Must Be the Music 7 – poznaj uczestników. Wywiad z Abraxas Quartet

Muzyka jazzowa w Must Be the Music to rzadkość. Gdy już jednak do programu przyjdzie ktoś taki jak Abraxas Quartet, szkoda, że nie jest jej więcej. Pochodzą z Torunia, a tworzą go Michał Walenciak, Kamil Fiszer oraz Maksymilian Kucharski. 

Łukasz Jaćkiewicz: Kim jest Abraxas Quartet?

Abraxas Quartet: Opowiedzcie coś o sobie : Abraxas Quartet jest zespołem okołojazzowym. Jesteśmy trójką przyjaciół, którzy cieszą się tym co robią i mają wielką pasję. Staramy sie łączyć ze sobą przeróżne formy muzyczne np.: blues, tango, swing, funk, ale zawsze wychodzimy od jazzu. Staramy się, aby nasza muzyka była przystępna dla każdego słuchacza, niezależnie od upodobań muzycznych, czy wieku.

Łukasz Jaćkiewicz: Kiedy byliście dziećmi marzyliście o…

Abraxas Quartet: Jak każde dziecko, mieliśmy wiele marzeń, począwszy od zostania strażakiem, czy policjantem, poprzez gwiazdę rocka, aż do zostania śmieciarzem, co niektórzy z nas (śmiech), ale od zawsze marzyliśmy o jednym – że chcemy po sobie pozostawić jakiś ślad na ziemi, nie chcemy tego życia po prostu przeżyć, chcemy robić coś z czego inni będą mogli czerpać. I to właśnie marzenie zaczyna się powoli spełniać…. :)

Łukasz Jaćkiewicz: Gdyby nie muzyka to… 

Abraxas Quartet: Nie dopuszczamy takiej możliwości. Muzyka towarzyszy nam od zawsze. Nie wyobrażamy sobie życia bez niej, gdyż ona wprawia nasz świat w ruch.

http://youtu.be/r82x6uXXuHg

Łukasz Jaćkiewicz: Jak rozpoczęła się Wasza przygoda z muzyką, jakie były początki zespołu?

Abraxas Quartet: Maks od dziecka był uczniem Toruńskiej Szkoły Muzycznej. Michał od dziecka uczęszczał na lekcje śpiewu, a Kamil od dziecka uczył się grać, na początku na klawiszach, później na gitarze, basie, perkusji i kontrabasie. Gdy byliśmy mali na zajęcia posyłali nas nasi rodzice. Nie ukrywamy, że jako dzieci mocno się buntowaliśmy kiedy przychodził czas ćwiczeń na instrumentach, czy ćwiczeń wokalnych, jednak teraz możemy tylko im za to podziękować, gdyż to dzięki naszym rodzicom zakorzeniła się w nas pasja i miłość do muzyki. Pomysł założenia Abraxas Quartet, był bardzo spontaniczny. Ktoś kiedyś rzucił hasło, abyśmy spotkali się na próbę, coś pograli – niezobowiązująco, a ponieważ od samego początku świetnie nam się grało i muzycznie rozumieliśmy się bez słów, postanowiliśmy założyć zespół.

Łukasz Jaćkiewicz: Muzyka jazzowa to w tym programie praktycznie rzadkość. Myślicie, że ma wciąż siłę przebicia?

Abraxas Quartet: Myślimy, że jest czymś zupełnie innym, co może bardziej lub mniej pociągnąć za sobą ludzi, ale na pewno ich w jakimś stopniu zaciekawić.

Łukasz Jaćkiewicz: A więc czym jest dla Was jazz?

Abraxas Quartet: Jazz jest dla nas nie tylko wspaniałą muzyką, bardzo ambitną, niebanalną i stwarzającą szerokie spektrum możliwości aranżacyjnych, ale również pryzmatem postrzegania świata. Nie raz, gdy idziemy ulicą, rozmawiamy o czymś lub widzimy kogoś, nagle pada stwierdzenie: „Ale on jest jazzy” (śmiech). Nie myślimy o jazzie wyłącznie jako o muzyce. Myślimy również o nim jako o kulturze, kształtującej się w latach 30-tych, chociażby w Nowym Yorku, która ewoluowała na przestrzeni niemal wieku. Młodzi ludzie często należą do różnych subkultur. Naszą „subkulturą” jest jazz.

Łukasz Jaćkiewicz: Maksymilian i Kamil jesteście multiinstrumentalistami. Łatwo jest się nauczyć gry na tylu instrumentach? Jakie mielibyście rady do osób, które chciałyby się nauczyć grać na instrumentach?

Abraxas Quartet: To prawda. Akurat nam przyszło to z zadziwiającą łatwością, najczęściej pod wpływem zasłyszenia gdzieś brzmienia naszych instrumentów, po czym stwierdzenia: „Wow, ja chcę na tym grać!”. Następnym krokiem jest żmudna nauka teorii muzyki. Aby nauczyć się dobrze grać, i myśli się o tym na serio, to instrument trzeba mieć na własność, bo wymaga to codziennego, wielogodzinnego udoskonalania warsztatu. A potem pozostaje już tylko ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, oraz słuchać dużo, dużo muzyki, bo z słuchania najwięcej wynika. Wiele zagrywek, motywów, czy technik można wysłyszeć i przenieść na swoją własną grę. Później szuka się już własnego, unikalnego brzmienia. Należy dać sobie czas – nic nie wychodzi od razu, czasami uczymy się czegoś szybciej, czasami wolniej, w każdym razie nie wolno nam się poddawać i musimy dążyć do osiągnięcia postawionego sobie celu :)

Łukasz Jaćkiewicz: Michał, doskonale śpiewasz. Co czułeś po tylu pochwałach od jurorów, jest to budujące?

 Abraxas Quartet: Z pewnością jest to miłe i budujące. Opnie jury są dla mnie motorem, który zachęca mnie do dalszego śpiewania. Było wiele pozytywnych opinii, ale były również opinie, chociażby Pani Eli Zapendowskiej, z których mogę wynieść coś na przyszłość, i zmienić dzięki nim coś w swoim śpiewie oraz życiu. Wszystkie opinie biorę sobie bardzo głęboko do serca. Czasami jest to niezwykle bolesne, ale nic nie może przychodzić zbyt łatwo.

Łukasz Jaćkiewicz: W programie zaprezentowaliście cover. Czy Wasza twórczość opiera się tylko na nich? Tworzycie własne utwory?

Abraxas Quartet: Prezentujemy w swojej twórczości zarówno covery jak i kompozycje własne. Jeśli chodzi o nasze autorskie utwory, wpadają one najczęściej przypadkiem. U któregoś z nas pojawia się wena do napisania tekstu, który potem konsultujemy z wieloma osobami, poprawiamy. Następnie Kamil razem z Maksem siadają do swoich instrumentów i po prostu najzwyczajniej w świecie, zaczynają grać co im serce podpowiada, tzw. jam session (śmiech). Podczas takiego grania, dłuższego lub krótszego, zaczyna nam się tworzyć nagle jakaś forma, temat. Zaczynamy go ogrywać, myśleć o nim, analizować i dobierać poszczególne zagrywki, dźwięki, motywy i instrumenty, tak, aby wszystko fajnie siedziało. Następnie spotykamy się na próbie z Michałem i zaczynamy to grać, słuchamy raz jeszcze jak to wszystko brzmi razem i decydujemy, czy mamy już gotowy kawałek, czy wprowadzamy jeszcze jakieś zmiany. W ten sposób powstają nasze autorskie kompozycje.

Łukasz Jaćkiewicz: Gdybyście mieli wymienić 3 swoich idoli muzycznych, kto by to był i dlaczego właśnie oni?

Abraxas Quartet: Jeśli chodzi o Michała, to jego idolką jest Diana Krall, za to jaki klimat wprowadza na scenie, za to jak śpiewa i ile można się nauczyć słuchając jej wykonań. Kamil za swojego idola uznaje Larsa Danielssona, za charyzmę sceniczną, za jego pasję, która przejawia się na scenie, gdy gra, oraz za całą jego grę, gdyż jest uznawany za wirtuoza kontrabasu, pisze również piękne kompozycje, które wykonuje potem z Leszkiem Możdżerem, natomiast inspiracją Maksa jest Wynton Marsalis – trębacz jazzowy i klasyczny o imponującej wszechstronności oraz charakterystycznym, plastycznym zadęciu za co ceni go najbardziej.

Łukasz Jaćkiewicz: Załóżmy, że wygracie Must be the Music, co zmieni się w Waszym życiu?

Abraxas Quartet: Na pewno odczujemy to, że jesteśmy osobami dość rozpoznawalnymi (śmiech). Mamy nadzieję, że po tym programie, jeśli go wygramy, ruszy sie coś w naszym grafiku koncertów, oraz że dzięki naszym koncertom będziemy mogli pomagać innym – gdy osiągniemy odpowiedni poziom rozpoznawalności, chcemy pomagać innym, poprzez organizowanie dla nich koncertów charytatywnych. Mimo wszystko o jednym możemy zapewnić już teraz – nawet po wygraniu programu, zachowamy swoją autentyczność, a nasza muzyka się nie zmieni.

Czytaj również