Niedawno ukazał się nowy album Margaret. Dwoiste wydawnictwo Siniaki i Cekiny utrzymane w popowej stylistyce jest dojrzałe i introspektywne, ale ma też lżejszą stronę. Miałam okazję porozmawiać z artystką o tym jak wyglądał proces dojrzewania tego materiału, o oczekiwaniach i marzeniach. Przeczytajcie zapis tego niezwykłego wywiadu.
Adrianna Małolepszy: Bardzo się cieszę, że możemy pogadać. Niesamowicie gratuluję albumu, bo jest naprawdę świetny.
Dziękuję bardzo. Troszkę muszę się jeszcze nauczyć jak przyjmować komplementy i trochę się tym stresuję, ale bardzo mi miło.
Adrianna Małolepszy: Pamiętam kilka lat temu, kiedy ukazał się album Gaja Hornby przez jakiś czas używałaś Gai jako swego rodzaju alter ego. Do czego ona Ci była w tamtym czasie potrzebna?
Gaja dała mi trochę odwagi. To był jeszcze moment, kiedy byłam w rozkroku. Już mnie ciągnęło do czegoś innego, nowego, ale jeszcze pewne rzeczy jeszcze mnie trzymały przy tamtej “podłodze”. Gaja była mostem. Gdy myślę o jakiś wielkich zmianach zawsze myślę ogromnej nauce, którą odebrałam od mojej pani psycholog. Zmiany są ważne i potrzebne, ale trzeba być na nie mentalnie gotowym. Gaja była moim przygotowaniem duchowym i mentalnym do zmian.
fot. Radio Rmf.fm
AM: Czuć na niej ten “rozkrok”, o którym mówisz, ale potem zdarzyło się Maggie Vision, na którym udało Wam się zburzyć ścianę między Tobą a słuchaczem. Pokazałaś siebie i dałaś się poznać.
To prawda. Wtedy już byłam po drugiej stronie i stałam mocno na nogach, ale był to też okres buntu i myślę, źe to słychać. Nie przebieram tam w słowach i w ogóle się nie cenzuruję.
AM: A ta płyta jest w moim odczuciu bardzo organicznym kolejnym etapem tego samego procesu.
Tak. Tylko przeszedł mi bunt i mam więcej akceptacji do całej swojej drogi artystycznej. Teraz te teksty może nie są takie dosadne i wprost jak były wcześniej, może jest więcej chowania za metaforami, ale czuję, że już się wyzłościłam i mogłam spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.
AM: Nie ukrywam widzę czasem głosy, że ktoś by chciał Twojego powrotu do tego co było na początku Twojej drogi, ale wydaje mi się, że ta najnowsza płyta bardzo mocno o tę stylistykę zahacza tylko jest bardziej świadoma i Twoja.
Na pewno bardzo chcę się muzycznie rozwijać i być coraz lepsza. Widzę na przykład, że bardzo poszłam do przodu przez te lata tekstowo i wiem, że nadal mam jeszcze mnóstwo do nauczenia się w tej kwestii. Bardzo lubię lirykę np. Taco Hamingway’a. Jego lekkość i patrzenie na świat. To mnie fascynuje. Wciąż mam chrapkę na tę europejską karierę. Ta płyta jest w połowie anglojęzyczna, więc poczyniłam jakieś kroki i to marzenie powoli do mnie wraca. Chciałabym móc pokazać ludziom jak szybko w Polsce rozwija się muzyka i być częścią tego rynku europejskiego. Dużo jeszcze nauki przede mną, ale te marzenia ze mną są.
AM: Ta płyta Cię na pewno do tego zbliża i to nie tylko ze względu na teksty w języku angielskim. Pracowałaś też z producentem z UK.
Tak naprawdę zrobiliśmy tę płytę we czwórkę. Ja, Kacezet, Bhav i Rayan [bickley]. Bhav pojawił się w moim życiu już pod koniec mojego szwedzkiego kontraktu lata temu. Już wtedy wiedziałam, że muszę się stamtąd wyrwać. Pojechałam na camp muzyczny do Dubaju i tam się poznaliśmy. Nasza znajomość przetrwała wszystkie te moje turbulencje, a to rzadkość. Wielu ludzi wtedy mnie opuściło, a Bhav tak po koleżeńsku ze mną został i współprodukował też część albumu Maggie Vision. Teraz jesteśmy teamem zaczęliśmy też pisać piosenki dla innych i świetnie nam się razem działa.
AM: Jak się w ogóle podchodzi do zrywania takiego dużego kontaktu? Jak sobie poradziłaś z tą ogromną na pewno presją?
Przypłaciłam tę decyzję zdrowiem. Chorowałam na depresję. Jeszcze tworząc Maggie Vision wciąż nie było dobrze, choć starałam się to ukryć i trochę udawać. Kiedy masz depresję to wcale nie chcesz o tym opowiadać. Dopiero teraz mogę to robić, bo to jest już za mną i poradziłam sobie z tym. Więc przypłaciłam to zdrowiem, nie ukrywajmy też pieniędzmi, bo trzeba było w pewnym sensie się wykupić, ale wiedziałam już wtedy, że to moje jedyne wyjście i jedyna słuszna droga. Serce rwało mi gdzie indziej, a ludzie, z którymi wtedy pracowałam nie do końca to rozumieli. Nie wiedzieli czemu chcę coś zmienić i wiedziałam, że się nie dogadamy. Było to trochę przykre, bo skończyło się dużo relacji i musiałam zweryfikować pewne rzeczy. Dopiero jak coś nie działa, to widzisz kto przy tobie zostaje. Kiedy powiedziałam publicznie, że muszę zniknąć na trochę, bo mam problemy ze zdrowiem, bardzo wielu ludzi się ode mnie odwróciło.
AM: A jak teraz podchodzisz do budowania nowych znajomości i relacji? Nie jest to trudne?
Miałam taki moment, że zbudowałam wokół siebie mur i się zamknęłam, bo czułam się zraniona, ale teraz go rozbijam, bo ta samotność wcale nie jest szczęściem. Teraz mam taki moment, że staram się znowu ufać ludziom i w nich wierzyć. Wracam do takiej swojej naiwności sprzed dziesięciu lat, bo wydaje mi się, że bez tego troszkę się gorzknieje. Teraz już wiem, że ludzie są różni i każdy ma swoją perspektywę i wybiera dobrze dla siebie, ale warto wierzyć w ludzi, bo ogólnie uważam, że jako ludzie mamy dobrą naturę i chcemy dobrze.
AM: Niesamowite jest to, że niby teraz odeszłyśmy od tematu najnowszej płyty, ale to co mówisz wciąż ją doskonale opisuje. To co właśnie powiedziałaś to kwintesencja Risk It All.
To prawda. To są myśli, którą wciąż ze mną są i wylewają się ze mnie tak samo teraz jak i na utwory, które piszę. To po prostu jest moja historia. Jeśli chodzi o Risk It All, to gdy o niej myślę, mam przed oczami taki kadr: jesteś na zboczu klifu i widzisz przed sobą otchłań oceanu i myśl, że masz skoczyć jest przerażająca, ale w pewnym momencie w życiu właśnie na takim metaforycznym klifie stałam i powiedziałam sobie “skacz, bo nie masz innego wyjścia”. Ten upadek zawsze czegoś uczy, nabija ci siniaki, ale koniec końców uczysz się pływać. To właśnie wszystkie “siniaki” i te trudne sytuacje, a nie te dobre momenty nas budują.
AM: Mówisz o tych siniakach i cekinach, o tym podziale tej płyty. Te dwie części różnią się nie tylko pod względem emocji w tekstach, ale też trochę brzmieniem. Która z tych części daje tobie jako artystce więcej spełnienia choćby na scenie?
Dla mnie jedno wynika z drugiego. Nie da się tego rozdzielić i dla mnie to jest to samo. Nie ma sukcesów bez porażek. To jest ten sam proces. Doskonale wiem, że te wszystkie moje błędy i wyboje doprowadziły mnie do momentu kiedy błyszczę, ale też odwrotnie. Bardzo często kiedy błyszczałam na scenie, pod spodem byłam poobijana. Patrzę na to jak na jedno doświadczenie.
AM: Powiedz mi jeszcze skąd na tej płycie Alvaro?
Mijaliśmy się kilka razy na jakiś festiwalach, ale bliżej poznaliśmy się poprzez Bhava, bo oni razem pracują. Na tej płycie poza Alvaro nie ma tak naprawdę gości, bo czułam, że jeżeli ta płyta ma być o mnie i ma się obronić, to muszę ją zrobić sama. Alvaro pojawił się na sam koniec. Pamiętam kiedy zrobiliśmy pierwszą, polską wersję Hot Like Summer, jeszcze wtedy pod roboczym tytułem Porsche Panamera poczułam, że bardzo bym chciała mieć kogoś autentycznego, kto obraca się w tej muzyce latino. Bardzo się cieszę, że to się udało, bo mieliśmy szansę najpierw się poznać. To było dla nas bardzo ważne.
AM: W ogóle mam wrażenie, że lubisz te latynoskie rytmy.
Oj bardzo. Cała płyta MTV Unplugged była osadzona w kubańskim klubie. Całość była inspirowana zespołem Buena Vista Social Club. Od niedawna spędzam też zimy w Hiszpanii, uczę się języka, poznaje kulturę… Wydaje mi się, że ogólnie Polakom jest blisko do Hiszpanów. Mamy podobne serca i temperamenty, tylko nie mamy słońca.
AM: To co mam wrażenie udało się idealnie w kontekście tej nowej płyty to dobór utworów promujących. Pokazałaś nimi wszystkie kolory materiału. Pamiętam jak te dwa lata temu jeszcze zupełnie bez kontekstu usłyszałam Niespokojne Morze i już wiedziałam, że będzie dobrze.
Muszę przyznać, że wtedy, po tej mojej erze rapowej trochę kręciłam się w kółko. Robiłam nowe utwory, ale czułam, że to nie do końca gra i Niespokojne Morze było tym pierwszym numerem, przy którym poczułam ten dobry kierunek. On rozpoczął cały proces. Dzięki niemu pojawił się pomysł na tę dualistyczną płytę. Na te siniaki i cekiny. Dlatego pomimo, że ten numer wyszedł dwa lata temu, chciałam żeby znalazł się na płycie.
AM: To jest fajne też pod względem tego, że pokazałaś ten proces i to jak długo to tak naprawdę zajmuje.
Teraz gdzieś nastał taki trend, że trzeba wydawać non stop, kolejną, następną, a wydaje mi się, że warto czasem poczekać i dać czemuś dojrzeć. Cały ten proces we mnie dojrzewał. Pomiędzy działy się rzeczy, zbierałam doświadczenia, historie. Te historie zawarte w tekstach to nie są rzeczy zebrane w ciągu trzech miesięcy, tylko niekiedy nawet sięgające do mojego dzieciństwa. Musiałam przepracować to wszystko najpierw ze sobą, a dopiero potem się nimi dzielić.
Przy różnych numerach jest różny ładunek emocjonalny, to są oczywiście świadome decyzje, ja to wydaję i wiem z czym to się wiąże, ale czasem trudno mi opowiadać w kontekście rozrywkowym o tych emocjach bo są bardzo intymne. Przy tej płycie jest mi już dużo łatwiej niż na przykład przy Maggie Vision, bo teraz już to wszystko aż tak we mnie nie buzuje.
AM: Jest jeden numer, o który chciałabym Cię zapytać czyli Dalej biegnę. Ładunek emocjonalny jest tam bardzo duży, a może łatwiej będzie o nim mówić niż o niektórych innych.
Uwielbiam go. Każdy z nas przechodzi przez różne rzeczy i potrzebujemy czasu i przestrzeni, żeby przerobić sprawy które nas bolą, ale przychodzi taki moment w radzeniu sobie z tym co nas boli i jest niewygodne, że trzeba postawić kropkę i otworzyć nowy rozdział. Musimy w końcu sami, we własnym odpowiednim czasie podjąć tę decyzję i pójść dalej. Sama stałam kiedyś w takim momencie, że mogłabym się jeszcze troszkę “popaplać w swoim błotku”, ale postanawiam, że wybieram szczęście. Ta piosenka też o tym jest. “Idę dalej choć nie chcę”, nie mam na to siły, ale wiem, że muszę domknąć pewne rzeczy, iść dalej i wybieram życie i szczęście.
AM: Od kilku lat zabierasz nas w piękną podróż po swoich emocjach tak bez filtra i to jest piękne.
Bardzo dziękuję.
AM: Na koniec chciałam zapytać o jeszcze jeden projekt czyli o film dokumentalny Pieśń Wielorybów, w którym przyjęłaś rolę lektorki.
Ten projekt przyszedł do mnie sam. Jestem psychofanką wszystkich dokumentów przyrodniczych i głosu pani Czubówny. Kiedy ta propozycja do mnie przyszła, moją pierwszą reakcją było pytanie dlaczego nie poprosili jej. Dla mnie było to oczywiste, że to ona powinna się tym zająć. Zawsze używałam swojego głosu do śpiewania, a teraz w kontekście opowiadania i narracji odkryłam jego inne oblicze. Jakąś łagodność i wyciszenie. Piękna była dla mnie mądrość wielorybów. One chyba lepiej się komunikują od nas i to było bardzo pouczające.
AM: A nauczyłaś się o swoim głosie czegoś co jesteś w stanie przenieść na śpiewanie, mikrofon, scenę?
Wydaje mi się, że to trochę dwie różne rzeczy i chyba na śpiew nie da się tego przełożyć, ale zaczęłam odkrywać nowe tony swojego głosu w kontekście mówienia. Teraz przygotowywuję trasę koncertową Siniaki i Cekiny i staram się w koncercie opowedzieć jakąś historię. To nie będzie tylko granie tych piosenek, będzie też historia. Cały koncert wizualnie i ideowo rozgrywa się na ringu bokserskim gdzie jest przeprowadzana terapia ze mną. Będą to koncerty plenerowe. Mam też okazję wystąpić na Openerze co jest dla mnie bardzo wyjątkowe. W tym kontekście na pewno biorę trochę doświadczenia z tego dokumentu. W mówieniu i przekazywaniu emocji. Porusza się wtedy zupełnie inne struny.
AM: Brzmi fantastycznie! Serdecznie Ci gratuluję i trzymam kciuki!