29 maja odbyła się premiera kolejnego albumu Kasi Lins. Po dobrze przyjętym Wierszu Ostatnim przyszła kolej na Moją Winę. Z tej okazji miałem przyjemność porozmawiać z artystką na temat tego, co zawiera krążek.
Hej, jak się masz?
Nawet dobrze się mam. Świeci słońce, a taka pogoda dobrze dziś na mnie działa.
Nastrój przed premierą albumu musi być dobry! 29 maja ukazał się Twój drugi krążek – Moja Wina. Jest on zdecydowanie odważniejszy lirycznie od Wiersza Ostatniego. Jaką mądrość od ze sobą niesie?
Jeżeli niesie jakąkolwiek mądrość, to dobrze, ale nie taki był główny cel. To są moje racje laickie, nie zawsze wiem czy mądre, chyba dopiero jakąś mądrość zdobywam. Poza tym muzyka nie musi mieć wartości edukacyjnej. Na pewno nie chciałabym, żeby okazały się doraźne. Na albumie wyrzucam z siebie swoje emocje i przemyślunki. Mam nadzieje, ze niegłupie.

Pytam o tą mądrość, ponieważ na okładce jesteś przedstawiona z sową, czyli symbolem mądrości, inteligencji, rozsądku, ale też smutku, ciemności, samotności. Czy to był celowy zabieg?
Bardziej w tę drugą stronę. Byłabym megalomanką, gdybym wykorzystała sowe do symbolizowania własnej madrosci. Dla mnie w połączeniu z tą świecą, sowa jest symbolem nocy, z którą ta płyta mi się kojarzy. Jej interpretacja jest bardzo dowolnym, luźnym i otwartym tematem. Jeżeli ktoś ma inne skojarzenia, to super! Ja chciałam wprowadzić w klimat, który jest zarowno nocny i jak pobudzający. Swoją drogą to zabawny jest fakt, że sowa uznawana jest za symbol mądrości, bo to podobno średnio bystry drapieznik.
To chyba wzięło się z bajek, gdzie sowa jest przedstawiana zawsze jako to najmądrzejsze zwierze.
No właśnie. W bajkach też musiał to mieć jakies swoje podłoże. (śmiech) To jest też moje wyznanie miłości do świata Davida Lyncha.
Musimy to sprawdzić! Dla mnie na albumie Moja Wina jest dużo mądrości, ale też sporo metafor nawiązujących do aspektu religijności. Jest o piekle, raju, Bogu. Krążek daje nam uczucie mszalnego charakteru. Dlaczego zdecydowałaś się na taką tematykę?
Cały dialekt kościelny jest moją perwersją. Pływam i topię się w nim. Fascynuje mnie, inspiruje. Chciałam, aby ta płyta miała swój koncept związany z liturgią, z kultem.
A chodzisz do kościoła?
Nie, ale to wspaniały temat literacki. Poza tym jestem zawzietą obserwatorką tego, co się dzieje w kościele pisanym zarówno wielką jak i małą literą.
Masz rację, to duża różnica.
W tych budynkach tez dzieją się sceny filmowe. Ale niestety coraz cześciej to historie z przerażających filmów dokumentalnych.
Nie jest tajemnicą, że inspiruje Cię film, przede wszystkim David Lynch, ale chciałbym zapytać o główne nurty poetyckie, która natchnęły Cię do powstania tak artystycznych tekstów, które często są niejednoznaczne.
Mam nadzieję, że nie wpadłam w grafomaństwo, bo tak mi się z tym skojarzyło to pytanie (śmiech). Teksty na tym albumie to klucz do przeczytania całej tej opowieści. Bo w ten sposób o nich myślałam. Jako o niechronologicznej i bardzo zawiłej opowieści. Zdaje sobie sprawę, że coraz rzadziej spotykamy słuchaczy całych albumów, ale w przypadku tego wydaje mi się to szczególnie istotne.
Jakbym zapytał Cię co jest dla Ciebie ważniejsze – tekst czy muzyka, to chyba odpowiedź byłaby prosta?
Dla mnie piosenka jest tworem, złożonym z wielu klocków, które wspólnie muszą tworzyć jakąś kształtna formę. Warstwa liryczna powinna mieć związek z muzyką niekoniecznie w sposób zdefiniowany, ale jednak oddziaływać na siebie w sposób znaczący. Przykładowo w niektórych utworach The Smiths często tekst odbiega od nastroju muzyki i to jest fantastyczne, bo nie ma przecież definicji tego współdziałania. Ani klucza do napisania dobrej piosenki. Suchy tekst może nie oddawać tego wszystkiego co chciałabym pokazać i przekazać, dlatego też zajmuje się pisaniem piosenek, a nie pisaniem poezji, która musi sie bronić jako samodzielny byt.
Nie wiem czy się z Tobą zgodzić, bo próbowałem czytać Twoje piosenki…
Cieszę się! To są tylko moje wrażenia.
Lubię się doszukiwać symboliki, nawet tam, gdzie jej nie ma, dlatego zapytam o tracklistę albumu, ponieważ czytając nazwy numerów ma się wrażenie, że jest tam być może ukryte znaczenie.
Kiedy udostępniłam setlistę, pojawiły się komentarze sugerujące, że jest to fragment utworu. To było ciekawe, bo nie myślałam o tym układając ją.
Czytany przez Ciebie na pewno na wcześniejszym albumie był Władysław Broniewski. Pojawił się również hołd dla Grzegorza Ciechowskiego, a tutaj mamy Charlesa Bukowskiego i jego Kobiety.
I Konopnicką mamy!
Zgadza się! Zacznijmy więc od Kobiet Bukowskiego.
O prostytutkach chcesz rozmawiać? (śmiech) W tej piosence nie chodziło o to, żeby przytaczać postaci czy pisarzy wyłącznie dlatego, że ich lubię. Nie bez powodu pojawiają się akurat Kobiety Bukowskiego, Filip Roth, Bertolucci czy Kubrick. To piosenka o seksie, a w ich dziełach często aż kipi od pożądania.
To w takim razie skąd wzięła się Konopnicka na albumie?
Zadziałał na mnie wiersz Jeżeli kochasz, który postanowiłam obudować muzycznie. Miłość, śmierć, tęsknota, niemożliwość spełnienia. To bardzo licuje z tematyką płyty.
Album promują trzy single: Koniec Świata, Rób Tak Dalej oraz Moja Wina, ale chciałbym Cię zapytać o genezę dwóch utworów: Śniłam, że jest spokój – czy spokój na świecie, w życiu realnym nam nie grozi? Czy jest bardziej realny od wojny, którą nam grożą?
Ja opowiadam o niespokoju jednostki. Nie biorę na swoje ręce losów świata, bo nie dźwignęłabym takiego ciężaru. Poza tym utożsamiamy się zazwyczaj z historiami konkretnych ludzi, nie grup. Szukałam wewnętrznego spokoju i zrozumienia siebie samej, stąd ten upragniony i wymarzony spokój, którego na horyzoncie nie było widać. Ten spokój wciąż jest dla mnie jakimś celem utopijnym. Niemożliwym.
Jak starać się doznać takiego spokoju?
Gdybym znała recepte, to zapewne wszyscy przychodziliby do mnie po poradę, a nie chodzili masowo do psychologów.
Każda jednostka ma zupełnie inaczej pod kątem na przykład życiowych problemów czy poszukiwań siebie.
Zapewne. Dobrze, że ja mogę dać tym emocjom ujście w ten sposób.
Bardzo interesującym, lekko mrocznym, zadymionym utworem pełnym epitetów jest dla mnie Morze Czerwone, który prywatnie jest dla mnie numerem jeden.
To jest jedna z moich ulubionych i najważniejszych piosenek na tym albumie. Ma największy ciężar emocjonalny. Wypruwam tam flaki, zarówno wokalnie jak i tekstowo. To graniczna piosenka. Potrzebowałam jej.
Ponoć granice są po to, aby je przekraczać.
Jeżeli balansuje się na granicy dobrego smaku i kiczu, co ja akurat lubię wykorzystywać, to warto jednak pilnować, żeby jej nie przekroczyć (śmiech). Ja akurat nie lubię bezpiecznych gruntów, nie lubię zbytniej wygody.
29 maja zapraszamy do słuchania albumu w serwisach streamingowych oraz przede wszystkim do jego kupna! Dziękuję Ci bardzo za rozmowę, trzymamy za Ciebie kciuki i życzymy Ci dużo zdrowia! Trzymaj się ciepło!
Dziękuję również i do zobaczenia w lepszych czasach!
