to byłyby zupełnie nowe utwory. Chciałbym, aby EPka była kolejnym rozdziałem mojej drogi muzycznej. Jestem dumny ze wszystkich utworów i cieszę się, że ujrzały one światło dzienne, że są słuchane, interpretowane i komentowane. W związku z tym, że cały czas się rozwijam i chłonę różne rzeczy, z perspektywy czasu niektóre utwory zrobiłbym już trochę inaczej, napisał i wyprodukował nieznacznie lepiej. Sądzę, że jestem świadomy muzycznie, coraz bardziej produkcyjnie i chciałbym, aby ta EPka była otwarciem bardziej świadomego mnie. Aczkolwiek na tej EPce pojawiłoby się może „Bujaj” z uwagi też na to, że to jest pierwszy numer, który wyprodukowałem prawie sam. Pomógł mi mój serdeczny przyjaciel TYNSKY, który jest o wiele lepszym „ogarniaczem” tych programów na kompie niż ja oraz wgrał mi trochę gitar. Ale jeśli chodzi o tekst, topline, wstępną produkcję i teledysk, to za wszystko byłem odpowiedzialny ja sam. Więc to jest też takie pełne wyrażenie mojej wizji artystycznej, może w takim początkującym stopniu oczywiście, ale zawsze to coś *śmiech*. Video zrobiłem z kumplem sami u mnie w miejscowości, co pewnie widać w vibe i klimacie.
JM: To może z tych wszystkich utworów, które masz obecnie, poza Bujaj skoro to ma być w EPce, można by było zrobić mixtape tych wszystkich utworów? Jest taka moda u niektórych artystów, aby wydawać przynajmniej w wersji streamingowej utwory i żeby się znalazły w jednym miejscu na Spotify na przykład?
MG: Ma to sens i dzięki za podrzucenie pomysłu. Nie myślałem o tym w ten sposób, bo raczej rozpatrywałem opcje EP’ka, album, ale rozważę pomysł z przyjemnością.
JM: No widzisz, jest jeszcze trzecia opcja. *śmiech*
MG: Tak *śmiech*. Możliwe, że coś takiego mogłoby mieć miejsce. Jeszcze się zastanowię, bo jednak jest taka duża rozbieżność gatunkowa jeszcze we mnie jeszcze, że nie mogę deklarować się tu i teraz na 100%. Z jednej strony mamy to „Chyba” albo „Dla O.” czy „Ciszę”, a z drugiej strony mamy „Kalejdoskop”, który brzmi równo przez cały czas. Zobaczymy. Nic nie obiecuję, nic nie zapowiadam, ale może coś takiego się wydarzy.
JM: Dobrze, w takim razie dzięki bardzo za rozmowę.
MG: Dzięki śliczne.

