„Musieliśmy przejść przez całą gamę emocji w naszej relacji, a […] każda niewygoda ma jakiś głębszy sens”. Wywiad z KiM

Doświadczony już mocno w branży Jacek Chrzanowski znany m.in. z zespołu Hey, z żoną Edytą wkraczają oficjalnie na rynek muzyczny jako KiM ze swoją wspólną płytą Opowieści! Niesamowicie emocjonalne utwory i minimalistyczna paleta zarówno barw jak i dźwięków to chyba jej znaki szczególne.
Miałam okazję porozmawiać z artystami na temat albumu i zagłębić się troszkę w to co na nim znajdziemy. Przeczytajcie zapis tej wyjątkowej rozmowy o brzmieniach i emocjach.

Adrianna Małolepszy: Po pierwsze serdecznie gratuluję, bo płyta już jest!


Dziękujemy!


Edyta: Bardzo się cieszymy, że pomimo tak rozciągniętego w czasie procesu twórczego
udało się wydać album.


AM: Pierwszy singiel wychodził dość dawno temu. Skąd taka długa droga do tego
momentu, w którym teraz jesteśmy?


Jacek: To był naturalny proces. Jesteśmy parą od wielu lat i jakiś czas po tym jak się
poznaliśmy zaczęliśmy robić sobie w domu piosenki, troszkę się ich nazbierało,
pracowaliśmy nad nimi i przyszedł moment, kiedy stwierdziliśmy, że fajnie byłoby to wydać.
Ale sam ten proces stricte wydawania tego materiału trwał te standardowe około dwa lata.


AM: No i mieliście dość trudny moment do wydawania czegokolwiek.


Jacek: Świat miał trudny moment. To nie dotyczyło tylko nas. Każdy musiał się w tym jakoś
odnaleźć.


AM: Patrząc na tę płytę, mam wrażenie, że ten trudny moment nie był jej obojętny.
Jest niesamowicie ciekawa pod względem tego jakie emocje tam poruszacie.


Edyta: Jeżeli mówisz o tym, że to pandemia wpłynęła na treści krążka- szanuję twoje
skojarzenie ale tak naprawdę te teksty nie powstawały w trakcie pandemii. Mocno
zapraszam odbiorców do tego by odnajdywali odbicie własnych doświadczeń w treściach
„Opowieści” jednak dla nas te dwa lata zamknięcia to był przede wszystkim czas przetrwania
a nie tworzenia. Tak na przykładzie pierwszego singla „Może” tekst powstał w większości w
formie białego wiersza około 2015 roku.


AM: Jacek, Ty też napisałeś jeden z tekstów. Może kiedyś będzie więcej.


Jacek: Może. Ja na co dzień nie odczuwam potrzeby pisania. Nie ciągnie mnie do tego,
wolę robić muzykę. Napisałem ten tekst, bo jakiś czas temu zrobiliśmy piosenkę do wiersza
Mirona Białoszewskiego, nie chcieliśmy umieszczać piosenki z jego wierszem na płycie
więc do tej piosenki napisałem własny tekst.


AM: Bardzo bym chciała, żebyście powiedzieli mi coś na temat utworu Lucyfer.


Edyta: Jest to jedyny tekst na płycie, który napisałam w całości w chwilę, słuchając
napisanej przez Jacka kompozycji instrumentarium. Jest to abstrakcyjna historia dotykająca
zaborczej miłości, w której jedno z kochanków z obawy przed utratą drugiego podąża
nieświadomie ścieżką autodestrukcji.


AM: Jest jeszcze tekst do wspomnianego już Może. Absolutnie niesamowity.
Poruszasz w nim bardzo trudne emocje. Ciężko było się do nich “dokopać”?


Edyta: Przede wszystkim – Dziękuję. Myślę, że wszystkie dobre teksty są rezultatem czegoś
z czymś się kiedyś mocowaliśmy. Albo tego co Nas autentycznie uskrzydlało. „Może” jest
odpowiedzią na te wgrane hasła, które słyszeliśmy dorastając. Na te wszystkie
niekoniecznie odżywiające epitety, które niestety bardzo wpływają na to jakim głosem
zwracamy się do siebie w myślach w dorosłym życiu.


AM: To co mi się niezwykle w tej płycie podoba to jej warstwa muzyczna. Jest bardzo
oszczędna w środkach, a jednocześnie wciąż różnorodna. Jak udało się to osiągnąć?


Jacek: Ta płyta na pewno jest sumą wieloletnich doświadczeń. Ze mną jest trochę tak, że im
dłużej gram, tym mniej gram. Potrzebuję mniej dźwięków, żeby wyrazić to, co chcę.
Jak byłem młodszy to wkładałem do utworów setki dźwięków, żeby pokazać, że potrafię
grać. Teraz doszedłem do tego, że mniej znaczy często więcej. Do tego dążymy.


AM: Jest też na tej płycie numer, który nie jest autorstwa żadnego z Was. Skąd tam
wziął się Lech Janerka?


Jacek: Jestem wielbicielem twórczości Leszka już od bardzo wielu lat. Śledzę to co robi. Tej
piosenki nie miało być na płycie. Zrobilliśmy ją z myślą o koncertach i tak nam się ta wersja
spodobała, że postanowiliśmy ją na niej umieścić.
Poza tym uważam że jej tekst jest ponadczasowy.


Edyta: Dodam jeszcze tylko, że kiedy się poznaliśmy i mieliśmy takie wieczory wzajemnego
zaciekawienia (i też obaw) czy trafimy nawzajem w swoje gusta muzyczne, Jacek pokazał
mi właśnie ten utwór Lecha Janerki, a emocji, które mi towarzyszyły od pierwszego przesłuchania „Ta zabawa nie
jest dla dziewczynek” nie da się opisać słowami. Było w tym coś ogromnie przejmującego. I tak wciąż jest niezależne od upływu czasu.


AM: Macie odmienne zdania? Bo na płycie tego nie czuć.

jacek: To dobrze!
Bardzo dużo dyskutujemy i się ścieramy. Skoro mówisz, że tego nie czuć to znaczy, że są to
starcia konstruktywne.


AM: To jak się dogadujecie, żeby finalnie nadać temu kształt, z którego oboje
jesteście zadowoleni?


Jacek: Łatwo nie jest! Finalnie oczywiście zawsze osiągamy kompromis.


Edyta: Mam wrażenie, że właśnie dzięki temu, że jest między nami żywa dyskusja- płyta jest
autentyczna. Musieliśmy przejść przez całą gamę emocji w naszej relacji a te zwycięskie
powroty do równowagi, po latach przepraw, pozwalają złapać dystans i być takim
przyjaznym przypomnieniem, że każda niewygoda ma jakiś głębszy sens.


AM: A jak się w takich okolicznościach “wyłącza” pracę?


Jacek: Nie wyłącza się. Praca i życie rodzinne bardzo się przenikają. Czasami jest to fajne.
Dzięki temu, że tak dobrze się znamy, możemy zrobić wiele rzeczy lepiej niż z kimś obcym,
a z drugiej strony te wszystkie domowe nastroje czy jakieś spięcia też od razu przenosimy
do pracy i do studia. Jest to trudne, ale z nikim innym nie mam takiej emocjonalnej więzi jak
z Edytą.


AM: Bardzo podoba mi się też estetyka wizualna tej płyty. Te kolory, których użyliście.
Skąd taki, a nie inny pomysł?


Edyta: Praca graficzna jest autorstwa Krzysztofa Grabowskiego. I muszę przyznać, że efekt
końcowy lubimy całą trójką. Do sesji zdjęciowej natomiast zaprosiliśmy Michała
Murawskiego. Zależało mi na fotografii reportażowej, która w odróżnieniu od zdjęć
pozowanych wydaje się wnosić jakiś taki dodatkowy kolor’, ciepło.
A róż? Chcieliśmy z Krzysiem złamać nieco czerń i biel fotografii.


AM: Mieliście okazję już zagrać na żywo z tym materiałem. Jak wrażenia?


Jacek: To pierwsze koncerty, takie początki. Wydaje mi się, że udało nam się zebrać fajny
zespół. Gramy w kwartecie. Jest z nami Paweł Radziszewski znany z zespołu Plastic i
Robert Szymański, który ostatnio grał z Kortezem. Znam się z nimi już bardzo długo. Co
prawda dopiero się dogrywamy, ale wszystko idzie w dobrym kierunku.
Chciałbym stworzyć taki prawdziwy zespół. Żeby ta rodzinna atmosfera, która jest między
nami przeniknęła też na ludzi, którzy z nami pracują, żeby słuchacze też mogli to odczuć.
Mam wrażenie, że nam się to udało.
Na pewno będziemy dalej tworzyć wspólnie z Edytą materiał, żeby móc zagrać taki
prawdziwy, półtoragodzinny koncert.


AM: Bardzo serdecznie Wam dziękuję!


My również!

Ostatnio opublikowane

Popularne