Już za tydzień tj. 3 lutego poznamy polskiego reprezentanta Polski na 68. Konkurs Piosenki Eurowizji. Jednym z kandydatów, który zadeklarował udział w polskich preselekcjach o bilet do Malmö jest Marcin Maciejczak. W 2023 roku wydał singiel Pillow Book (coś nie o mnie), który był przedsmakiem dla propozycji, które Marcin szykuje dla swoich fanów, jak i fanów samego konkursu. Z Marcinem porozmawiałam o samym singlu, przygotowaniach eurowizyjnych oraz o poeurowizyjnych planach.
Julia Maciąg: Poprzedni rok zaowocował u Ciebie w nową muzykę, a konkretniej w singiel Pillow Book (coś nie o mnie). O czym opowiada ta piosenka?
Marcin Maciejczak: Piosenka „Pillow Book” jest dla mnie połączeniem moich artystycznych wizji i inspiracji filmem Petera Greenawaya „Pillow Book”. Greenaway w swoim filmie łączy dwie rzeczy: intymność i artyzm. Wydawało mi się to bardzo fascynujące i spójne z jakimiś moimi wyobrażeniami o sztuce i tak powstał „Pillow Book”, który jest dla mnie bardzo intymny.
JM: Czy ten utwór jest zapowiedzią jakiegoś większego projektu u Ciebie w dyskografii?
MM: Wydaje mi się, że może być zapowiedzią EPki, ale też nie jestem w stu procentach pewny. Pracuję obecnie z kilkoma producentami. „Pillow Book” zrobiłem z Chloe Martini, z którą stworzyliśmy moją poprzednią EPkę „hypno”, mamy jeszcze kilka piosenek nad którymi pracujemy. Są bardzo różne, zobaczymy gdzie nas te nasze eksperymenty zaprowadzą.
JM: Skąd pomysł, aby z takich spokojnych, melancholijnych utworów, które były na Twoim albumie Tamte dni oraz na hypno stworzyć elektroniczny, wręcz taneczny utwór taki porywający do życia?
MM: Właśnie do życia to jest bardzo dobrze powiedziane, bo te moje poprzednie piosenki są wypełnione nie to że smutkiem, ale taką dużą nostalgią i myślę, że przez to chciałem wyjść z tego szeregu i stworzyć coś zupełnie innego, coś co ma powtarzający się bit, coś co można puścić na imprezie. Ale na pewno nie porzucam nostalgii.
JM: Jeszcze wyszedłeś z takiej marzycielskiej strony, takiego myśliciela wręcz i to jest bardzo zauważalne. Zauważyłam też, że każdy Twój projekt zmienia Twój klimat. Czy ten projekt muzyczny, który szykujesz dla nas wszystkich też będzie nawiązywać w stronę Pillow Book czy będzie to coś zupełnie innego?
MM: Chciałbym, aby to wszystko było takie wręcz konceptualne i staram się tworzyć, można by tak powiedzieć ery. Wydając piosenkę i np. zmieniając kolor włosów, wizerunek, staram się pokazywać też fanom tę wizualną stronę. Super, że tak też to odbierasz, bo mi na tym bardzo zależy. A czego fani mogą się spodziewać? Myślę, że piosenka „Pillow Book” jest rozpoczęciem takiej mojej drogi poszukiwań. Też EPka „hypno” była takim troszkę eksperymentem dla mnie, bo ja też potrzebuję takich zmian, potrzebuję szukać, potrzebuję eksplorować nowe rejony w muzyce, modzie, sztuce.
JM: Dokładnie tak. A swoją drogą Pillow Book, jak już wspomniałeś, jest Twoim kolejnym projektem wykonywanym z Chloe Martini, bo jak wiemy pomagała Ci też w tworzeniu hypno. Czy odpowiada też za Twoje eurowizyjne propozycje, które szykujesz?
MM: Jeśli chodzi o moje eurowizyjne propozycje, to sięgnęliśmy po producentów z kilku rożnych krajów bo zależy mi zarówno na tym, żeby poznawać inne rynki muzyczne, jak i na tym, żeby piosenka na Eurowizję powstała z większą ilością twórców i z udziałem twórców, którzy wiedzą jak do tego tematu podejść. Przez pół roku powstało kilka naprawdę dobrych, fajnych demówek i finalnie na tegoroczną Eurowizję postawiliśmy na dwie stworzone z portugalskimi twórcami. To była dla mnie zupełnie nowa rzecz, loty do Lizbony, zupełnie inne podejście do pisania piosenek, inny sposób nagrywania wokali. Super doświadczenia i rozwój bo kilka razy musiałem wyjść ze swojej strefy komfortu, przeskoczyć jakieś własne ograniczenia w myśleniu o moim wokalu, sposobie śpiewania. To były też dla mnie pierwsze razy, kiedy musiałem komunikować się podczas pracy w studiu w języku angielskim, więc przekraczałem barierę językową. Myślę, że te utwory mogą być dla wielu osób zaskakujące.
JM: A jak z samą Chloe się pracuje, bo jak wcześniej wspomniałam, to nie jest Twój pierwszy projekt z nią?
MM: Chloe na pewno bardzo rozumie moje wizje i koncepcje. Myślę, że z racji tego, że jest młodą osobą, bardzo mnie rozumie i czuje klimat, w jakim chcę iść. Często też pcha mnie w rejony, o których sam bym nie pomyślał, pokazuje mi inspiracje, których nie znam.
JM: Jak określiłbyś klimat, jaki możemy się spodziewać z Twoich eurowizyjnych zgłoszeń? Są też one pokroju Pillow Book?
MM: Są one kompletnie od siebie różne i na tym bym poprzestał, nie chcę więcej zdradzać.
JM: Skąd w ogóle pomysł, że zgłosić dwie propozycje, a nie jedną?
MM: Mam jakąś wizję tego, jak powinien brzmieć mój utwór na Eurowizję. A tak naprawdę kilka wizji. Mając te dwie propozycje, których jestem pewien, chcę po prostu poddać ocenie je obie. Mam świadomość jak wielkie są te utwory i możecie być pewni, że niezależnie od Eurowizji usłyszycie je oba.
JM: Czyli nie masz takiego ulubieńca spośród tej dwójki?
MM: Hmmm… są u mnie na równi, więc nie będę ich ze sobą zestawiać *śmiech*.
JM: Skoro mówiłeś, że więcej nie zdradzisz informacji na temat utworów, to czyli nie zdradzisz przybliżonej daty premiery utworów?
MM: Właśnie to wszystko zależy od tego, jak się potoczą te wewnętrzne preselekcje. Dla mnie wydanie tych utworów jest ważne. Nie chciałem tak pochopnie i szybko ich udostępniać i tak szybko ustalać premiery pod to, że są preselekcje. Jest to dla mnie duże wydarzenie, nie tylko eurowizyjne. Są dla mnie ważne ze względu na to, w jakich okolicznościach powstawały, jakie brzmienie prezentują i jaką jakość za sobą niosą. Myślę, że wyznaczą kierunek mojej drugiej płyty.
JM: Jak zareagowałeś na informację, że preselekcje będą miały charakter wewnętrzny? Miałeś już koncept, jak będzie wyglądać cały Twój występ, czy jeszcze nie myślałeś nad tym?
MM: Myślę, że te preselekcje są dla mnie dobre z racji, że prezentuję dwie piosenki. Bo jeśli chodzi o te preselekcje koncertowe, to równałoby się to z tym, że musiałbym wybrać tę jedną. Oczywiście koncept na te utwory i ich oprawę już mam, bo to się rodziło już podczas pierwszych prac nad kompozycjami, tekstami, więc jestem na to gotowy. Jeśli zostałbym wybrany, będę solidnie przygotowany, bo te przygotowania już trwają niezależnie od decyzji telewizji. Ja się cieszę, że są wewnętrzne preselekcje. Pracuję i czekam po prostu na informację, co się dalej wydarzy.
JM: Dlaczego zdecydowałeś o tym, żeby nie wysyłać Pillow Book na preselekcje? Czego ten utwór w ogóle nie ma, co akurat mają te dwie propozycje?
MM: Uwielbiam „Pillow Book” ale ja wymagam totalnie czegoś innego od eurowizyjnej piosenki. „Pillow Book” jest ciekawą piosenką w mojej dyskografii ale zupełnie po co innego ją stworzyłem.
JM: A co według Ciebie brakuje na eurowizyjnej scenie muzycznej, co na przykład mógłbyś Ty dostarczyć?
MM: Na samej Eurowizji dzieją się fantastyczne rzeczy. A jeśli pytasz o polskie propozycje to powiedziałbym, że różnorodności, lekkiej świeżości i przygotowania. Eurowizja nie powinna być traktowana jako element promocji singli, które nie są na nią napisane.
JM: O bilet do Malmö walczy wielu artystów, w tym ci, z którymi pracowałeś. Kto z wiadomych nam kandydatów oraz piosenek są Twoimi faworytami?
MM: Zupełnie nie mam jeszcze faworytów. Słuchałem propozycji Justyny Steczkowskiej, nie słyszałem Luny.
JM: Luna ma premierę 24 stycznia.
MM: Na pewno przesłucham.
JM: Co planujesz po tym całym eurowizyjnym szale?
MM: Chciałbym się skupić na tym, aby dokończyć numery, które rozpocząłem w studiu i dążę do wydania kolejnej płyty. Ale największym planem na ten rok, jest zdanie matury.
JM: Oby się te plany udały. Dziękuję bardzo za rozmowę.
MM: Super, dzięki.
