Duet, a zarazem małżeństwo Paulina Lenda i Piotr Kozub, pod szyldem LENDA/KOZUB wydali nie dawno swoją alternatywną EPkę zatytułowaną Zabawa w Dom. W związku z jej premierą mieliśmy okazję porozmawiać między innymi o ich obecnym podejściu do muzyki, inspiracjach, o tym co jeszcze skrywają w rękawach oraz jak to jest pracować ze swoją drugą połówką.
Przeczytajcie zapis wywiadu.
Adrianna Małolepszy: Wasza EPka „Zabawa w Dom” jest już dostępna wszędzie. Jak się czujecie? Jak emocje?
Paulina: Dla Nas właściwie nic się nie zmieniło poza tym, że teraz jest to publiczne. My już się przyzwyczailiśmy do tego materiału i znamy go na pamięć, ale odczuwamy chyba ulgę, że w końcu te kompozycje ujrzały światło dzienne. Premiera miała mieć miejsce w zeszłym roku, ale niestety przez pandemię nam się nie udało.
Piotr: W tym roku stwierdziliśmy, że to ten czas i chcemy jak najprędzej pokazać to światu. Jesteśmy duetem, który robi wszystko sam i kamień trochę spadł z serca, bo powoli zaczynało brakować nam czasu, snu i dopadało nas lekkie zmęczenie. Te dwie EPki będą dla nas wyznacznikiem i wskażą kierunek…
Adrianna Małolepszy: Dwie?
Paulina: Druga jest w fazie planowania. Materiał który nagraliśmy z Marcinem Borsem rozbiliśmy sobie na dwie osobne płyty. Nowe piosenki odpoczywają na dysku już od jakiegoś czasu i czekają na swój moment. Pierwszy utwór z drugiej EPki pojawi się może już pod koniec wakacji, może na początku września. Po ostatnich miesiącach jeszcze bardziej doceniamy ludzi, którzy na co dzień zajmują się wydawaniem muzyki – managerów, grafików, wytwórnie… Dopada nas ostatnio zwątpienie i czasem chcielibyśmy tylko tak po prostu pisać, tworzyć i nagrywać kolejne kompozycje. Z nami nie ma jednak drogi na skróty, dlatego oddaliśmy się temu w 100%, by mieć pieczę nad tym pierwszym dzieckiem i „wychować” je do końca po swojemu.
Piotr: Ostatnio zastanawialiśmy się, czy właściwie nie lepszym rozwiązaniem byłoby dla nas po prostu wrzucać muzykę do sieci i odpuścić zajmowanie się tymi wszystkimi dodatkowymi aspektami, zwłaszcza, że na co dzień robimy także inne rzeczy, jako instruktorzy pracujący z dziećmi i młodzieżą, ale i ghostwriterzy. Trochę zaczyna brakować czasu na to wszystko.

Adrianna Małolepszy: Jak się pracuję z kimś, z kim żyje się na co dzień? Jesteście w stanie wydzielić sobie czas na kompletny relaks bez myślenia o muzyce i pracy?
Piotr: Są takie momenty, chociaż jest ich mało. Od razu kiedy o to zapytałaś, pomyślałem o takim momencie mniej więcej koło północy, kiedy siadamy do projektora i oglądamy filmy. Trzeba przyznać, że ostatnio bardzo niewiele graliśmy koncertów, ale to akurat z wiadomych względów…
Paulina: W zasadzie, to od momentu przebudzenia się, nasz wolny czas poświęcamy muzyce. Przy czym trzeba przyznać, że mówimy tutaj tylko o ostatnich miesiącach. Wcześniej było trochę inaczej, ale nawet wtedy, w wolnym czasie ta muzyka towarzyszyła nam nieustannie. Tworzymy też dla innych jako ghostwriterzy, ale to już relaks i zabawa!
AM: Ghostwriting to bardzo konkretna rzecz. Czy faktycznie zdarzyło się tak, że coś napisaliście, a Wasze nazwiska nie były wymienione?
Piotr: Tak i oczywiście nie mamy z tym problemu, bo to sam proces twórczy sprawia nam największą frajdę.
Paulina: Kiedy z kimś pracujemy, staramy się nawiązać jakąś nić porozumienia, poznać historię tego człowieka, jego inspiracje i oczekiwania. Pisać tak, by był to utwór, który ta osoba od razu poczuje, pokocha.
AM: A jak u Was wygląda podział? Kto pisze tekst, kto muzykę?
Paulina: Zazwyczaj ja piszę teksty, a muzykę tworzymy razem. Piotr zajmuje się natomiast stroną produkcyjną i aranżacyjną.
Piotr: Choć to wszystko bardzo często nam się przeplata i tak naprawdę to w duecie jesteśmy najsilniejsi jako twórcy.
Chciałabym zahaczyć też o to co było wcześniej. Mam na myśli Our House By The Lake. To była trochę inna muzyka, bardziej akustyczna, mniej pazura i po angielsku, ale skąd pomysł, żeby zacząć teraz od zera z zupełnie nowym projektem, pod inną nazwą?
Piotr: Our House By The Lake był to pomysł, który urodził się właściwie na samym początku naszej przygody z dźwiękami i było to wtedy dużo bliższe naszym rdzennym inspiracjom i naszemu akustycznemu graniu. Zaczęliśmy bawić się w bardziej przestrzenne granie, używać loopera. Pomysł był taki, by grać tę muzykę za granicą.
Paulina: Co wiązało się z planami wyjazdowymi i naszym początkiem grania za granicą, jako uliczni buskerzy. Wydaliśmy EPkę jako OHBTL, ale już wtedy ciągnęło nas do elektroniki, to był proces… Akustyczne brzmienia oczywiście często do nas wracają i bardzo często właśnie tak zaczynamy pisać i tworzyć, bo to w 90% nasz fundament. Jesteśmy jednak duetem, który nie analizuje za dużo i robimy wszystko na czuja. Wtedy to właśnie to grało nam w duszy.
Piotr: Nie myśleliśmy też za dużo o budowaniu brzmienia czy swoistej „marki”. Dla nas w danym momencie ma być to po prostu szczere, bo to jest najważniejsze zarówno w procesie twórczym jak i w kontakcie z słuchaczem. Razem często robiliśmy sobie też powroty do przeszłości i w domu głównie zapuszczaliśmy utwory, na których nas wychowano… Tak ruszyliśmy z kolejnymi materiałem!
Paulina: Po EP-ce „Almost There”, miała być podróż poślubna, a zamknęliśmy się w domu, bo pomysły na kompozycje same zaczęły nas nawiedzać. Dużo działo się w tym czasie i koniec końców – nie wyjechaliśmy, a pomysł wyjazdu odwlekaliśmy w czasie, aż pojawiła się szansa na współpracę z Marcinem Borsem, o której po cichu marzyliśmy. Nie chcieliśmy jednak robić tego pod żadnym szyldem, a szczerze opowiadając nasze własne historie jako „ta Lenda” i „ten Kozub”…

AM: Z tego co widziałam, sama „Zabawa w Dom” powstawała dość długo. Gdzieś słuchałam na przykład wykonanie „Boo Hoo” sprzed roku. W jakim mniej więcej okresie się to rodziło?
Paulina: Te utwory powstawały tak naprawdę zaraz po naszym ślubie, już w 2018 roku. Byliśmy głodni tworzenia i wtedy powstało „Tu To”, zaraz potem „Boo Hoo”. Wtedy te klimaty bardzo przenikały się z Our House By The Lake, ale w głowie rodziły już powoli pomysły na bardziej rozbudowane aranżacje i większą ilość elektroniki.
Piotr: Ta druga planowana EPka będzie jeszcze większym odlotem, ale materiał ten pod kątem brzmienia nie będzie za bardzo odbiegał od naszej „Zabawy w Dom”, pojawi się na pewno większa ilość synthów! Kompozycje z drugiej EP pod kątem dopracowania, osobiście jednak bardziej nam się podobają, są bardziej spójne. A to dlatego, że wtedy w studio nagraniowym u Marcina odnaleźliśmy wspólny język i było już z górki!
AM: Skoro już wspomnieliście o „Tu To”, skąd pomysł, by w tekście i teledysku poruszyć tematykę przynależności i korzeni?
Piotr: Tak naprawdę początkowo miał to być utwór o nieszczęśliwej miłości do naszego kraju, a stał się kompozycją o tęsknocie i poszukiwaniu właśnie tej przynależności.
Paulina: Przez pewien czas mieszkałam w Londynie, a Piotr przeżył swoją przygodę w Stanach Zjednoczonych. Od zawsze ciągnęło nas do emigracji i czuliśmy, że coś tutaj jest nie tak, ale cały czas zastanawialiśmy się o co chodzi. Ja zawsze byłam zagorzałą patriotką i bardzo kochałam nasz kraj. Analiza tego, co się tutaj dzieje w ostatnich latach, skąd wzięła się aktualna sytuacja, ale i świadomość tego, że jesteśmy takim kolosem na glinianych nogach, spowodowała, że wrócił do nas ten temat i myśli o wyjeździe. Ten tekst porusza jednak aspekty tego, dlaczego wróciłam, co tak naprawdę trzyma mnie tu na miejscu i skierowany jest głównie do ludzi, którzy mieli podobne problemy, które miałam ja, wyjeżdżając za granicę. Brak poczucia tożsamości, konieczność przełamywania barier, tęsknota za bliskimi, tęsknota do miejsc, chwil i ważnych wspomnień… Co najlepsze, w tej chwili już tak mocno nie utożsamiam się z tą piosenką i zupełnie inaczej na to patrzę.

AM: A jak?
Paulina: Powiedzmy, że wzięłam rozwód z własnym krajem. Rozwód, ale taki pokojowy, bo nadal wychowujemy wspólnie „dzieci”, tworząc taką „patchworkową rodzinę”… Nie akceptuję już po prostu pewnych rzeczy, na które kiedyś przymykałam oko. Mam dość odwracania głowy, kiedy komuś dzieję się krzywda. Zaczynam zauważać coraz więcej przywar i minusów. Do tych wniosków doszłam głównie dzięki naszym wspólnym wolnym tygodniom w okresie pandemii, które spędzaliśmy wspólnie przed projektorem, oglądając ogrom filmów i wkręcając się w dyskusje zaraz po seansach i prywatne lekcje historii z Piotrem. Ma ogromną wiedzę w tym zakresie, a ja przyznam, że zawsze trochę zasypiałam na tych lekcjach w szkole. Zauważamy też coraz więcej luk w polskim biznesie muzycznym, wychowaniu, kulturze, edukacji. To po prostu boli i zaczyna odpychać.
AM: Wspomnieliście o zajawce Piotra na temat historii, więc bardzo bym chciała nawiązać do utworu „Onoda”, który jest ostatnim singlem z EPki. Ten tekst jest bardzo ciekawy. Opowiedzcie mi coś o nim.
Paulina: Faktycznie, gdyby nie Piotr i jego zajawka historyczna, to ta piosenka prawdopodobnie w ogóle by nie powstała. Zaczęliśmy szukać wielu informacji historycznych i dokopaliśmy się do historii Hirō Onody, która rozwaliła nas zupełnie. Mowa oczywiście o japońskim żołnierzu, który przez 29 lat po wojnie pozostawał w ukryciu, nie chcąc się poddać. Zostało mi to w głowie do tego stopnia, że nie mogłam przestać myśleć o tej postaci. Myślę, że wielu z nas ma w sobie trochę z Onody, a co więcej to nie tyczy się tylko jakiejś upartości i oddaniu swoim przekonaniom, czy przywiązaniu do ego. Coraz więcej ludzi opowiada się na śmierć i życie po jednej stronie, choćby patrząc na nasze życie polityczne. Coraz mniej osób stara się stanąć po środku, coraz mniej ludzi analizuje, obserwuje, rozmawia ze sobą. Wszyscy powielają te same hasła i wycierają sobie nimi twarze. Historię i upartość Onody przełożyłam na tematykę relacji związkowych, bo inspirują mnie mocno wojny w związkach. Boje, w których nie można dojść do żadnego kompromisu. Oboje mamy ostre charaktery i przez to bardzo często nasze kłótnie eskalują. Piotr – „uparty Ślązak”, ja – „uparte Jugosławiańskie nasienie”… A przecież żadne z nas nie wyjdzie z tego pola bitwy cało, więc dlaczego by nie stanąć na przeciwko siebie i nie zrobić sobie swojego własnego „Rozejmu Bożonarodzeniowego”? Wiem, że to nie tylko nas dotyczy i wielokrotnie grając ten utwór, po koncercie, czy festiwalu, ludzie opowiadali mi swoje własne historie… Tempo życia powoduje, że bardzo ciężko jest nam w tych czasach zbudować trwałą relację, ale przede wszystkim zawalczyć o nią, walcząc tym samym z własnym charakterem i upartością. Tyle mogę powiedzieć od siebie, ale chciałabym, by każdy ten tekst potraktował po swojemu. Będąc kiedyś na festiwalu, gdzie wygraliśmy właśnie z tą piosenką, słuchając werdyktu jury i tego co mają do powiedzenia na temat warstwy lirycznej, byłam w szoku! Bo okazało się, że odkryli w nim coś, o czym ja w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, sklejając te słowa w całość. Zatem interpretację zostawmy zawsze każdemu z osobna.
AM: Wspominaliście, że utwory z drugiej EPki, która ma się dopiero ukazać, są Wam bliższe. Czy w takim razie na tej jest coś czego nie powinno na niej być? Podjęlibyście inne decyzje?
Paulina: Nie, tutaj nie ma nic przypadkowego, ale w sieci pojawią się jeszcze trzy osobne numery, które nagraliśmy razem z Marcinem Borsem, bo nie pasowały nam na żaden z dwóch albumów. Dwa takie utwory w zasadzie już się pojawiły. Jeden, to piosenka „Nie, bo nie!”, wydana w trakcie strajku kobiet, a drugi, to najważniejsza dla mnie kompozycja, która zupełnie nie pasowała na album i nosi tytuł „To, co mam”. Utwór ten pojawił się po raz pierwszy w finale Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, bo doszliśmy do wniosku, że tak osobistą historię chcielibyśmy zaprezentować na naprawdę szczególnej imprezie…
Piotr: Na dysku mamy jeszcze ukryty utwór „Powolutku”, ale na niego też przyjdzie pora! Za to taką moją ulubioną piosenką z „Zabawy w Dom” jest chyba piosenka „Nie Było Miejsca”. Kiedy ją słyszę to od razu mam w głowię stare czarno-białe filmy. To jest coś, czego jako instrumentalista nigdy wcześniej nie miałam okazji nagrać. Ale wszystkie te utwory chciałbym zagrać już na żywo i nie mogę się doczekać pierwszych koncertów!
AM: Muszę jeszcze zapytać o okładkę, bo bardzo współgra z klimatem EPki. Kto wymyślił ten koncept? Skąd on się wziął?
Paulina: Za wszystkie zdjęcia odpowiada Wiktor Franko. Współpraca z nim, tak samo zresztą jak w warstwie muzycznej z Marcinem Borsem, była naszym marzeniem. Nie myśleliśmy, że to się uda, choć podziwiamy jego zdjęcia i kochamy jego „oko” od dawna. Po przesłuchaniu materiału zgodził się w ciemno, co ogromnie nas ucieszyło! A w trakcie sesji okazało się nagle, że nadajemy na tych samych falach i poza tym, że Wiktor jest genialnym artystą, okazał się zwyczajnie cudownym gościem!
Piotr: Jesteśmy ludźmi, którzy w swojej wiecznej czerni mogą wydawać się dość posępni, dlatego szukaliśmy czegoś co z jednej strony będzie odbiegało od klimatów akustycznych i tego, jak postrzegano nas dotychczas, z drugiej strony czegoś, co będzie „nowe” i kolorowe, jak ten materiał, oddalając się także od naszych dawnych sesji. To miało być wyraziste i inne! Ta muzyka jest czymś, co może zaszokować wielu ludzi, więc chcieliśmy by zdjęcia także takie były, choćby pod względem barw.
Paulina: Nie chcieliśmy jednak w tym wszystkim zmieniać siebie, ale Wiktor znalazł idealne miejsce na naszą okładkową sesję i wtedy pojawił się pomysł, by każdy z tych singli miał swoją barwę. Tak więc każdy utwór ma inny kolor, poruszamy się w innych odcieniach, co utrwaliliśmy także w teledyskach, ale to już musicie sprawdzić sami!
AM: Bardzo Wam dziękuję.
Paulina&Piotr: My również pięknie dziękujemy! Do zobaczenia „gdzieś po drodze”!

