Potężną dawką endorfin, szczególnie potrzebnych w tych deszczowych dniach, obdarzyli wszystkich uczestników koncertu w warszawskiej Stodole członkowie kanadyjskiego zespołu Walk off the Earth. Artyści, którzy karierę rozpoczęli już prawie 20 lat temu publikując filmiki w internecie, pierwszy raz odwiedzili Polskę. Sądząc po entuzjastycznym przyjęciu, na pewno nie był to ostatni raz.
Walk off the Earth to grupa znana z nietypowych, bardzo oryginalnych i kreatywnych pomysłów. Pokazali już światu jak grają w pięć osób na jednej gitarze lub pobijają rekord Guinessa grając na gigantycznym instrumencie. Mają niesamowicie dużo zwariowanej pozytywnej energii, którą dzielą się ze swoimi fanami. Fantastycznie było być częścią ich świata chociaż na 2 godziny.
Nigdy wcześniej nie widziałam na scenie tak wielkiej liczby instrumentów, z czego dużej części nie umiem nawet nazwać. Artyści z Walk off the Earth są niesamowicie wszechstronni. Sprawnie wymieniali się na scenie miejscami i zadaniami. Czynny udział w koncercie brały także dzieci wokalistów i multiinstrumentalistów Sary Blackwood oraz Gianni’ego Luminati. Miłość do muzyki przechodzi w genach w tej rodzinie.
Podczas koncertu nie zabrakło największych hitów grupy takich jak My Stupid Heart czy Bet On Me, ale pojawił się też ukłon w stronę najwierniejszych fanów. Artyści zaprezentowali swoją kultową składankę 20 piosenek Beatlesów w 4 minuty, a na bis odtworzyli na jednej gitarze, po ponad 10 latach od publikacji wideo, Somebody that I used to know.
Przepięknym akcentem koncertu, który zresztą jest stałym elementem każdego wydarzenia tej europejskiej trasy zespołu, był prezent dla najbardziej zaangażowanego uczestnika. Artyści obdarowali wybraną przez siebie osobę personalizowanym ukulele. Jest to na pewno świetna pamiątka, ale też możliwość rozwinięcia talentu muzycznego.
Życzę sobie samych takich koncertów, podczas których uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Pełen luz, zabawa, eksperymentowanie z formą, świetny kontakt z publicznością – tego wszystkiego można było doświadczyć w warszawskiej Stodole. Oby zespół jak najszybciej wrócił do naszego kraju.

