Wczoraj Gdańsk miał swoje święto. Miasto przygotowało wiele atrakcji, których zwieńczeniem był koncert muzyczny. Zaprezentowali się Paweł Kowalczyk, Marcin Spenner, Monika Urlik, Ewa Szlachcic, Beata Orbik oraz Michał Chmielewski, a gwiazdą wieczoru był Mrozu. Zobaczcie nasze filmy z tych wydarzeń oraz zdjęcia.
Paweł Kowalczyk, Marcin Spenner, Monika Urlik, Ewa Szlachcic, Beata Orbik oraz Michał Chmielewski, których zamknięto w plakietce „Uczestnicy programów typu talent show” (trochę bolesne, ale co począć) zaprezentowali po dwa covery – szkoda, że tym, którzy mają już swoje płyty / utwory nie pozwolono zaśpiewać swoich kawałków. Tak liczyłem na coś z genialnej, nowej płyty Moniki Urlik, Raise Me Up Pawła Kowalczyka, czy nowy singiel Ewy Szlachcic – cudną Karuzelę.
Co by jednak nie narzekać, prowadzący przed każdym występem mówił czy dany artysta ma już album / singiel, to też Ci, których to interesowało, swoje się dowiedzieli.
Rozpoczął Paweł Kowalczyk, który zaprezentował Love Me Again Johna Newmana i Feel Good Jamesa Browna. W utworze Newmana brzmiał niesamowicie, panowie mają podobne głosy, ale bo ty był cudny duet, jakby razem coś nagrali.
Ewa Szlachcic skusiła się na klasykę – Crazy Gnarlsa Barkeya – oraz jeden z hitów roku 2013, Roar Katy Perry. W jednym u drugim brzmiała nienagannie.
Na scenie szalał również Michał Chmielewski, który wykonał Moves Like Jagger zespołu Maroon 5 oraz Locked Out of Heaven Bruno Marsa.
http://youtu.be/VW41umslIAM
http://youtu.be/bVTcxKeGhAw
Później na scenie Beata Orbik wykonała Superstition Stevie Wondera oraz You Make Me Feel (Like a Natural Woman) Arethy Franklin. Brzmiała naprawdę dobrze. Po niej długo przeze mnie wyczekiwana Monika Urlik. Ta rozgrzała publikę I Will Survive Glorii Gaynor oraz lekko zabujała I Say a Little Prayer. A tak czekałem na Nie wie nikt czy Niedane nam było z nowej płyty… Line-up domknął Marcin Spenner, który niewiedzieć czemu wykonał tylko jeden utwór – i było to szalone Everybody Needs Somebody.
Ku mojej uciesze, na scenie pojawiła się znów Ewa Szlachcic – i zmierzyła się z kolejnym hitem z 2013 roku – Get Lucky Daft Punk i Pharrella. Miód na me uszy. Ponownie powrócili również Michał Chmielewski, który wykonał Happy, i Paweł Kowalczyk, który zaśpiewał Treasure Bruno Marsa. Pod koniec na scenę wtargnął prowadzący i chciał wykurzyć Pawła, na szczęście ten się nie dał, weszli wszyscy uczestnicy owych programów talent show i końcówkę razem zaśpiewali (ale bez mikrofonów, dupa), a prowadzący ich przedstawił i koniec tego dobrego.
http://youtu.be/YFNL_KE3hGU
Po 20:30 na scenę wszedł Mrozu i dał naprawdę świetny koncert. Przedstawił kilka mniej znanych utworów z nowej płyty, jak również wszystkie swoje największe hity z Miliony Monet na czele. Co ciekawe, publiczność bardziej żywiołowo reagowała i śpiewała Jak nie my to kto i Rollercoaster, niż wspomniane monety. Wszystko wskazuje na to, że udało mu się odciąć się od tego wcale nie tak dobrego kawałka.
Osobny akapit poświęcę utworowi Nic do stracenia. Ten utwór już w wersji studyjnej brzmi znakomicie, wykony w programach typu talent show (jak chociażby ostatnio w The Voice of Poland) również są świetnie jednak na żywo… O jesu, zupełnie inna bajka. Istne arcydzieło! Chociażby dlatego jednego wykonu warto wybrać się na koncert.
Cały, prawie 1,5-godzinny koncert Łukasza Mroza to wydarzenie naprawdę ciekawe. Można go lubić, można nie, jednak talent to rozruszania publiczności ma spory. Przy okazji sam doskonale się bawi i pewnie przez to, że widać po nim, że ma radość z koncertowania – przenosi się to na publiczność i jest fun. Nie żałuję tego czasu, warto było. :)
