W ostatni weekend po dłuższej przerwie pojechałem do swojego rodzinnego miasta – Rzeszowa. Wraz z kumplami staliśmy się recenzentami napojów piwnych serwowanych w okalających rynek pubach. W czasie, gdy ja delektowałem się smakiem brunatnego napoju, Rafał Brzozowski odbierał w Opolu statuetkę SuperJedynki w kategorii SuperArtysta. Pewnie zastanawiacie się, co wiąże obydwie historie? Podpowiem: nic.
Skupmy się jednak na Rafale Brzozowskim. Żebyśmy mieli jasność – nic do niego nie mam. Znam jakieś trzy jego kawałki, które non stop lecą w radiu. Na tle innych wokalistów nie wypada jakoś szczególnie blado, no i ma fajną fryzurę. Dodatkowo jeden z moich kumpli wygląda identycznie jak on, dlatego w jakimś tam stopniu zaskarbił sobie moją sympatię. Jednak gdy spoglądam na listę nominowanych w kategorii SuperArtysta to stwierdzam, że znalazły się na niej nazwiska wykonawców, którzy zdecydowanie bardziej zasłużyli na tę statuetkę. Zastanawiam się na jakiej zasadzie przyznawane są te wyróżnienia? Nie jestem na bieżąco z tego typu festiwalami, więc proszę się z mojej niewiedzy nie śmiać. Czy sumowano ilość sprzedanych albumów? Czy liczono przychody jakie dany wykonawca uzyskał w okresie od zeszłorocznych SuperJedynek? A może komisja przyznawała głosy na podstawie których uzyskiwano nagrodę? Nie. Zdecydowały głosy telewidzów. A że vox populi nie zawsze łączy się z logicznym myśleniem, to dzięki temu Rafał Brzozowski wrócił z Opola z solidnym kawałkiem metalu.
No właśnie, głosy widzów… W sumie wydają się najbardziej uczciwym i sprawiedliwym sposobem przyznawania statuetek. I też najbardziej demokratycznym. Ale kurde, czy nie czujecie lekkiego niesmaku, gdy widzicie, że jakaś nagroda zostaje przyznana komuś nie za jego zasługi artystyczne tylko dlatego, że udało jej się namówić znajomych i fanów na wysyłanie smsów? Bo ja czuję i nie ukrywam, że jest to po prostu nieuczciwe. Ileż to razy w młodości oglądałem jakieś konkursy piosenki i widziałem wspaniale śpiewającą wokalistkę czy wokalistę, by po głosowaniu okazało się, że jednak nagroda wędruje do kogoś innego. I to niemal zawsze wypadającego gorzej na scenie. Pamiętacie Koko Euro Spoko? Przecież to była jakaś farsa. Zabawne, że ludzie najpierw na to zagłosowali, a potem umyli ręce. Trochę jak z disco polo – nikt nie przyznaje się do słuchania tego gatunku, a jaka jest prawda – każdy wie.
Vox populi obnażył swoją głupotę w czasie ostatniej trasy Metallici, nazwanej Metallica by Request. Zamysł muzyków był wręcz genialny – każdy, kto zakupił bilet na dany koncert otrzymywał specjalny kod. Po zalogowaniu się na stronę www.metallicabyrequest.com nabywca wybierał niemal 20 utworów, które chciał, aby Metallica zagrała na koncercie. Kompozycje z największą ilością głosów zostawały odegrane przez zespół na żywo. Była to idealna okazja, by usłyszeć takie kawałki jak Hit the Lights czy Whiplash, których Metallica nie grała na regularnych koncertach od wieków. Jednak cała zabawa została zepsuta przez głosujących, którzy w 95% wszystkich show wybrali kawałki grane przez zespół w czasie większości koncertów z ostatnich lat. Była to setlista, którą Metallica na 100% zagrałaby bez ingerencji fanów. Wyjątkiem okazali się widzowie w Helsinkach, którzy poszli po rozum do głowy i zagłosowali na nigdy nie grany na żywo kawałek Frayed Ends Of Sanity. Bo właśnie o to chodziło Hetfieldowi i spółce – umożliwienie widowni usłyszenia utworów, które w normalnych warunkach nie zostałyby przez grupę wykonane.
https://www.youtube.com/watch?v=3QimHGlyxzI
Czyli co, lepsza byłaby komisja, która przyznawałaby swoje głosy i to właśnie na ich podstawie artyści otrzymywaliby nagrody? Uważam, że jak najbardziej tak. W takim jury siedzą ludzie, którzy są obeznani w danej tematyce trochę lepiej niż przeciętny Janusz ślący smsy, bo można wygrać zestaw noży kuchennych czy roczny zapas przypraw. Przecież kiedyś nagrody w Opolu przyznawało jury, a nie widzowie. Wtedy te nagrody budziły duży respekt. Dziś – niekoniecznie. Lecz w takich zawodach nie chodzi o to, by zwyciężyła osoba z największym talentem – najważniejsze jest, by widz miał realny wpływ na ostateczny wynik konkursu. Dzięki temu z większym zaangażowaniem będzie oglądał transmisje.
Prawda jest taka, że najbardziej renomowane statuetki są przyznawane nie przez szarą masę, która w większości nie ma pojęcia jakie są skale wokalne, tylko przez specjalistów – ludzi nieprzypadkowo związanych ze światem muzyki, czy inną dziedziną. Czy statuetki Grammy przyznają widzowie? No właśnie. Taki totalitarny sposób przydzielania głosów też nie jest idealny, bo opinia publiczna często nie rozumie wydawanych werdyktów. Przykład: zdziwienie, że Leonardo di Caprio nie zdobył nigdy Oscara. Ale cóż: lepiej, żeby było tak jak jest, niż żeby głosy oddano w ręce widzów.
Bo gdyby tak się stało, poziom Oscarów zniżyłby się do poziomu rowerów marki Oscar. Miałem kiedyś jeden i co chwila odpadał z niego pedał.



