
Rafała Brzozowskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Poznaliśmy go w programie The Voice of Poland, potem zawładnął swoimi piosenkami polskie stacje radiowe. Za nami również premiera jego nowej płyty. W trakcie promocji tego krążka udało nam się z nim porozmawiać. O to zapis ponad dwudziestominutowej rozmowy, w której opowiedział nam o kulisach pracy na „Moim czasem„, o słynnym coverze, pracy w nowym show SuperSTARcie czy o wspomnieniach związanych z programem The Voice of Poland.
Łukasz Jaćkiewicz: Za nami premiera Twojej drugiej płyty „Mój czas”. Co zmieniło się w Twoim życiu przez te dwa lata?
Trudne pytanie. Ciężko odpowiedzieć tak, co się zmieniło. Przede wszystkim nastąpiła realizacja pewnych marzeń, pewnych celów, które sobie wyznaczyłem wiele lat temu. Wiedziałem, że piosenka „Tak blisko” i cały album, bo to nie tylko ten utwór, ale „Nie mam nic”, „Katrina”, „Za mały świat” – te piosenki, które naprawdę gdzieś tam zawojowały. No to jednak nie wiedziałem, że aż tak mocno to się wszystko uda rozkręcić i że w tak szybkim czasie będzie to wszystko tak zintensyfikowane. Bo to koncerty, festiwale, wyjazdy… Życie naprawdę na walizkach i pełne poświęcenia, wejścia w to życie na zasadzie takiej drogi, jaką sobie wybrałem i przygotowałem. Naprawdę zdaję sobie sprawę, że na przestrzeni tych dwóch lat stałem się popularny, czy może popularny to jest mało powiedziane, może precyzyjniej powiem – rozpoznawalną. To jest najwłaściwsze określenie. I to widać na co dzień: na stacji benzynowej, w kościele czy w urzędzie. Natomiast to gdzieś tak przyszło po prostu, może nie tyle nagle, co było to zapracowane ciężką wieloletnią pracą. Tak to wychodzi, że starałem się pracować cały czas. W związku z tym zagrałem praktycznie wszystko i wszędzie, co mogłem przez te dwa lata i uważam, że to był naprawdę bardzo dobrze wykorzystany czas. Mam takie poczucie, że nie odpuściłem niczego.
Łukasz Jaćkiewicz: Nowa płyta to początek Twojej nowej drogi czy kontynuacja poprzedniej?
Oczywiście, że kontynuacja. Staram się robić, to co się sprawdziło po prostu, to co zostało przyjęte na rynku, przez rozgłośnie radiowe, a przede wszystkim przez publiczność. Jeżdżąc z koncertami widzę jakich piosenek potrzebuje, jakie tempa są potrzebne, jakie utwory największą przyjemność sprawiają z tego repertuaru, który ja gram, i jakich mi brakuje. W związku z tym jest to wynik jakiś tam przemyśleń i też jakby szukania pewnych rozwiązań rytmicznych bądź aranżacyjnych czy tekstowych, które mogłyby iść w podobnym nurcie. Na przykład piosenka ” Linia czasu”, która nie weszła na poprzednią płytę, a jest teraz jednym z singli na tym albumie, ku radości kompozytora tej piosenki, ponieważ wtedy liczył też, że może coś będzie singlem. Także, to jest na pewno kontynuacja. Uważam, że ta płyta jest też bardziej dopracowana, ja już po prostu miałem troszkę łatwiej. Wiedziałem dokładnie co chcę nagrać, jak, z kim, kto ma to produkować. Po prostu ten etap, gdzie nie wiedziałem, jak mam śpiewać, w jakim stylu – troszkę minął i teraz już dokładnie wiem, jak mam brzmieć. Mało tego muszę śpiewać tak, żebym był już charakterystyczny i rozpoznawalny dla swojego głosu.

Łukasz Jaćkiewicz: Parafrazując tytuł krążka, jest to Twój czas na polskim rynku muzycznym? Co oznacza on w kontekście tej płyty? Jakie jest jego przesłanie?
No właśnie niedokładnie tak, to nie chodzi o to. To chodzi o to, że to jest mój czas na pracę. To jest też mój czas na nagrywanie piosenek, na tworzenie nowych rzeczy, na tworzenie repertuaru. To jest mój czas do tego, żeby teraz się wziąć do roboty i kontynuować tę pracę, którą się zaczęło dwa lata temu. Mało tego, jest to cały mój czas przeznaczony w wolnej chwili na nagranie tej płyty. Ja naprawdę miałem dużo zajęć w tym roku. Zaczynając od początku roku, kiedy się wygłupiłem w Tańcu z Gwiazdami, że tam potańczyłem troszkę. Ale to było tak pracochłonne i zajęło mi tyle czasu, że bałem się że tej płyty po prostu nie zdążę zrobić. Biegałem więc z sali treningowej do studia, pisałem teksty, rozmawiałem z kompozytorami, z tekściarzami, cały czas na e-mailu z producentami. To jest właśnie ten czas, ażeby pracować i gruntować swoją pozycję.
Łukasz Jaćkiewicz: Z kim współpracowałeś przy nowym albumie?
Jest tych osób bardzo dużo. Przede wszystkim Krzysztof Pszona, producent, też kompozytor, który napisał na ten album kilka piosenek. Zaczęliśmy od „Magicznych słów”. Krzysiu Pszona właśnie jest jednym z głównych producentów płyty. Przemek Puk, także jako jeden z głównych producentów, do tego jeszcze autor muzyki. Filip Sojka, również producent jednego utworu, autor muzyki, członek mojego zespołu, świetny basista, i też muzyk. Marcin Kindla, z którym zrobiliśmy jedną piosenkę, do której tekst napisała Kasia Popowska. Magda Femme napisała fajny tekst, bardzo fajny tekst do polskiej wersji jednej z piosenek. Wojtek Łuszczykiewicz naprawdę zaskoczył mnie pięknym tekstem do mojej piosenki. Tutaj mamy jeszcze Rysia Kuncę do piosenki Mateusza Mijala. Mamy również Wojtka Wójcickiego, no i Marka Kościukiewicza, który również napisał mi tekst na tę płytę. Natomiast całość zmiksował i złożył Jacek Gawłowski, a także JG Master Lab, firma jego i jego ucho spowodowało, że mimo tego, że wiele osób to miksowało czy produkowało, a on też wiele miksował rzeczy, większość piosenek z tego albumu, to ten album brzmi spójnie. Szczególnie Rafał Smoleń, który miksował nasze „Magiczne słowa”.
Łukasz Jaćkiewicz: Jednym z singli promujących album jest cover Ziyo – Magiczne słowa. Skąd pomysł na odświeżenie tego utworu? Wiąże się z tym jakaś historia?
To jest troszkę tak, że muzyka zatacza pewne kręgi. Ja w latach 90., kiedy ta piosenka była wielkim hitem i była grana, no to słuchałem polskiego rocka i to mi się kojarzy z takimi latami właśnie młodzieńczymi. Pojawiła się możliwość zrobienia coveru, który mógłby być troszeczkę odświeżony, bo ten zespół jednak mimo wszystko troszkę zniknął. Ja wiem, że ten zespół działa i gra i Jurek Durał dalej coś tam pracuje, natomiast nie ma go w mediach i szkoda troszeczkę, bo naprawdę piosenka cudowna i fantastyczna. No i to się stało, coś takiego, że był to jednak zespół jednego przeboju. I podobnie mi zarzucano też pewne rzeczy, że ja jestem artystą jednego przeboju, ale to nie do końca jest prawdą, bo ja dopiero zacząłem i mam kolejne sukcesy z piosenkami i nie tylko. W związku z tym tutaj ja po prostu, jeśli wracając do „Magicznych słów”, lubiłem grać ten utwór, bardzo dobrze leżał mi tonacyjnie, idealnie, świetnie się go gra na gitarze akustycznej przy jakimś ognisku czy w ogóle tak ma on w sobie jakąś magię, co mi w duszy gra. Postanowiliśmy go przerobić w taki nowoczesny trochę sposób, ale jednocześnie z tym klimatem, i to zostało świetnie przyjęte, więc to się po prostu udało.
Łukasz Jaćkiewicz: Twoją domeną są ballady i gitara. To jest stylistyka, w której najlepiej się odnajdujesz i w która chciałbyś dalej iść?
To nie jest prawda do końca, ponieważ nie wiem czy moją domeną są ballady. Czy gitara? No tak, jest to instrument, na którym gram, choć lepiej gram na fortepianie niż na gitarze. Ale czy ballady? Praktycznie nie miałem żadnego singla. który byłby balladą. Bardzo bym chciał takiego wprowadzić. Ja bardziej właśnie gram takie rzeczy energetycznie, a jeśli można popatrzeć na moje koncerty gdzieś tam w sieci, czy ewentualne na te, które ludzie przychodzą, że gramy w ogóle bardzo mocno gitarowo i tam gdzie jest dużo energii to jest fajne. Ja lubię ballady, to się zgadza, na pewno tak i chciałbym, żeby któraś była oficjalnym singlem.
Łukasz Jaćkiewicz: Pomimo kilku wydanych singli i ich sporej popularności, wciąż jesteś nazywanym tym od „Tak Blisko”. Osobiście się z tym nie zgadzam. Nie męczą Cię takie porównania? Wciąż chętnie śpiewasz ten utwór z radością dla swoich fanów?
Oczywiście, że tak. Jeśli wykonuję swoją pracę, wychodzę na koncert przygotowany, to mogę go śpiewać i trzy czy cztery razy, skoro ludzie się domagają i czuję tę taką fajną lekkość i uśmiech na twarzach to rzeczywiście nie mam z tym problemu i mogę grać to do końca życia. Natomiast, czy ktoś tam mówi, że jestem panem od „Tak blisko”, jest to na pewno patrząc po rankingach, po tym co się dzieje w sprzedaży i dalej bardzo często kupowana piosenka. Dwa lata z rzędu Cyfrowy Hit Roku, a przede wszystkim dalej kupowana, dalej słuchana i chętnie grana przez różne zespoły. Ale naprawdę się trochę uśmiecham, bo takie piosenki jak „Za mały świat”, teraz cover „Magiczne słowa”, śpiewam czołówkę serialu Na dobre i na złe od kilku lat, Katrina – wielomilionowe wyświetlenia w duecie z Liberem na Youtube. Co my tam jeszcze mieliśmy? Jak już mówiłem, „Nie mam nic”, utwór, który był w 10-tce najczęściej granych w kraju w 2013 roku. Także ja zacząłem od hita i czasami ja powiem troszeczkę na przekór, niech ktoś zrobi chociaż jeden taki hit, żeby go miał. Ja już go mam i teraz to jest świetny start, do tego ażeby zrobić kolejne. Ja mam dużo muzyki w głowie i pomysłów na siebie, więc jeszcze wszystkiego nie pokazałem, spokojnie, trzeba pracować. Kolejny hit, kolejny megahit nadejdzie.
Łukasz Jaćkiewicz: Nasza redaktorka nazwała Cię mianem głównego uwodziciela kobiecych serc w Polsce, zaraz po Andrzeju Piasecznym. Cieszą Cię takie porównania? Masz przecież bardzo wiele fanek, które by chętnie zostały Twoją drugą połówką.
Ja powiem w ten sposób, że muzyka, którą robię jest adresowana do kobiet. Śpiewam do kobiet i jak gdyby nie mam tez odmiennej orientacji seksualnej, jestem po prostu facetem z krwi i kości i śpiewam i tym, co jak gdyby się dzieje w życiu damsko-męskim. Jakiś takich przemyśleniach, bo też dużo przeżyłem, przeżyłem kilka związków swoich i one dają też do myślenia, o czasie, o tym co się dzieje, gdy czas wszystko zmienia, jak człowiek tęsknił za jakimś uczuciem i myślał, że świat się kończy a potem nagle się okazuje, że poznaje się jakąś wspaniałą osobę, która jest zupełnie inna i to uczucie jest już zupełnie inne i nie da się go porównać z poprzednim. Więc, staram się to robić, a czy mnie tu na przykład porównują do jakiegoś uwodziciela czy zaraz do Andrzeja Piasecznego, to na pewno wybierając trenera w programie The Voice kierowałem się jak gdyby stylistyką. Andrzej Piaseczny jest artystą popowym, który śpiewa właśnie też balladowo i ma taki swój styl śpiewania, ale też mocno popowo. Ma świetnych muzyków, dobrze ma to wszystko wyprodukowane, nawet mamy tych samych, podobnych producentów. Więc jak najbardziej jest to jakiś tam kierunek, aczkolwiek jesteśmy totalnie innymi ludźmi. Jestem bardzo do ludzi otwarty, jestem bardzo taki nawet czasami zbyt energetyczny i bardziej bezpośredni. Natomiast to, że to się udało ten wizerunek do kobiet jak gdyby, że kobiety go podchwyciły i chcą mnie oglądać, to mnie bardzo, bardzo cieszy.
Łukasz Jaćkiewicz: Bierzesz udział w nowym show TVP2 – SuperSTARcie. Dlaczego zdecydowałeś się na udział w nim?
Przede wszystkim z tego względu, że właśnie chciałbym troszeczkę przełamać ten taki lekko cukierkowy wizerunek, który się wytworzył po „Tak blisko”. Bo to jest taki utwór bardzo lekki, przyjemny i trochę słodki czasami, aczkolwiek bardzo trudny do zaśpiewania i z bardzo mądrym tekstem. Więc on nie jest banalny, a może się taki wydawać przez tą lekkość, jakieś gwizdanie, jakiś pomysł na tę piosenkę. Natomiast tu mogę naprawdę, nie przebierając w nikogo wykonywać utwory, które są dla mnie zaskoczeniem, wyzwaniem i nauczyć się przede wszystkim czegoś nowego, innego frazowania, innego jak gdyby patrzenia na muzykę. Wokalista powinien się rozwijać, wokalista powinien śpiewać jak najwięcej, ćwiczyć głos i umieć zaśpiewać totalnie wszystko, obronić się w każdej chwili. Wtedy ten warsztat jest jak gdyby uniwersalny i nie wiadomo co z tego wyniknie dalej, w jaką stronę człowiek skręca, bo to czasami z wiekiem się wszystko zmienia.
Łukasz Jaćkiewicz: Który gatunek muzyczny będzie dla Ciebie wyzwaniem? Kto według Ciebie jest najbardziej wszechstronny z uczestników i powinien wygrać ten program?
Kompletnie nie mam pojęcia, kto powinien wygrać ten program. Każdy ma tutaj niesamowite atuty, tutaj nie ma słabych osób, nie ma słabych punktów, każdy jest inny, każdy jest świetny w tym, co robi. Kto sobie zyska największą sympatię widzów, ten wygra. To nawet nie będzie chyba osoba najbardziej wszechstronna, po prostu która znajdzie pomysł na to jak widzowie mają ją najbardziej zaakceptować, w tym co robi. A który gatunek będzie wyzwaniem? No na pewno hip hop, bo to jest bardzo trudne, z bardzo dużą ilością tekstu i tego wszystkiego co muszę zrobić. Kolejne pewnie też będą dosyć ciekawe, natomiast hip hop chyba najbardziej.
Łukasz Jaćkiewicz: Takie programy to także cenne doświadczenie. Planujesz jakieś współprace z innymi uczestnikami tego programu. W Twojej głowie krążą jakieś pomysły?
Oczywiście, że tak. My się poznajemy i to są zawodowcy, ludzie rynku muzycznego i na pewno będą propozycje współpracy, na pewno będzie możliwość pośpiewania wspólnych imprez i koncertów czasami. One się pojawią wraz z rozwojem naszych przyjaźni i zainteresowań, tego co robimy razem. Więc jest to po prostu naturalne.
Łukasz Jaćkiewicz: Nie boisz się opinii, że tego typu programy mają na celu lansowanie i podbijanie oglądalności, a co za tym idzie odciągają od prawdziwej ścieżki kariery i prawdziwego celu programu?
Wiadomo, że w jakimś stopniu jest to program komercyjny, Komercja w dzisiejszych czasach jest dziwna i niektórzy się buntują, rzucają i próbują mawiać, bo to jest tak, bo to jest tak, bo kiedyś tak nie było. Ale tak teraz jest. Programy są komercyjne ze względu na reklamy, na sposób zarabiania pieniędzy przez duże stacje telewizyjne i one się biją po prostu o widza, chcą mieć jak najciekawszy program, najchętniej oglądany i który miałby iść w odpowiednim kierunku muzycznym, ale też trochę komercyjnym. Wiadomo, że tutaj sms-y czy to w jakim momencie kto śpiewa, jaki jest konkurencyjny program – ma ogromne znaczenie. Natomiast ja chcę się tu dobrze bawić i wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Naprawdę, nawet jakbym odpadł z tego programu, to się świat nie zawali, bo ja dokładnie wiem co mam robić i to niczemu nie przeczy. Może ktoś nawet mówić, że ten kto odpada ma mniejsza popularność – mi się wydaje, że albo ktoś trafi w gusta widza, który się przełącza na taki program, albo nie i nie ma się co przejmować w ogóle.
Łukasz Jaćkiewicz: Odniosłeś sukces po programie The Voice of Poland i stałeś się jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych uczestników. Co dał Ci ten program? Zdecydowałbyś się na udział w nim po raz drugi?
Z punktu widzenia czasu myślę, że na pewno zrobiłbym to samo. Myślę, że poszedłbym do tego programu. Ja to porównuję do takie tekstu, który kiedyś powiedział mój dziadek: „Chciałbym przeżyć to samo wnuczku, co Ty teraz przeżywasz, ale mając te lata które mam obecnie”. I to tak jest, że na pewno zrobiłbym to zupełnie inaczej i dużo łatwiej by mi było, wiedziałbym co mówić, a co nie mówić, jak się zachować, jak śpiewać. Mam więcej doświadczenia, troszeczkę w praniu to doświadczenie wyszło. Naprawdę mógłbym to wszystko zupełnie inaczej poprowadzić, aczkolwiek program The Voice of Poland pozwolił mi zaistnieć jako Rafałowi Brzozowskiemu na rynku muzycznym. Pojawiło się takie nazwisko, solista, i to ugruntowało tę pozycję gdzieś tam dochodząc wysoko w tym programie, aczkolwiek łatwo to ja nie miałem. Popełniłem tam bardzo wiele błędów i wizerunkowych, i repertuarowych, i wokalnych, i technicznych, o jakich nie miałem pojęcia. To naprawdę bardzo duża szkoła życia i taka lekcja, aczkolwiek dziwi mnie bardzo, że ludzie tak znakomicie śpiewający w tylu edycjach, bo naprawdę śpiewają cudownie, nie potrafią znaleźć patentu na siebie, w tym aby dalej, aby w życiu coś tam osiągnąć, bo tu nikt z nikogo nic nie zrobi. Tu trzeba po prostu iść do wytwórni, nagrać piosenki albo samemu próbować powalczyć, o to, aby ktoś to wydał i wszystko w tym temacie.
Łukasz Jaćkiewicz: Śledzisz nową edycję tego show. Który z uczestników Twoim zdaniem ma szansę na sukces?
Nie śledzę teraz nowej edycji kompletnie, ze względu na to, że mam bardzo dużo zajęć związanych z promocją nowej płyty, z tego co się dzieje w moim życiu zawodowym, no i programem tez moim, w którym biorę udział. Naprawdę wiem, że są tam ludzie których spotykam, czy to w Pytaniu na śniadanie czy w jakiś innych programach, Radiu Zet – mijam się z tymi ludźmi. Słyszałem o ich wykonaniach, natomiast orientowałem się w poprzedniej edycji, bo tam mój kolega Mateusz Ziółko wygrał ten program i wiedziałem, że on tam śpiewa. Te wykony więc śledziłem i patrzyłem jak śpiewa. Powiem szczerze, że często jest tak, że ludzie śpiewają kapitalnie covery i mają technikę nieziemską, po prostu śpiewają cudownie i wszystkie dźwięki są tak położone, że szok. Trenerzy się zachwycają, widzowie są prze szczęśliwi, bo porównują je z najlepszymi wykonaniami na świecie i tak dalej. Natomiast jak dochodzi do własnego repertuaru to nie mają pomysłu Ci ludzie jak śpiewać, co zrobić z tym głosem. To też jest kwestia kompozytorów i autorów tekstów, którzy potrafią tak napisać piosenkę, aby ona osiągnęła dobry poziom artystyczny i wykorzystała te umiejętności. Jednocześnie nie może być przesadzona, bo czasami oczekiwania są bardzo duże, a potem kogoś ciągnie w underground albo w jakiś alternatywny rodzaj muzyki, który nie do końca jest komercyjny i troszeczkę niezrozumiały. Ja miałem jasny cel. Przyjść do programu po to, aby wydać płytę komercyjną, bo to jest program komercyjny i takie powinno być myślenie. Jeżeli ktoś ma inne, np. chce się sprawdzić, bo dobrze śpiewał albo go mama z ciocią i wujkiem wypychają, albo się na karaoke starał albo na przykład śpiewa zawodowo i jedno, drugie, trzecie i czwarte mu nie wyszło i on teraz będzie robił kolejny start – to jest to też jakiś tam pomysł na to, tylko trzeba po prostu trzeba być konsekwentnym, trzeba wiedzieć w jaki wchodzi się gry, a nie potem kończyć program i liczyć, że nagle wszyscy będą coś dla mnie robili. To trzeba pracować samemu.



