Ogromny międzynarodowy sukces singla Riptide w 2014 roku zdziwił na pewno samego Vance’a Joya. Swego czasu piosenka była dosłownie wszędzie – w radiu, reklamach telewizyjnych czy serialach. Doczekała się mnóstwa przeróbek, w tym coveru Taylor Swift. To właśnie słynna Amerykanka kilka lat temu wsparła artystę i zaprosiła go do supportowania jej wielkiej trasy koncertowej. Niemal po czterech latach od debiutanckiego krążka Australijski muzyk powraca ze swoim drugim długogrającym dziełem Nation of Two.
Sporo mamy dziś zdolnych oraz muzykalnych chłopaków z gitarą w ręce. Akustyczne melodie cały czas pozostają w cenie i są niezwykle kuszącą alternatywą dla tanecznych, pełnych głośnych, agresywnych dźwięków piosenek. Połączenie delikatnego brzmienia, chwytliwości i wrażliwego wokalu to często przepis na sukces. Przekonał się o tym James Gabriel Wanderson Keogh. Australijczyk, działający pod pseudonimem Vance Joy, ogłupił – ale w ten pozytywny sposób – miliony słuchaczy na całym świecie prostymi i uroczymi kompozycjami. Jego wielki hit Riptide pokrył się kilkukrotną platyną w wielu państwa, a pierwszy album Dream Your Life Away rozszedł się w ponad dwóch milionach egzemplarzy na całym świecie. Niezły wynik jak na debiutanta.
Druga płyta to ogromny sprawdzian dla każdego artysty, zwłaszcza po dużym sukcesie debiutu. Fani zaczynają mieć większe oczekiwania i liczą na coś jeszcze lepszego. Syndrom drugiego krążka może dopaść nawet najciekawszego oraz najbardziej obiecującego debiutanta. Vance Joy wydał swoje kolejne dzieło niemal cztery lata po pierwszym. W dzisiejszych czasach wydaje się, że to dość długi okres między albumami.
Dłuższa przerwa jednak opłaciła się. Australijski muzyk podarował słuchaczom trzynaście premierowych kompozycji, które razem tworzą dzieło dojrzalsze, bardziej urozmaicone i bogatsze dźwiękowo aniżeli debiutancka płyta. Vance Joy nie zdecydował się jednak na zmianę muzycznej drogi. Konsekwentnie, świadomie i bez niespodzianek kontynuuje brzmienie przyjęte kilka lat temu. Nation of Two to album, na którym mieszają się ze sobą dźwięki indie, folku i popu. Po raz kolejny królową jest gitara, wokół której kręci się ta cała muzyczna karuzela. Bywa mocno akustycznie (I’m With You, Bonnie & Clyde), słonecznie (Saturday Sun, Take Your Time) czy antemicznie i wyraziście (We’re Going Home, One Of These Days).
Nowy krążek Australijczyka to opowieść o skomplikowanym uczuciu zwanym miłością i człowieku, dla którego całym światem jest druga osoba. Wokalista skupia się na różnych etapach relacji dwojga ludzi. Normalne bowiem, że pary doświadczają wzlotów i upadków. Raz jest kolorowo i bajkowo, a czasem zwyczajnie niewesoło. Kwintesencja miłości. Vance Joy naprawdę potrafi stworzyć intymny klimat, ale w swoich tekstach lubi też popadać w banały i stosuje dość marne metafory. Da się to jednak zrozumieć . 30-latek pragnie bowiem namalować w jak najbardziej prosty, atrakcyjny i przystępny sposób portret najbardziej złożonych uczuć w życiu człowieka. Jego muzykę cechuje prawdziwy uniwersalizm.
To właśnie w tych prostych, czasami naiwnych, ale bardzo chwytliwych melodiach zakochali się słuchacze z całego świata. Warto zatrzymać się przy czarującym Call If You Need Me, galopującym i przebojowym Lay It On Me, nastrojowym Little Boy czy niezwykle klimatycznym Alone With Me. Te kompozycje znajdą się na wielu folkowych playlistach w serwisach streamingowych.
Płyta Nation of Two nie zmieni muzycznego świata. Słychać, że artysta nie miał nawet tego w planach. Album ten przynosi jednak to, czego miliony osób szuka każdego dnia w muzyce. Zwykłej przyjemności. I właśnie dlatego powstał. Za pomocą słonecznego instrumentarium, dynamicznych kompozycji oraz chwytliwych refrenów Australijczyk spróbował uchwycić wielkie i małe chwile w życiu zakochanego człowieka. Jego nowe dzieło, choć nie zaskakuje, jest solidną kontynuacją debiutu wartą uwagi. Chillout by Vance Joy.


