Site icon All About Music

Uczestnicy programów typu talent show (Chmielewski, Kowalczyk, Orbik, Spenner, Szlachcic, Urlik) oraz Mrozu uczcili Święto Miasta Gdańska 2014, relacja Łukasza Mantiuk

Wczoraj Gdańsk miał swoje święto. Miasto przygotowało wiele atrakcji, których zwieńczeniem był koncert muzyczny. Zaprezentowali się Paweł Kowalczyk, Marcin Spenner, Monika Urlik, Ewa Szlachcic, Beata Orbik oraz Michał Chmielewski, a gwiazdą wieczoru był Mrozu. Zobaczcie nasze filmy z tych wydarzeń oraz zdjęcia.

Paweł Kowalczyk, Marcin Spenner, Monika Urlik, Ewa Szlachcic, Beata Orbik oraz Michał Chmielewski, których zamknięto w plakietce „Uczestnicy programów typu talent show” (trochę bolesne, ale co począć) zaprezentowali po dwa covery – szkoda, że tym, którzy mają już swoje płyty / utwory nie pozwolono zaśpiewać swoich kawałków. Tak liczyłem na coś z genialnej, nowej płyty Moniki Urlik, Raise Me Up Pawła Kowalczyka, czy nowy singiel Ewy Szlachcic – cudną Karuzelę.

Co by jednak nie narzekać, prowadzący przed każdym występem mówił czy dany artysta ma już album / singiel, to też Ci, których to interesowało, swoje się dowiedzieli.

Rozpoczął Paweł Kowalczyk, który zaprezentował Love Me Again Johna Newmana i Feel Good Jamesa Browna. W utworze Newmana brzmiał niesamowicie, panowie mają podobne głosy, ale bo ty był cudny duet, jakby razem coś nagrali.

Ewa Szlachcic skusiła się na klasykę – Crazy Gnarlsa Barkeya – oraz jeden z hitów roku 2013, Roar Katy Perry. W jednym u drugim brzmiała nienagannie.

Na scenie szalał również Michał Chmielewski, który wykonał Moves Like Jagger zespołu Maroon 5 oraz Locked Out of Heaven Bruno Marsa.

http://youtu.be/VW41umslIAM

http://youtu.be/bVTcxKeGhAw

Później na scenie Beata Orbik wykonała Superstition Stevie Wondera oraz You Make Me Feel (Like a Natural Woman) Arethy Franklin. Brzmiała naprawdę dobrze. Po niej długo przeze mnie wyczekiwana Monika Urlik. Ta rozgrzała publikę I Will Survive Glorii Gaynor oraz lekko zabujała I Say a Little Prayer. A tak czekałem na Nie wie nikt czy Niedane nam było z nowej płyty… Line-up domknął Marcin Spenner, który niewiedzieć czemu wykonał tylko jeden utwór – i było to szalone Everybody Needs Somebody.

Ku mojej uciesze, na scenie pojawiła się znów Ewa Szlachcic – i zmierzyła się z kolejnym hitem z 2013 roku – Get Lucky Daft Punk i Pharrella. Miód na me uszy. Ponownie powrócili również Michał Chmielewski, który wykonał Happy, i Paweł Kowalczyk, który zaśpiewał Treasure Bruno Marsa. Pod koniec na scenę wtargnął prowadzący i chciał wykurzyć Pawła, na szczęście ten się nie dał, weszli wszyscy uczestnicy owych programów talent show i końcówkę razem zaśpiewali (ale bez mikrofonów, dupa), a prowadzący ich przedstawił i koniec tego dobrego.

http://youtu.be/YFNL_KE3hGU

Po 20:30 na scenę wszedł Mrozu i dał naprawdę świetny koncert. Przedstawił kilka mniej znanych utworów z nowej płyty, jak również wszystkie swoje największe hity z Miliony Monet na czele. Co ciekawe, publiczność bardziej żywiołowo reagowała i śpiewała Jak nie my to kto i Rollercoaster, niż wspomniane monety. Wszystko wskazuje na to, że udało mu się odciąć się od tego wcale nie tak dobrego kawałka.

Osobny akapit poświęcę utworowi Nic do stracenia. Ten utwór już w wersji studyjnej brzmi znakomicie, wykony w programach typu talent show (jak chociażby ostatnio w The Voice of Poland) również są świetnie jednak na żywo… O jesu, zupełnie inna bajka. Istne arcydzieło! Chociażby dlatego jednego wykonu warto wybrać się na koncert.

Cały, prawie 1,5-godzinny koncert Łukasza Mroza to wydarzenie naprawdę ciekawe. Można go lubić, można nie, jednak talent to rozruszania publiczności ma spory. Przy okazji sam doskonale się bawi i pewnie przez to, że widać po nim, że ma radość z koncertowania – przenosi się to na publiczność i jest fun. Nie żałuję tego czasu, warto było. :)

Exit mobile version