Znany z twórczego i innowacyjnego podejścia do muzyki, zdobywca MTV EMA, ukraiński wokalista, producent i DJ – Ivan Dorn – przyjedzie po raz pierwszy do Polski! Jego unikalny repertuar będący mieszanką wielu stylów muzycznych zabrzmi w trzech polskich miastach – Krakowie (13.04), Warszawie (14.04) oraz Wrocławiu (15.04). Przed rozpoczęciem trasy, artysta opowiedział nam o swoich początkach, powstawaniu pierwszej anglojęzycznej płyty OTD, aktualnych projektach, a także o dotychczasowych wspomnieniach związanych z Polską.

Marta Muśko: Jesteś człowiekiem o artystycznej duszy – tancerzem, pianistą z wykształcenia, muzykiem z ogromnym doświadczeniem jako wokalista i autor piosenek. Kiedy narodziła się Twoja pasja do muzyki?
Ivan Dorn: Pewnego razu zobaczyłem jak dziewczynka w mojej grupie przedszkolnej grała na fortepianie. W klasie stał fortepian na którym nikt nie grał, aż tu przychodzi dziewczynka i zaczyna na nim grać. Gra tak ciekawie, że tak naprawdę wtedy po raz pierwszy zapoznałem się z dźwiękiem tego instrumentu. Bardzo dobrze zapamiętałem ten moment i już wtedy zechciałem zajmować się muzyką. Ogólnie mówiąc zrezonansował fortepian, jego vybe i mój mózg. I tak zacząłem angażować się w muzykę.
Czy na muzycznej drodze był taki moment, który uważasz za prawdziwy przełom?
Takich momentów było kilka. W dzieciństwie takim momentem był mój pierwszy konkurs wokalny w którym brałem udział i zdobyłem tak wiele doświadczenia, że później występując na różnego rodzaju muzycznych wydarzeniach, czułem się super-doświadczonym typem. Taki przełom nastąpił w Para Normalnych, wtedy, gdy zacząłem pisać autorskie piosenki dla grupy razem z Anią i od tego momentu nastąpił początek absolutnie drugiej historii grupy – o wiele bardziej dynamicznej, popularnej. Takim momentem w mojej solowej twórczości z pewnością był utwór Stycamen. Dokładnie, taka oto historia. Tak naprawdę za jeden z najważniejszych przełomów uważam poznanie ludzi, którzy muzycznie mnie wzbogacają. Dokładnie kiedy spotkałem Romana Bestsellera to był muzyczny przełom i kiedy chwilę później uformował się skład Dornabandy.
Co było dla Ciebie inspiracją w otworzeniu się na bardziej odważne, eksperymentalne brzmienie? Czy istniała wytyczona koncepcja OTD, czy wszystko odbywało się spontanicznie podczas nagrań w studiu?
Na bardziej śmiałe, eksperymentalne brzmienie natchnęła mnie właśnie nowa, skompletowana przeze mnie ekipa, nowa Dornabanda: Suren, Gnev, Gunter, Joe, ja – nasza piątka i to jest eksperymentalne brzmienie o które pytasz. Plus dodaj do tego odrobinę Los-Angelesowskiego powietrza, inwentarza i nasze muzyczne doświadczenie. To wszystko. Jak OTD powinien brzmień, nikt nie wiedział, nawet ja sam. Przyjechaliśmy i zaczęliśmy od zera wyszukiwać powietrza i chwytać się za coś. Istniały pewne notatki, nagrania audio, demo przywiezione z Kijowa. To właśnie tam zaczęliśmy już coś pisać, lecz w zgiełku kijowskich spraw zrozumieliśmy, że należy wynieść się gdzieś dalej, aby nie rozpraszać się na inne sprawy. Pewien zamysł był gotowy, ale nie było całościowego obrazu.
Twojej muzyce towarzyszą kreatywne i lekko kontrowersyjne teledyski. Która z tych prac była najbardziej wymagająca? Może masz jakąś ciekawą historię związaną z powstawaniem klipu?
Najtrudniejszą pracą wśród klipów był prawdopodobnie teledysk do piosenki Teleport. Przyjechałem na plan, gdzie proces przygotowań odbywał się bez mojego udziału. Po prostu opowiedziałem o wizji i zajmowałem się produkcją razem z chłopakami, a sami dogadywali się z chemikami o wszystkich eksperymentach i potrzebnych elementach, które były dla tego teledysku niezbędne. A kiedy przyjechałem na plan zdałem sobie sprawę, że większość wszystkiego została wykonana w niewłaściwy sposób i u nas woda nie ma wystarczającego rezonansu od niskich basów, a światło nie jest rejestrowane. Okazało się, że wiele rzeczy musiałem wykonać sam i w pewnym momencie pamiętam, że chciałem przewrócić ławkę i po prostu porzucić pomysł nakręcenia tego filmu, ale chłopaki nalegali, abyśmy doprowadzili to do końca, a klip ostatecznie powstał. Tak naprawdę staram się wywrócić ławkę prawie podczas każdego nagrywanego przeze mnie klipu. Tak, gdzieś nadchodzi katharsis i mówię: słuchajcie, wszystko całkowicie kończymy, zabieramy, nafig to wszystko, oddajcie cały sprzęt, technikę, ja nie chcę. Nic mi się nie podoba, nic nam nie wychodzi, nie nagraliśmy ani jednego normalnego kadru, wciąż mamy dużo do zrobienia i nie mamy czasu, jesteśmy poza harmonogramem, spóźniamy się dwie godziny. Tak się zdarza, ale tutaj Teleport był najtrudniejszą pracą i najbardziej eksperymentalną.
Wkrótce rusza twoja trasa koncertowa po Polsce obejmująca Warszawę, Kraków i Wrocław. To będzie Twoja pierwsza wizyta w tym kraju?
W Polsce byłem wiele razy, ale nie z występami. Moja pierwsza wizyta była związana z tańcem. Brałem udział w turnieju tańca towarzyskiego razem z moja partnerką i jechaliśmy z dużym kolektywem Славутич-Стар do Szczecinka. Jeszcze wtedy mieszkałem w ukraińskim mieście Sławutycze. Nie osiągnąłem tam żadnych sukcesów. Do tej pory pamiętam tamtą wizytę. Była to dla mnie jedna z pierwszych zagranicznych podróży i już wtedy zakochałem się w Polsce. Później wiele razy przejeżdżałem przez Polskę, zostawałem w Warszawie na kilka dni, zwiedzałem ją i bardzo mi się tam podoba, tak jak w drugich miastach, na przykład w Krakowie. Sam fakt, że nareszcie po raz pierwszy jadę do Polski z koncertami jest niezwykle ciekawy, ponieważ byłem już na koncercie polskich raperów i doceniłem ruchy polskiego rapu. Bardzo mi się podobało, zakochałem się w publice ponieważ jest ona tu niezwykle ciepła! Oczywiście, kolana lekko się trzęsą, ponieważ nie wiesz jak zostaniesz przyjęty w Polsce, ale to powoduje, że jest jeszcze ciekawiej.
14 kwietnia, dokładnie w dzień warszawskiego koncertu, minie rok od wydania Open The Dorn. Czy planujesz nowe single z tego wydawnictwa czy przystąpisz do pracy nad nowym materiałem? Nad jakimi projektami aktualnie pracujesz?
Już przystąpiłem do pracy nad nowym materiałem. Nie siedzę i nie czekam. W naszych czasach wszystko dzieje się tak szybko, że najlepiej jest tworzyć coś przez cały czas, dlatego praca już płynie, nie czekam na rocznice i jakieś inne wydarzenia, aby zacząć coś nowego. Nie będę jeszcze ujawniać sekretów – prace trwają, ale mogę zdradzić, że będą to kolaboracje z zagranicznymi i СНГ-owskimi artystami. Ogólnie rzecz biorąc ten rok odbywa się pod szyldem kolaboracji. Zaczynając z Collaba, a kończąc na drugich kolaboracjach (śmiech).
Najciekawszy projekt nad którym aktualnie pracuję, oprócz muzyki, to Masterskaya. Masterskaya dlatego, że jest to w pewnym sensie kontynuacja mnie jako osobowości muzycznej i chcę ją przekształcić w jakąś kulturową warstwę, która przyciągnie młodych ludzi, nie zawsze pewnych swoich muzycznych zdolności. Wydaje mi się, że to fajna synteza i widzę, jak to obecnie działa i z przyjemnością biorę się za ten temat, muzycznie bardzo się wzbogacam ponieważ słyszę, jak teraz brzmi muzyka na Ukrainie, w Rosji, w innych krajach WNP. Zaczynamy już współpracować z zagranicznymi artystami. Chciałbym, aby Masterskaya stała się ważną niszową wytwórnią. To znaczy, aby zwracała uwagę poprzez muzykę. Muzykę nad którą należy pomyśleć – ciekawej, alternatywnej. Alternatywnej w pierwszej kolejności odpowiadającej współczesnemu ruchu muzycznemu i to jest to czym na dany moment pragnę zajmować oprócz się swojej muzyki. Tak też robię.
Kilka dni temu odbyła się premiera niezwykłego utworu Kaida z kazachstańskim muzykiem Moldonazar. Opowiedz proszę o tej kolaboracji.
Z Moldonazarom zapoznałem się zaocznie, gdy usłyszałem kilka jego piosenek na portalu Indie Music w VK i pomyślałem sobie: wow, nareszcie w Kazachstanie pojawił się dostojny artysta, którego z zainteresowaniem chciałem słuchać i oglądać. Od razu zostałem wciągnięty w całą jego muzyczną historię, która na dany moment istniała – tam było kilka utworów i teledysków. Od razu zachciałem z nim współpracować. Akurat miałem zaplanowany koncert w Almacie i powiedziałem mu: słuchaj, przyleć do nas do Kijowa, u nas jest studio, u nas jest wszystko. On się zgodził i takim sposobem nawiązała się współpraca nie w Almacie, a Kijowie. On przyjechał specjalnie do mnie do Kijowa, gdzie byliśmy razem przez trzy dni, tworzyliśmy i wszystko odbywało się tak lekko. Mówiąc szczerze, to był jeden z tych artystów z którym praca, cała kolaboracja była najłatwiejsza. Nie musieliśmy szukać wspólnego języka – on już był, tak samo jak kompromisy. Wszystko szło tak świetnie, czysto, krystalicznie z dyplomatycznego i komunikatywnego punktu widzenia, że sam wynik okazał się prawidłowy, ponieważ rezultat dla osób które współpracują powinien być nieoczekiwany dla obu stron. Nam to się udało, dlatego uważam, że to jedna z najbardziej udanych kolaboracji – podoba mi się kawałek i to, że nie jest podobny na nas wcześniejszych.
W 2016 roku zostałeś jednym z mentorów ukraińskiej edycji show The Voice. Jak wspominasz to doświadczenie?
Udział w The Voice kontrastował z X-Factor i było mi miło znajdywać się w Głosie, nie zważając na to, że jest to projekt telewizyjny i on rządzi się swoimi prawami to co podoba się widzom, a co nie. Byłem tam całkiem swobodny i okazało się tam więcej głosu aniżeli w poprzednim projekcie w którym brałem udział. Czułem się spokojny, mówiłem to co chciałem, brałem do drużyny kogo chciałem i moja misja jeśli chodzi o promowanie mojej muzyki i kultury została wypełniona.
Otrzymałeś wiele nagród za muzyczne osiągnięcia. W tym roku do tej kolekcji dołączyła wymarzona przez wielu artystów statuetka MTV EMA. Masz jakieś nowe muzyczne marzenie?
Na temat marzenia już wspominałem, że jest nim Grammy i to jeszcze zanim otrzymałem MTV EMA. Wiesz, za tym wszystkim tak naprawdę kryje się aprobata zagranicznej publiki – mnie jako artysty. Dlatego w tym przypadku nawet nie sama nagroda jest dla mnie interesująca, a wszystko to co nastąpi po niej i cały proces przed, dlatego że w rezultacie wspomina się dokładnie to, jaką drogę do niej przebyłeś, a nie sam moment jej otrzymania.
Twój najnowszy album OTD ukazał się na nośniku vinylowym. Jakie są ulubione płyty, które uważasz za ponadczasowe?
Jeśli chodzi o ulubiony album uważam, że istnieje takich wiele. Należy do nich Outkast pierwszy i drugi oraz Erykah Badu New Amerykah i Baduizm. Jeśli wyliczyć wszystkie albumy, będzie ich całkiem sporo.
Muzyka jest uniwersalnym językiem. Jaką wiadomość chciałbyś przekazać światu swoją twórczością?
Swoją twórczością próbuję przekazać kilka wiadomości. Z pewnością jedną z nich jest samodoskonalenie – nie poddawać się i iść do przodu do celu. Drugie to być prostszym i trzecie – tworzyć. Oprócz tego wszystkiego jest jeszcze wiele różnych pożytecznych przekazów ozdrawiających moralnie i fizycznie, ale najważniejsze są pierwsze trzy o których wspomniałem.
Dornabanda to również żywe instrumenty. Co czeka polskich widzów podczas nadchodzących koncertów?
Zanim dotrzemy do Polski, odbędzie się premiera live performance z Moskwy, gdzie prezentowaliśmy OTD. Dokładnie tam możecie zapoznać się z tym, co przywieziemy do Polski i mam nadzieję, że to wam się spodoba.

