Woodstock – kochany czy nienawidzony?

Co roku początek sierpnia to wyprawa wielu ludzi w stronę naszej zachodniej granicy, zatłoczone pociągi docierają do Kostrzyna nad Odrą. To właśnie tutaj niepozorne pole zmienia się w kilka dni przedniej zabawy. Chyba nigdy nie uda mi się pojąć dlaczego wokół tego festiwalu, który ma w sobie hasła takie jak: miłość, pokój i muzyka, widnieje czarna chmura stereotypów. Przyjrzyjmy im się z bliska.

Jadą tam tylko młodzi, zbuntowani ludzie. Owszem wszyscy są młodzi – duchem. Można tam spotkać zbuntowanych nastolatków, jak na każdej większej imprezie, ale znajdziemy tak także dojrzałych ludzi czy rodziny z dziećmi. Tak, nikt się nie przesłyszał rodziny z dziećmi w końcu to festiwal dla wszystkich, tu nie ma żadnych ograniczeń, jedynym limitem jesteśmy my sami.

Stereotyp numer jeden. Picie i ćpanie – właśnie to Cię tam spotka.

Sponsorem festiwalu jest także koncern piwa, trudno, więc o brak alkoholu, zresztą na jakim festiwalu go brakuje. Ludzi pod wpływem innych substancji trudniej spotkać, częściej można zobaczyć osoby z opaską – jestem OK, nie biorę – które są rozdawane na Woodstocku. Każdy dobrze się bawi, nikt nie lata za tobą z siekierą pod wpływem swoich narkotykowych wizji, także sądzę, iż kolejny przesąd zostaje obalony.

Stereotyp numer dwa. Tam gra szatan i jedzą koty.

Jeżeli komuś nie podoba się cięższe granie, może zawsze pójść i posłuchać repertuaru innych scen, a tych jest wiele, np. scena reagee, scena hare krischna, przystanek Jezus. Każdy znajdzie coś dla siebie, a mapę i rozkładówkę koncertów można dostać od informatorów, których nie mało na tym przystanku.

Stereotyp numer trz y. Woodstock to zło, lepiej idźcie na przystanek Jezus.

Nieraz spotkałam się z taką opinią w telewizji o tematyce religijnej, nazwy nie będę podawać, ale myślę, że każdy wie o kogo chodzi. Ciekawe jednak jest to, iż ci ludzie w swoich wypowiedziach potępiają Woodstock i to co się tam dzieje, a polecają przystanek Jezus, który jest częścią Wooda. To właśnie Jurek Owsiak rok rocznie tworzy tą scenę.

Stereotyp numer cztery. Tam jest po prostu niebezpiecznie.

Nic bardziej mylnego, ja byłam nic mi się nie stało, żyję i uważam, iż uszkodzeń neurologicznych także nie posiadam. Jedyne co dał mi Woodstock to miła atmosfera, świetne koncerty i pozytywni ludzie. Kostrzyn już niedługo ponownie zapełni się pozytywną energią, zapraszam nie bójcie się dobrej zabawy i nie wierzcie stereotypom – jedynym sposobem na ich obalenie to przyjazd tam i przekonanie się na własnej skórze.

Może ktoś ma podobne zdanie na ten temat, a może przedstawi nam to jeszcze z innej strony. Dobrej zabawy nigdy dość, pozdrawiam i zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Czytaj również