„To słowo ma dla mnie też dużo znaczeń, ale jakbym mogła je podsumować jednym zdaniem to byłoby to: znieczulenie i zobojętnienie, które wymusza na nas świat dorosłości” Wywiad z Julią Rocką

Na początku lutego ukazała się debiutancka płyta Julii Rockiej Blaza. O Julii było głośno w szczególności, kiedy na Tik Toku trendowała jej piosenka Oficjalna wersja zdarzeń i była ogromnym sukcesem wydawniczym młodej debiutantki. W dniu premiery Blazy miałam przyjemność posłuchać o samym procesie tworzenia krążka, planach koncertowych, czy o Tik Toku Julii. Zachęcam do lektury!

Julia Maciąg: Na początku chciałam Ci pogratulować w ogóle tej płyty, którą wydałaś i zastanawia mnie, dlaczego na razie zrezygnowaliście z wersji fizycznej Blazy?

Julia Rocka: Chyba po prostu błędnie założyłam, że osoby w moim wieku, nie mają już analogowych adapterów. Bo ja i moi znajomi słuchamy muzyki tylko z platform streamingowych. Ale jestem bardzo mile zaskoczona ilością próśb o wydanie fizyczne i widzę, że wiele osób podchodzi do tego kolekcjonersko, że chce mieć Blazę na półce. Bardzo mnie to cieszy i nie jest to wykluczone, że takie wydanie wkrótce się pojawi. 

JM: A skąd w ogóle tytuł Blaza? Jaka była geneza i jeśli nie Blaza to co innego? Jaki by posiadała tytuł?

JR: Pamiętam ten dzień gdy byliśmy z Michałem Głomskim, czyli z moim producentem muzycznym, w studiu podczas nagrywek wokalu do „Oficjalnej wersji zdarzeń”. Była to pierwsza profesjonalna sesja nagraniowa z osobami z wytwórni, i byłam strasznie spięta. Wtedy Michał do mnie powiedział: „Julka, zarzuć blazę.” I to miało oznaczać, żebym była po prostu bardziej zrelaksowana i żebym śpiewała z taką zblazowaną ekspresją. Wszystkim w studiu wtedy bardzo się spodobało to słowo i wszyscy zareagowali: „Wow! Jakie oryginalne słowo. Świetnie pasuje na tytuł płyty!”. Stwierdziliśmy, że Blaza nie tylko opisuje ekspresję mojego wokalu, ale też podsumowuje te trzynaście piosenek na albumie. To słowo ma dla mnie też dużo znaczeń, ale jakbym mogła je podsumować jednym zdaniem to byłoby to: znieczulenie i zobojętnienie, które wymusza na nas świat dorosłości. A jak nie Blaza to co? To jest dobre pytanie… Kurczę, nie mam pojęcia. Nigdy nie myślałam o tym, dlatego że od początku to miała być właśnie Blaza. Może po prostu to jest jedyny możliwy tytuł [śmiech].

JM: Rozumiem oczywiście. Wiem, że jesteś związana ze szkołą aktorską w Łodzi i jestem ciekawa, jaki ona miała wpływ na Twoją karierę muzyczną?

JR: Myślę, że na pewno miała taki wpływ, że moje zamiłowanie do teatru i filmu teraz przeistacza się w pisanie własnych tekstów, które są dość mocno storytellingowe i niektórzy porównują je do takich miniscenariuszy. Oprócz tego ogromną frajdę sprawia mi interpretowanie własnych piosenek i odkrywanie w nich emocji. No i teledyski, które też są dobrą przestrzenią na wyżycie się aktorsko. 

JM: To jest akurat fajne, że w Twoich teledyskach można interpretować to wszystko na różne sposoby i te teledyski, na przykład Ciche Disco albo Akcja! naprawdę oddają ten klimat piosenki. Ale odbiegając od tego, to co Cię skłoniło do tego, aby na okładce pojawiło się Twoje popiersie?

JR: Jedną z cech charakterystycznych dla mojej twórczości jest nawiązywanie do sztuki klasycznej. Robię to między innymi w  „Blow-Upie”,  „Akcji!” czy w teledysku do  „Cichego Disco”. Wiedziałam, że okładka też koniecznie musi jakoś odwoływać się do sztuki klasycznej. I stąd właśnie forma marmurowej rzeźby niczym z muzeum. Ale żeby wydobyć fajny kontrast i połączyć tradycję z nutą nowoczesności i prowokacji przełamaliśmy klasyczną formę zblazowaną miną. 

JM: No właśnie tak się wyróżnia ta mina na tej okładce bardzo.

JR: Zależało mi na tym, żeby okładka była oryginalna, czyli udało się [śmiech].

JM: Tak. Szczególnie w porównaniu z takimi rzeźbami w starożytności, które bardzo podkreślały piękno osoby, a tutaj jest jakby, można powiedzieć naturalność.

JR: Naturalność albo w ogóle jakaś taka…Hmmm… antyestetyka [śmiech]. To świadomy zabieg, ale moja rodzina mówi, że odebrałam sobie urodę tą okładką.

JM: Wielu artystów nie decyduje się na taki krok, jaki Ty podjęłaś, czyli wypuszczanie dużo singli przed premierą albumu i jestem ciekawa, co Cię skłoniło, aby tyle singli wydać?

JR: To był plan wydawniczy, który ustalaliśmy z wytwórnią. Teraz wielu debiutantów zanim wyda pierwszy krążek pracuje singlami, po to by świat miał okazję o nich usłyszeć. Jakbym wydała płytę będąc na samym początku swojej muzycznej drogi, to nikt by jej nie przesłuchał, a tak słuchacze mogli mnie poznać z wielu stron. Mam wrażenie, że ostatni singiel promujący płytę „Akcja!” poszerzył mi grono odbiorców o nieco starsze osoby.

JM: Kolejność wszystkich piosenek na albumie jest przypadkowa czy miałaś zamysł na to?

JR: Miałam zamysł. Za kolejnością kryje się historia i przebieg emocjonalny. Ale przede wszystkim zależało mi na tym, żeby jeden singiel przechodził w drugi płynnie i żeby wszystko spójnie brzmiało.

JM: Jaki utwór Ci się najtrudniej pisało?

JR: Proces twórczy Blazy (tytułowego utworu) był bardzo trudny i długi, i spieraliśmy się z Michałem na wielu polach. Tekst jest też dość mocny i długo myślałam, jak go ugryźć, żeby był mądry i niepretensjonalny. Największy problem mieliśmy z aranżacją muzyczną i nawet parę wersji powstało tego utworu zupełnie innych; z innym tempem, w innej tonacji, w innej charakterystyce. Ostatecznie postawiliśmy na tę bardziej dance’ową wersję. Mimo tego, że utwór powstawał w męczarniach to należy do moich ulubionych z całej płyty, także warto było. 

JM: A propos tonacji itd. podczas słuchania albumu dzisiaj (stan na 3 luty 2023) zauważyłam, że piosenka Balans w wersji albumowej różni się od tej singlowej. Stąd pytanie czy to było zamierzone?

JR: To nie było zamierzone. To jest zła wersja mastera, która została wgrana błędnie do systemu pod album. Dzisiaj pracujemy nad tym, aby to zmienić [śmiech]. Ja nie mogę, ale obciach…

JM: Nie no rozumiem. Ale powiem Ci, że byłam właśnie w szoku, ponieważ ja zapamiętałam tę piosenkę zupełnie inaczej. W singlu ta piosenka brzmi tak lekko, a teraz na albumie trochę ciężej ten wokal brzmi.

JR: Ta piosenka była najtrudniejszą dykcyjnie do nagrania i nagrywaliśmy ją parę razy i parę osób też ją miksowało. Było parę wersji masteru i właśnie ktoś musiał je pomylić [śmiech]. Ale pracujemy nad tym, żeby ta dobra wersja wróciła.

JM: A jak odbierasz to, że słuchacze interpretują na różne sposoby Twoje piosenki? Ja na przykład nie ukrywam, że bardzo wzięłam do serca piosenkę Niebieski sweter, ponieważ opisuje ona jedną z moich dawnych relacji. A także Ciche Disco, ponieważ w tamtym roku przeprowadzałam się dwa razy i czułam taką pustkę tego, że nie byłam z moimi znajomymi z rodzinnego miasta oraz z liceum, a ta piosenka totalnie opisywała te uczucia.

JR: Ojej! No to jest dla twórcy największa nagroda słyszeć takie słowa. Ja nie lubię narzucać odbiorcom interpretacji i zawsze cieszy mnie jeśli piosenka otwiera pole do dyskusji czy różnorodnych interpretacji. Niech każdy czuje tak, jak chce. Miło jest mi słyszeć, że piosenki działają na emocje odbiorców to znaczy, że praca nie poszła na marne.

JM: A propos Cichego Disco. W swoim Storyline na Spotify napisałaś, że średnio podoba Ci się ten utwór i że zrobiłabyś go inaczej. I chciałam wiedzieć dlaczego masz takie zdanie, nie tylko ze względu, że to moja ulubiona piosenka [śmiech].

JR: [śmiech]. To jest jeden z pierwszych numerów, które napisaliśmy. To też jeden z ulubionych numerów Michała. I przyznam, że nigdy nie należał do moich ulubieńców. Uważam, że powinny być inne akordy na refrenie albo inna kompozycja utworu bo brakuje mi tam konkretnego hooku.

JM: Takiego efektu wow?

JR: Tak. Chociaż z drugiej strony, może ten numer też ma taki być, że w tym refrenie są emocje, które choć nie mają w sobie hitowości, to jakoś tam oddają tę samotność i pustkę. Ja traktuję wszystkie te numery z płyty jako drogę, jako poszukiwanie, jako eksperymentowanie. To pierwsza płyta i pewnie potknę się jeszcze nie raz. Cały czas dojrzewam jako twórca i uczę się songwritingu, ale z każdego numeru jestem dumna, bo to jest dowód mojego rozwoju i mojej pracy. Bardzo mi miło, że doceniasz  „Ciche Disco”.

JM: Bazując też na tej piosence, bardzo podobało mi się przejście z Jednoosobowego wyścigu do Cichego Disco. To otwieranie drzwi można tak zinterpretować, że właśnie się wchodzi na imprezę. Naprawdę super to brzmi.

JR: Cieszę się, że to doceniasz. Chcieliśmy żeby „Jednoosobowy wyścig” otwierał płytę, bo oprócz dosłownego fragmentu w pierwszym wersie „Otwieram oczy […]” sama muzyka i otwieranie drzwi wprowadza słuchacza do mojego uniwersum muzycznego. I też dlatego imprezowy Jeep zamyka jak klamra tę płytę. „Jeep” jest jednak bardziej sennym marzeniem, więc stanowi niejednoznaczne podsumowanie, że ta płyta to coś na pograniczu snu i jawy…

JM: Jeszcze mogę powiedzieć, że te miniteledyski, co są na Spotify, bardzo mi się podobały, a w szczególności do Jestem Za…, Akcja! i Obiecałeś. Idealnie ukazują klimat tych utworów.

JR: Miło mi, w takim razie chyba się ucieszysz jak Ci powiem, że na YouTube mają znaleźć się niedługo pełne wersje tych miniteledysków. Będą wstawiane co czwartek.

JM: Współpracowałaś z Michałem, którego nazwałaś „ojcem tej płyty” i zwróciłam też uwagę na to, z kim też pracowałaś, i zauważyłam @atutowego, który współpracował z Krystianem Ochmanem. Jak postrzegasz pracę z nim? Czy to było dla Ciebie jakieś wyróżnienie, że osoba, która stworzyła album dla zwycięzcy The Voice of Poland chciała pomóc Ci w realizacji tego albumu?

JR: Adam @atutowy jest niezwykle utalentowanym producentem. Twórczy, szybki i profesjonalny! Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem. Tak, jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, że mogłam z nim współpracować. Od początku kliknęło między nami i wiedzieliśmy, jak chcemy, aby ten utwór zabrzmiał. Praca z nowym artystą bywa często stresująca i ciężka, ale w tym przypadku poszło naprawdę gładko. 

JM: Miałaś też tak z Kukonem jak robiłaś Blow-Up?

JR: Z Kukonem było tak, że pisaliśmy piosenkę na odległość, ale poszło szybko i sprawnie. Wysyłając mu numer z pytaniem czy zechciałby się dograć bardzo się stresowałam, ale On od razu bardzo pozytywnie zareagował. To była dla mnie ogromna radość.

JM: Cieszę się bardzo. Jesteś bardzo aktywna na Tik Toku, więc chciałam wiedzieć, skąd pomysł na całą rodzinkę.

JR: Próbuję sobie przypomnieć jak się zrodził ten pomysł… Chyba po prostu chciałam jakoś połączyć aktorstwo z muzyką i znaleźć swój własny format zamiast naśladować trendy. Od dziecka poszukiwałam własnej drogi, a to często wiązało się z krytyką. Stwierdziłam więc, że wymyślę swoje alter ego czyli wredną ciotkę, która hejtuje moje piosenki. Oczywiście robię to w karykaturalny i ironiczny sposób i mam na celu obnażenie takiej postawy, a nie gloryfikację. Smutne jest jedynie to, że takich ciotek niestety w społeczeństwie jest całkiem sporo i wiele osób pisze mi, że ma do czynienia z takimi osobami. Mam nadzieję, że ciotka będzie przestrogą dla wszystkich, żeby bezpodstawnie nie hejtować i nie krytykować. Reszta postaci powstała spontanicznie i pewnie uniwersum będzie się jeszcze poszerzać. 

JM: To jest fajne, że masz dystans do siebie i że nagrywasz te Tik Toki i hejtujesz te swoje piosenki. Może nie jako Ty, ale odgrywasz role. To jest ciekawe akurat, bo nie wiem, czy ktoś zrobiłby takie coś, że hejtowałby swoją piosenkę.

JR: [śmiech] Bo to pokazuje, że w tych piosenkach wszystko jest zamierzone i świadome i ja sobie doskonale zdaję sprawę, że komuś może się coś nie podobać. Moja muzyka nie musi być dla każdego. Ja po prostu chcę pozostać w szczerości ze sobą i nie zamierzam spełniać niczyich oczekiwań kosztem prawdy. Mam to szczęście, że moi odbiorcy to doceniają. 

JM: Właśnie w piosence Jestem Za… jesteś taką osobą, która ma wywalone w opinię innych. Można powiedzieć, że też w jakimś stopniu się z nią utożsamiam, bo też przestałam zwracać uwagę innych, a dzięki temu moja pewność siebie wzrosła na pewno kilka lat temu i ta piosenka idealnie to ukazuje.

JR: Chciałabym mieć wywalone, ale nie mam i pewnie jeszcze długo nie będę miała, ale pracuję nad tym [śmiech]… Całe życie chciałam spełniać oczekiwania innych, często się przez to gubiłam, bo zapominałam o sobie, o swoich potrzebach i pragnieniach. Teraz staram się skupiać na sobie żeby słyszeć swój wewnętrzny głos i nie dążyć do chorej perfekcji. 

JM: Chciałam też na koniec nawiązać do tego, że ogłosili Cię jako jedną z gwiazd, które będą na Next Festivalu w Poznaniu i jestem ciekawa, czy to jest taka mała zapowiedź festiwalowej trasy lub klubowej?

JR: [śmiech] Powiem tak. Jestem w trakcie prób do koncertów. Mogę już dziś powiedzieć, że mój koncert premierowy odbędzie się 14 marca w Fabryce Norblina w Warszawie, także serdecznie zapraszam. Parę festiwali też na pewno zagramy, więcej szczegółów już wkrótce. 

JM: To bardzo dobrze. Cieszę się z Twoich planów i dzięki bardzo za rozmowę.

JR: Dzięki!

Ostatnio opublikowane

Popularne

Julia Maciąg
Julia Maciąg
Działa głównie w Krakowie. Relacjonowanie koncertów, czy pisanie amatorskich recenzji to (zaraz po śpiewaniu) jej pasja. Kocha rozmawiać o muzyce i odkrywać nowe, muzyczne talenty. Tik Tok to jej zajawka i to właśnie ją widujecie najczęściej na naszym Tik Tokowym profilu. Otwarta na każdy gatunek muzyczny — od popu aż do rapu.