Niedawno ukazał się album zespołu Dziwna Wiosna o tym samym tytule. Niby debiut choć nie do końca, a dlaczego dowiecie się czytając zapis mojej rozmowy z członkiem grupy, Dawidem Karpiukiem. Poza tym rozmawialiśmy też o powstawaniu całego albumu, o wpływie jaki miała na niego obecna sytuacja w jakiej żyjemy, jak i o muzyce ogólnie i wszystkim co z nią związane.
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję, bo płyta jest już od jakiegoś czasu i macie świetny odbiór zarówno wśród słuchaczy jak i w mediach. Jak się z tym czujesz?
Jest chyba lepiej niż myśleliśmy, że mogłoby być. Z drugiej strony jest presja. Rosną oczekiwania, bo jak już trochę zaczniesz wypływać z podziemia, to zaczynasz liczyć na więcej. Odpowiadając na twoje pytanie: bardzo się cieszę. I zajebiście się martwię.
Adrianna Małolepszy: Bo to jest chyba dla Was dość dziwny moment. Graliście razem już wcześniej, wydaliście płytę pod inną nazwą, Superhuman Like Brando. Słuchając obu wydaje mi się, że to co wydaliście teraz jest naturalną ewolucją i teraz nagle, ktoś Was odkrył i jest szum.. czemu tak się nie stało wtedy, trzy lata temu..
Płyta SHLB utonęła z wielu różnych powodów. Może taki był klimat, może nie dość się postaraliśmy, może wydawca się nie postarał. A może po prostu przetarliśmy sobie szlak. Przez trzy lata dużo może się zmienić na rynku. Wtedy chyba mało kto w mainstreamie był zainteresowany gitarowym graniem, a teraz chyba trafiliśmy w moment, w którym to zainteresowanie wróciło.
Inna sprawa, że coraz więcej ludzi słucha dziś polskich artystów i to z różnych bajek. Spójrz na ostatni Jarocin: Nocny Kochanek, Kwiat Jabłoni, Krzysiek Zalewski, Armia, my… Okazało się, że ta sama publiczność chętnie bawi się na koncertach artystów z całkiem różnych światów.
AM: Ale nie wydaje ci się to fajne? Jest niesamowity festiwal, z ogromną historią i pokazuje ludziom przekrój i różnorodność właśnie?
No właśnie to jest super. A jeśli w tym znajduje się miejsce dla takiego grania, jak nasze, to jeszcze lepiej.
AM: Słuchając Waszej muzyki jakoś podświadomie pojawiły się w mojej głowie nawiązania do starej polskiej sceny jak choćby Dżem czy Mannaam. Celowaliście w te klimaty?
Zupełnie nie. Ale jeżeli kojarzymy się komuś z twórczością Kory albo z Riedelem to tylko dobrze. Korę i Riedla trzeba szanować, bo byli zajebiści. Po prostu to nie nasza część kosmosu.
AM: Zdecydowana większość tekstów na płycie jest po polsku. Czy to Twoja forma ekspresji czy jednak trochę kalkulacja? Bo jest jednak jakieś parcie, żeby polacy śpiewali po polsku.
U nas nie ma czasu na kalkulację, większość rzeczy robimy intuicyjnie. Nie wymyśliliśmy sobie niczego z góry i myślę, że jest to jeden z powodów, dla których ta płyta tak dobrze weszła. Dlatego chyba też Superhuman Like Brando i Dziwna Wiosna brzmią jak płyty jednego zespołu, bo my w tym składzie nie potrafimy robić piosenek inaczej niż to robimy, a ja nie potrafię pisać inaczej niż piszę.
AM: A jak to robienie mniej więcej wygląda?
Zwykle przynoszę zarys piosenki na gitarze akustycznej, przychodzę z nim do Łukasza Moskala, który zaczyna grać na bębnach, nadaje temu rytm, wymyślamy formę i za chwilę mamy piosenkę. Potem przychodzi basista Wojtek Traczyk i gra to po swojemu. Nie musimy o tym rozmawiać, co jest dużym ułatwieniem, bo my się w większości spraw ze sobą nie zgadzamy. Poza muzyką i polityką. W muzyce mamy niesamowitą łączność. A z polityką jest tak, że solidarnie nienawidzimy faszystów.
Jeśli chodzi o teksty – kiedyś śpiewałem tylko po angielsku. W odróżnieniu od chłopaków, którzy od lat grają na dużych scenach, z wieloma znanymi artystami, ja całe życie siedziałem w muzycznym garażu i tam te swoje anglojęzyczne historie robiłem. Któregoś dnia zaśpiewałem – pod pseudonimem zresztą – numer po polsku. Do ramówki pewnej telewizji. Zrobił się z tego mały przebój, do którego przyznałem się dopiero po trzech latach zresztą, bo nie chciałem być chłopakiem z reklamy. Napisałem fake’owego pressa, wytwórnia rozesłała to po dziennikarzach, ludzie to łyknęli.
AM: Niezła akcja!
Zajmuję się pisaniem z zawodu, ale nie jeśli chodzi o teksty piosenek. Wtedy pierwszy raz odważyłem się zaśpiewać po polsku, co prawda nie swój tekst, ale wtedy do mnie dotarło, że jak śpiewam po angielsku to jednak trochę się zasłaniam, chowam się za tą angielszczyzną.
AM: Bo nikt się na tym za bardzo nie skupi. Ładnie brzmi, ładnie sobie leci i jest dobrze.
Dokładnie. Natomiast żeby napisać dobry tekst po polsku musisz się po pierwsze trochę bardziej napracować, a po drugie się otworzyć. Powiedzieć “To jestem ja, to moje słabe strony, możecie we mnie walić czym chcecie.” To była dla mnie duża sprawa, że się przed sobą do tego przyznałem. Od tej pory śpiewam głównie po polsku. I to jest taka podróż po własnych słabościach.
AM: Było Superhuman Like Brando, dlaczego teraz zdecydowaliście właściwie zacząć od zera?
Przede wszystkim zmieniliśmy wydawcę i wtedy trzeba było zmienić nazwę. Nie chcieliśmy się za bardzo bić o tę poprzednią, bo płyta SHLB utonęła. Przy okazji była jeszcze ta nieszczęsna pandemia, świat się wali, Polską rządzą podli ludzie, można sobie robić kampanie wyborcze na nienawiści do mniejszości seksualnych, nienawiści do uchodźców, można żywić się jakimś popierdolonym narodowym narcyzmem, wmawiać ludziom, że świat wygląda inaczej, niż wygląda. Cały świat zdaje się przemieniać, ta przemiana jest cholernie nieprzyjemna, można tylko mieć nadzieję, że ten nowy świat, który się z niej wyłoni będzie chociaż odrobinę lepszy, sprawiedliwszy. Nazwa Dziwna Wiosna przyszła mi do głowy na jakiejś domówce w czasie pierwszego lockdownu. I się przyjęła.
AM: Na podstawie tej muzyki mam wrażenie, że Wy nie jesteście takimi ludźmi, którzy chcą się pokazywać.
Gadanie z Tobą i z innymi jest jeszcze spoko, ale gdybym na przykład mógł w ogóle nie istnieć jako muzyk w mediach społecznościowych, nie musiał się za bardzo pokazywać i tylko bym nagrywał muzykę i grał ją na żywo, to bym się nie pogniewał.
AM: To jak sobie radzisz z tym, że musisz się pokazywać?
Z każdym miesiącem jest coraz łatwiej, bo to są rzeczy, których się uczysz. Nigdy nie chciałem być gościem, który świeci twarzą, a trochę jednak muszę. A godzę się na to, bo ta muzyka jest dla mnie niesamowicie ważna. Dawno temu powiedziałem sobie, że może i płyta SHLB utonęła, ale Dziwnej Wiośnie na to nie pozwolę.
Na szczęście my nie mamy za wiele wspólnego z wizerunkiem rockandrollowca z przerośniętym ego albo gwiazdy estrady, która na każdy kroku pokazuje, że jest piękna i zajebista. Raczej jesteśmy kolesiami, którym się coś zepsuło w środku.
AM: Opowiesz mi troszeczkę o jednym z singli, a jednocześnie o utworze, który uwielbiam? Mam tu na myśli Maria Maria.
Staram się nie mówić ludziom, o czym są teksty, a wszyscy mnie o nie pytają;)
Maria, Maria to był ostatni numer, który powstał na płytę. Pisałem ją w kuchni, w której spędzam większą część mojego życia. Zaczęła za mną chodzić historia o dziewczynie, która chce gdzieś uciec z różnych powodów. Próbowałem wejść w głowę tej dziewczyny, zastanawiałem się od czego ona może uciekać, czego może chcieć, kim jest. Wtedy zadzwoniła do mnie moja mama i powiedziała, że moja babcia umarła. Miała na imię Maria. Wtedy ta piosenka sama się napisała. To jest trochę historia o niej, o jej odchodzeniu, ale nie tylko. Nie lubię tłumaczyć ludziom o czym są piosenki, bo one często są wieloznaczne nawet dla mnie. „Maria, Maria” jest więc o Marii, którą znałem, z którą się wychowałem, a jednocześnie o kimś kto chce uciekać. I może jeszcze o paru innych rzeczach. Chciałbym, żeby te piosenki mogły sobie w kimś pożyć. Żeby ktoś kto ich słucha mógł sam powiedzieć, o czym one dla niego są. Wtedy te numery żyją. Ja nie mam potrzeby opowiadania ludziom wyłącznie o moim życiu. Jasne, teksty są w pewnym sensie biograficzne, ale nie chcę śpiewać ludziom o sobie. Nie chcę, żeby ludzie słuchając nas myśleli o mnie. Chciałbym, żeby myśleli o sobie. Chciałbym, żeby te teksty uruchamiały w ludziach ich własne wspomnienia, doświadczenia, marzenia, cokolwiek. Tylko wtedy one będą żyły.
Z „Marią” jest jeszcze jedna ważna rzecz: ją tak naprawdę robi kontrabas Wojtka. Napisałem prostą piosenkę na parę akordów, Łukasz dał jej puls, a potem wysłaliśmy ją Wojtkowi z dopiskiem: „zagrałbyś tam coś na kontrabasie”. No i Wojtek zabrał „Marię” w kosmos.
AM: Jeszcze tak na zakończenie. Było kilka koncertów po bardzo długim czasie. Uspokoił Wam się jakiś głód sceny?
Jesteśmy w niepewnym, ale dobrym momencie. We wrześniu zagramy w krakowie, zagraliśmy Jarocin, Antyfest i jeszcze jedną rzecz w Warszawie. Ale zawsze jeszcze możemy to spieprzyć. Mam nadzieję, że jesienią będziemy grali gdzie się da.
Tego na płycie nie słychać, bo jest dużo gitar itd., ale przez to, że nas jest trzech, te piosenki na żywo zyskują zupełnie nowe oblicze i my sami odkrywamy je na nowo.
AM: Twoi koledzy z zespołu grają też z innymi, a wszyscy teraz chcą grać koncerty. Uda się Wam to jakoś pogodzić?
To jest trudne. Najprościej jest po prostu urosnąć na tyle, żebyśmy nie musieli się aż tak bardzo oglądać na inne zajęcia. Wtedy wszystko będzie prostsze.
AM: No to chyba tego Wam życzę!
Dziękuję. Tego Nam potrzeba.
AM: Wielkie dzięki za świetną rozmowę.
Ja również dziękuję.


