„Intymność i szczerość – tak widziałam ten album” Wywiad z Kasią Popowską

Kasia Popowska powracam z nowym albumem. Toast, jej najświeższe muzyczne dziecko zdecydowanie szerzej otwiera drzwi nie tylko nam jako słuchaczom, by docenić możliwości artystki, ale i jej samej. Sprawdźcie co Kasia miała do powiedzenia na temat albumu, nowej drogi muzycznej, swojego podejścia do życia i nie tylko.

  • Adrianna Małolepszy: Jako osoba, która jest bardzo na bieżąco z tym co robisz, ogromnie się cieszę, że miałam okazję posłuchać Twojego nowego albumu przed premierą. Mowa oczywiście o płycie Toast. Ten materiał jest zdecydowanie dojrzalszy. Mam wrażenie, że jesteś odważniejsza w tym wszystkim. Nawet w tym jak używasz swojego głosu. To świadomy zabieg, czy to po prostu przychodzi z czasem?

Na pewno z każdym albumem walczę o to, żeby muzycznie pod każdym kątem było
lepiej, odważniej i żebym jak najbardziej na nim wybrzmiała, przekazała to co
chciałabym przekazać i pokazała swoje możliwości. No i cieszę się, że to jest gdzieś
słyszalne. Zawsze staram się wykorzystać ten czas między jedną płytą, a drugą na
maksymalny rozwój, na to żeby pójść do przodu i żeby było to słychać na kolejnej
płycie. Na pewno było to zamierzone, ale na pewno dzieje się to też z upływem
czasu. Głos się zmienia, obniża… Oprócz tego, czy chcemy czy nie, te nasze
doświadczenia też w głosie są słyszalne. Zatem, z jednej strony jest to fizjologia, a z
drugiej psychologia. Myślę, że to jest to wszystko razem wzięte.

  • AM: Od Dryfów (ostatniej płyty) minęły 3 lata. Co Ci dała ta przerwa?

Przede wszystkim, oddech, refleksję i spokój. Ale oprócz tego, całe te 3 lata to była
praca nad nowym materiałem. Wiele utworów powstało i wiele odpadło… To był
proces. Oprócz tego, w tym czasie zmienił się cały background wydawniczy,
ponieważ teraz tą trzecią płytę wydaje sama z pomocą moich przyjaciół i ludzi z
zupełnie niedużych wytwórni. To duża zmiana. I choć ten temat też był absorbujący
czasowo, to podeszłam do niego świadomie i z dużą chęcią. Czasu wymagało pisanie
nowych utworów, ale też szukanie producenta, właściwych muzyków, pomysłów…
Tym bardziej, że nie lubię pracować taśmowo i w pośpiechu- byleby wydać coś dla
„podtrzymania” zainteresowania…

  • AM: To bardzo czuć w Twojej muzyce.

Bardzo Ci dziękuję. Bardzo się cieszę, że to słychać. Wcześniej stawiałam na to,
żeby słuchać rad i żeby zadowolić ogół tych doradców, ale czuję, że tym razem
miałam odwagę z tego zrezygnować. Chciałabym mieć pewność, że to pod czym się
podpisuje jest autentyczne. Może właśnie to słychać najbardziej? Doświadczenia
budują, przynoszą wnioski, więc dzisiaj jeszcze bardziej niż kiedykolwiek staram się
słuchać swojej intuicji i po prostu nie robić rzeczy szablonowo, taśmowo, albo z
takiego powodu, że tak trzeba. Oczywiście rozumiem, że do pewnych reguł biznesu
trzeba się dostosować, ale z drugiej strony nie wierzę, że coś co jest wbrew nam
samym, mogłoby się opłacić, albo wyjść na dobre. Wydaje mi się, że to zawsze jest
droga do nikąd i zawsze prędzej czy później odbije się czkawką. Albo mnie, albo
innym. Staram się więc działać małymi, ale pewnymi krokami.

  • AM: Wspominałaś o tej zmianie wytwórniami, a ja jestem bardzo ciekawa jak to
  • wygląda od strony artysty. Jaka jest różnica między taką ogromną, a prywatną
  • wytwórnią? Co Ci to daje?

Jeżeli chodzi o plusy to na pewno odczuwam dużą ulgę związaną z tym, że nie
muszę odpowiadać przed kilkunastoma osobami co, jak i dlaczego chcę zrobić. To
jest super. Z jednej strony fajnie jest mieć większy team kiedy każdy dorzuca jakiś
swój pomysł, z drugiej strony bywa tak, że jest to przeciąganie liny. Mnie coś nie leży,
a ktoś uważa, że to będzie bardziej sprzedażowe… I co ja mam wtedy zrobić?
Rozmowa artysty z marketingowcem to zawsze „niewypał” i rzucanie grochem o
ścianę w jedną i drugą stroną (śmiech). Ale marketingowców i ich projektów może być
wiele, a moje nazwisko i twarz pozostają mi na zawsze – nie jestem wszech
wiedząca, ale muszę pozostać wierna sobie. Podsumowując, to ogromna ulga, że
teraz jest trochę mniej osób do decydowania. Oczywiście to nie jest teraz tak, że
podejmuję decyzje nie licząc się z nikim innym – bardzo lubię się podeprzeć czyimś
zdaniem lub wiedzą, ale wtedy wiem, że to już są takie moje autorytety, na których
zdaniu mi zależy.
Minusem na pewno jest przełożenie jeżeli chodzi o kontakty i możliwości…Bez
wytwórni ciąży na tobie większa odpowiedzialność i przejmujesz więcej obowiązków
organizacyjnych. Zaznaczę jednak, że wytwórnia nie jest gwarancją logistyki idealnej i
„nie ma tego złego…”.

AM: Mam wrażenie, że jak masz wokół siebie taką dużą grupę ludzi, którzy
próbują Ci doradzać to czasem ta demokracja w sztuce trochę nie wypala
.

Dokładnie. Ja nie wątpię, że każdy ma jakiś dobry pomysł i mi też się podoba bardzo
wiele rzeczy, tylko że nie zawsze czuję, że one pasowałyby do mnie.

AM: Ale Twoje ma być trochę na wierzchu, bo w końcu to Twoje nazwisko,
Twoje słowa, emocje…

Tak. Tylko, że ja nie chcę z nikim walczyć. Zjada mnie to wewnętrznie i nie chcę tak
pracować. Nie chcę udowadniać siłą, że ma być tak jak ja chcę, bo „nazywam się
Kasia Popowska”. Absolutnie nie. Chciałabym, żeby te moje pomysły spotykały się ze
zrozumieniem i ja też chciałabym jakiejś porady, ale na zasadzie współpracy.
Pomimo, że wydawanie płyty samemu jest jednym wielkim eksperymentem i to i tak
jest mi lżej.

AM: Dużo mówisz o swoich emocjach, ja też wyczuwam tą wrażliwość i to we
wszystkich tekstach i utworach na płycie jest, ale chciałabym, żebyś
powiedziała troszeczkę więcej na temat dwóch utworów, które mi się bardzo wyróżniły przy
słuchaniu tego materiału. Mam na myśli Pod Prąd albo Próbuj. One wydają się
wyjątkowo intymne.

Jeśli chodzi o tą warstwę tekstową myślę, że na pewno. Pod Prąd tak na pierwszy
rzut jest po prostu lekką, przyjemną, fajną piosenką…

AM: No nie jest, nie jest…

Jeżeli chodzi właśnie o tę piosenkę to troszkę zdradzam jakby tego swojego
podejścia i to jest taka opowieść o prokrastynacji, na którą ja sobie pozwalam. Świat
jest taki, że każe ci robić szybko, codziennie, poniedziałek zaczynamy, piątek
kończymy… Wszystko ma być takie poustawiane. Z jednej strony to jest fajne, ale nie
do końca tak jest. Nie zawsze jest tak, że w ten poniedziałek mamy siłę, nie zawsze
jest tak, że w piątek chce nam się kończyć, bo akurat w piątek się pokazują pomysły i
w niedzielę chcemy to zrealizować na przykład.
To jest piosenka o tym, że po prostu idę swoim tempem i jest mi dzięki temu lżej.
Staram się zdjąć z siebie ten ciężar tego, że tak trzeba, bo tak powiedziano. Na
każdym etapie życia mamy prawo do niewiedzy i życia w swoim tempie. Całe życie
szukamy swojej drogi i nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej. To wyrządza
społeczeństwu krzywdę, nakłada presję i prowadzi często do depresji… Poza tym ten
plan może się jutro zmienić i uważam, że w tym też nie ma nic złego – „tylko krowa nie
zmienia zdania”. Każdy ma inny wzór na szczęście i myślę, że każdemu trzeba na to
pozwolić. O tym jest ta piosenka. Z kolei, utwór Próbuj, który pisałam wspólnie z
Maćkiem Wasio, opowiada o bardzo trudnym etapie dla relacji. Dwie zwrotki są jakby
bliźniacze, są swoim odbiciem. Z jednej strony mówię o sobie, a z drugiej zdaje sobie
sprawę, że ta druga osoba ma ten sam problem. W momencie kiedy mamy podobne
przeżycia trudno jest wejść sobie do głów i coś pozmieniać. To chcieliśmy przekazać.

AM: W Pod Prąd pojawiają się elementy muzyki country, które już od pierwszej
płyty gdzieś się przewijały przez Twoją karierę, ale zaciekawiło mnie to co
zrobiłaś z utworem Trop. Skąd pomysł na takie mocne, gitarowe granie?

”Pod prąd” jest bardziej beatelsowskie niż countrowe… Z kolei „Trop” powstał około 3
lat temu i ona miała taki big beatowy aranż… Natomiast gdy zdecydowałam, że ta
piosenka też pojawi się na albumie „TOAST”, konieczna była zmiana kierunku i
aranżacji na taką, która bardziej „sklei” się z płytą. Nie było to jednak nic wyuszonego
i przyszło nam naturalnie.

AM: Wybrałaś jak do tej pory 3 single z płyty. Jak u Ciebie wygląda proces
takiego typowania piosenek?

Powiem Ci, że aż się zaczęłam śmiać w duchu, bo to jest po prostu płyta przy której
strasznie ciężko było nam wybrać single. To jest chyba też pułapka wydawania siebie samemu, bo wtedy, kiedy ty już wybierzesz co ma być singlem, z jednej strony
myślisz o publiczności, ale z drugiej strony chcesz, żeby te piosenki naprawdę
reprezentowały tę płytę. Finalnie tę decyzję pozostawiłam sobie, natomiast był to
bardzo ciężki wybór, bo takich piosenek, które mogłyby reprezentować ten album było
chyba co najmniej 6.

AM: Zgodzę się.

Ostatecznie, przy wyborze singli starałam się myśleć mimo wszystko o
różnorodności. Stąd mocno osadzony, wolniejszy utwór w postaci „Nie ma nas”,
potem szybszy utwór jako „Nim potłuczemy szkło” i na koniec ewidentna ballada
„Powiedz gdzie”.

AM: Bardzo ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz. Pamiętam Twoje koncerty jeszcze
z początków pandemii, które robiłaś live na Facebooku. Biorąc się wtedy za te
starsze utwory dosyć mocno je zmieniałaś. Słychać było, że one są inne,
inaczej do nich podchodzisz, są inaczej zaaranżowane… Bardzo jestem
ciekawa jak teraz patrzysz na np. płytę Tlen (pierwszą) i utwory z tamtego
okresu.

Powiem szczerze, że nie słucham, nie powracam do tych aranżacji za bardzo.
Czasem mi się zdarzy, przez przypadek albo przy okazji jakiegoś tam researchu,
który sobie robię, ale bardzo rzadko. Nie mam jakiejś czkawki, że coś mogło być
lepiej. Na tamten czas czułam, że tak powinno być, że to jest okay razem z
producentem, z Marcinem Kindlą czuliśmy, że to tak powinno wyglądać, tak
zrobiliśmy i tak zostawiliśmy.
Gdy dzisiaj gram te utwory, siłą rzeczy będą brzmiały inaczej, bo i ja się zmieniłam.
Od pierwszego albumu minęło już 6 lat, więc to wystarczająco długo aby zaszły
zmiany w głosie, w przekazywaniu emocji i interpretacji…
A po drugie, gdzieś też trochę odeszłam od tego sznytu bardzo country’owego, w
którego gdzieś tam wszyscy mnie wkładali, łącznie ze mną samą. Delikatnie od tego
odeszłam i siłą rzeczy to zupełnie inaczej brzmi. Natomiast dla mnie najważniejsza
jest zawsze piosenka – kompozycja, tekst… i cieszę się, bo kiedy zdarzy mi się
powrócić do tych utworów, to zawsze sobie myślę, że jest autentycznie i prosto z
serducha.

AM: idąc troszkę dalej w tym kierunku, wydaje mi się, że gdzieś mówiłaś, że nowa płyta była gotowa już w zeszłym roku.

Tak, muzycznie album zamknęliśmy w czerwcu 2019. Tak naprawdę jedyne czego nie
mieliśmy to aspekty wizualne – klipów i okładki albumu.
Nagrywanie płyty rozpoczęło się, kiedy jeszcze miałam kontrakt z wytwórnią,
natomiast kończenie i wydawanie jej przechodzimy z naszą małą „wytwórnią” już
samemu. Ta zmiana wydawcy w trakcie robienia materiału bardzo pomieszała i rozciągnęła całość w czasie. Potrzebowałam czasu, żeby mimo wszystko całość
postawić na nogi „od nowa”. Być może z wytwórnią wszystko odbyłoby się szybciej,
ale niczego nie żałuję, bardzo się cieszę, że tak wyszło. Cieszę się też, że dzisiaj
wydaję album z aktualnymi zdjęciami i teledyskami, bo pracę nad nimi wykonaliśmy
już w 2020.

AM: Mówiłaś o aktualności zdjęć, ale my tutaj rozmawiamy teoretycznie dla
mnie, dla słuchaczy, fanów, o zupełnie nowym materiale, a dla Ciebie to jest coś
co powstało rok temu. Czy nie masz takiego uczucia, że zawsze jesteś jakby
„rok z tyłu”?

Nie mam takiego odczucia. Nie graliśmy tych utworów nadmiernie przed wydaniem i
może dzięki temu są on dla mnie wciąż świeże. Poza tym, powiem szczerze, że
jeszcze teraz na etapie ostatnich tygodni, kiedy tworzyliśmy artwork i wszystkie
rzeczy do albumu dużo słuchałam tych piosenek i szczerze naprawdę czuję, że to są
utwory dla mnie aktualne. Jednocześnie czuję, że to jest już ten moment, kiedy to
powinno być wydane, że już za długo to dziecko nosimy w brzuchu ze sobą, więc
mimo pandemii wydajemy ten album. Mam nadzieję, że na wiosnę zrobimy serię
koncertów i będziemy mogli jednocześnie zabierać się za nowy materiał, ale ten
album pozostaje dla mnie aktualnym.

AM: Czy masz na tej płycie jakiś wyjątkowy utwór, może ulubiony, który może
nie jest singlem, który chciałabyś bardziej „podsunąć” słuchaczom?

Tak. Takim utworem jest dla mnie Tu. Opowiada o ważnych dla mnie rzeczach. O tym,
że szukam tych swoich korzeni i mimo tego, że życie nas zmienia to staram się
pamiętać o tym skąd ta cała droga się zaczęła. Od jakich emocji, od jakich moich
postanowień, marzeń…
Przy tej płycie bardzo mnie to uderzyło. Czułam, że kręcę się w kółko szukając
różnych opcji, a zapominam o tym od czego wyszłam. O tym jest ten utwór. Staram
się nie zapominać skąd jestem i skąd tutaj przyszłam.
Dlatego ten utwór jest ważny i też muzycznie jest dla mnie takim ukojeniem. Z
początku jest spokojny, ale napięcie rośnie z każdym wersem – co nadaje piosence
dużej mocy. Tutaj wielkie ukłony dla Maćka Wasio z tego tytułu, chociaż oczywiście
cały band zrobił robotę.

AM: Miałam nawet o niego pytać, bo on naprawdę mocno uderza.

Super. Dziękuję bardzo.

AM: Wracając jeszcze na chwilę do pandemii i tego wszystkiego co się z tym
wiąże, czy widzisz w tym coś dobrego? Czy widzisz w sposobie jak nawet w
branży muzycznej, wywiadowej to wszystko teraz wygląda coś, co można by
wziąć z tego i „zaaplikować” już na stałe?

Tak. Poruszmy choćby kwestię wywiadów – są dziennikarze, w których mam wrażenie
coś drgnęło. Przestali robić to taśmowo, szybko… Zaczęli pielęgnować tę relację.
Próbują się jeszcze bardziej wdrożyć w tego artystę, wypytać tak po ludzku, co
słychać. To wszystko jest takie bardziej ludzkie. Wydaje mi się, że ta pandemia i
izolacja spowodowały, że ludzie zaczęli jeden do drugiego ciągnąć. To jest super i
mam nadzieję, że tak zostanie, a ludzie będą bardziej słuchać siebie nawzajem.
Nie zrozum mnie źle, ale fajnie gdy rozmowa z drugim człowiekiem staje się trochę
bardziej „eksluzywnym towarem”. Może od teraz bardziej będziemy to szanować?
Muszę zaznaczyć, że Tobą rozmawiało mi się świetnie zarówno przed pandemią, jak i
teraz – zero kokieterii! (uśmiech).
Drugą rzeczą jest to, że zostały zabrane koncerty plenerowe. Nie mam złudzeń-
publiczność, która przychodziła dotąd na „plenery” tj. otwarte i darmowe koncerty, to
nie jest publiczność dedykowana, która świadomie chce zobaczyć artystę. Pomijając
tych, którzy jadą wiele kilometrów, żeby Cię posłuchać i garstkę tych, którzy
szczęśliwie mieszkają w pobliżu, a są fanem danego artysty, to pozostali w
większości są przy okazji – „przy okazji innego artysty, przy okazji wydarzenia w
mieście itd. …”. Zauważyłam jednak, że podczas tej pandemii ludzie są bardziej
skłonni zapłacić za ten koncert, zainwestować w rozrywkę od swojego ulubionego
artysty. Mam wrażenie, że ludzie szanują muzykę i rozrywkę bardziej niż
kiedykolwiek. To jeszcze bardziej przekonało mnie to rozpoczęcia koncertów w
klubach, co planowałam rozpocząć wraz z nową płytą. Dla artystów to bardzo ważne,
by grać dla publiczności, która świadomie kupuje bilety, przychodzi i jest żywo
zainteresowana wykonywanymi utworami. Mam nadzieję, że ten aspekt rozwinie się i
zostanie.

AM: I mam wrażenie, że to jest taki intymny materiał, który by się sprawdził w takiej klubowej scenerii.

Też mi się tak wydaje. Intymność i szczerość – tak widziałam ten album i myślę, że
klub to dobre miejsce na tą muzykę. W muzyce szukam zrozumienia i połączenia z
publicznością. Jak będzie? Czas pokaże, ale czuję, że to jest ten moment, żeby coś
zmienić i obrać nowy kierunek.

AM: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki, żeby album się świetnie przyjął.

Ja też Ci bardzo dziękuję. Trzymaj się. Powodzenia.

Ostatnio opublikowane

Popularne