„Wszyscy jesteśmy pełni wielu osobowości” Wywiad z Asafem Avidanem

Asaf Avidan, artysta nietuzinkowy, obdarzony wyjątkowym głosem, podzielił się tej jesieni swoim nowym albumem Anagnorisis. Nam zdradza swój punkt widzenia na wszechobecny lockdown, akceptowaniu własnego „ja” i opowiada o wieczorze w Polsce, który zmienił jego postrzeganie muzyki.

  • Sylwia Krzywonos: Asaf, przede wszystkim, chciałabym pogratulować Ci Twojego nowego albumu, jest fantastyczny! Jako artysta – jak globalna pandemia i czas izolacji wpłynął na Ciebie i Twoją kreatywność? Za czym tęskniłeś, czego było za dużo?

Asaf Avidan: Dziękuję za te miłe słowa. Zawsze byłem zafascynowany bezradnością ludzkości, więc nie ma dla mnie żadnej różnicy, kiedy widać jak mali i bezbronni jesteśmy. Tak czy siak, myślę, że kreatywność nie zależy od zewnętrznego dramatu lub braku dramatu. Zawsze jest coś w naszej psychice, co prosi o ujście. W tym świetle, nie uważam, że lockdown i drastyczne zmiany, z którymi się zmierzyliśmy zrobiły dla mnie wielką różnicę. Z pewnością mam więcej czasu na myślenie i odczuwanie, co wydaje się dobrym narzędziem dla artysty, ale też zbyt wiele czasu na myślenie i odczuwanie nie pomaga w procesie twórczym. Ciężko jest zdobyć pewność swojej sztuki kiedy za dużo się nad tym zastanawiasz. Osobiście, tęsknie za tym co wszyscy. Kontaktem i komunikacją z innymi ludźmi. Brakuje mi towarzyskiej atmosfery wymiany pomysłów.

  • S.K.: W twojej muzyce słyszymy wiele metafor bólu, nawiązań do straconej miłości – czy Twoi fani identyfikują się z Twoimi tekstami?

A.A.: Nie mogę przemawiać za czym moi fani się identyfikują.
Uważam, że chociaż lubimy wyolbrzymiać nasze różnice, my, ludzie, mamy o wiele więcej ze sobą wspólnego niż różnic. Wszyscy czujemy się samotni i przerażeni. Boimy się być niewidzialnymi i nieistotnymi. Miłość jest narzędziem, którym walczymy z tymi lękami. Myślę, że każdy może połączyć się z tymi tematami.

  • S.K.: Co znaczy dla Ciebie Anagnorisis w życiu – czy otworzyłeś nim nowy rozdział?

A.A.: Zaczerpnięty z nauk Arystotelesa opisujący moment samoobjawienia, mój punkt widzenia jest bardziej enigmatyczny. Chociaż termin ten dobrze sprawdza się w przypadku opowiadania historii, niewiarygodnie brakuje mu odniesienia do prawdziwej chaotycznej natury istnienia „ja”. To, co określam jako siebie, jest tak mgliste, nieustannie mutujące i wielorakie, że nie ma jednego „Anagnorisis”. Wszyscy jesteśmy pełni wielu osobowości. Prawdziwym objawieniem jest zadowolenie się chaotyczną rzeczywistością, jaką jest istnienie. I to wystarczy. Mój nowy rozdział, kończący 40 lat, to próba zaakceptowania chaosu i zaprzestania narzucania mu kontroli i struktury. Powodzenia, ha!

  • S.K.: Bardzo ciekawi mnie utwór Wildfire – jaka kryje się za nim historia?

A.A.: Album odkrywa wiele osobowości, wiele postaci we mnie. Ta specyficzna postać to ktoś, kogo spotkałem we wcześniejszych piosenkach. Jest żoną Lota w Conspiratory Visions of Gomorrah i jest dziwką z Sweet Babylon. Postać kobieca, która w różnych mitologiach oznacza potrzebę zniszczenia. Jest częścią mnie, częścią uzależnioną od palenia przeszłości, aby stworzyć przed sobą drogę. Nie jestem z tego dumny, ale akceptuje ją, wiedząc, że podobnie jak wszystkie inne postacie w środku, działają z tych samych lęków, z różnymi rozwiązaniami.

  • S.K.: Widziałeś wiele miejsc na świecie – czy któreś z nich wyjątkowo Cię zainspirowały?

A.A.: Jakiekolwiek z naturą i spokojem. Jeśli jest tam morze lub ocean – tym bardziej!

  • S.K.: Już wkrótce powrócisz do polskich fanów na cztery koncerty! Byłeś w Polsce już kilka razy. Czy masz jakieś wyjątkowe wspomnienie z naszym krajem? Nie musi być to związane z koncertem.

A.A.: Kocham występować w Polsce, publiczność jest zawsze niezwykle uważna i obecna. Mam bardziej specyficzne wspomnienie, które nie ma nic wspólnego z moją polską publicznością, ale zdarzyło się to podczas koncertu w Polsce. W rzeczywistości stało się to, kiedy byłem za kulisami na koncercie i był to tydzień, w którym zmarł Leonard Cohen, a Donald Trump został wybrany na prezydenta. Naprawdę pamiętam, jak siedziałem tam przed koncertem i myślałem, zdając sobie sprawę, że straciliśmy kogoś, kto reprezentował pogoń za uczciwością, szczerością, złożonością, pokorą, pięknem i godnością, a otrzymaliśmy kogoś, kto reprezentuje oszustwo, ego, wulgarność, prostotę i egoizm. I pomyślałem – to co robię… nagle staje się ważne. To znaczy nic się nie zmieniło. Wciąż grałem te same piosenki, ale nagle moje dążenie do szczerego wydobycia siebie poprzez piosenki nagle nie wydawało mi się tylko samolubnym zajęciem, ale politycznym, społecznie ważnym zajęciem.

Ostatnio opublikowane

Popularne