Kilka lat temu debiutował na YouTube, chwilę później podpisał kontrakt i wydał pierwszy studyjny album. Dziś do naszych rąk Troye złożył muzyczną perfekcję, która w końcu ujrzała światło dzienne. Aż trudno uwierzyć, że ten młody chłopak wydał dopiero drugi album, tak szybko dorósł artystycznie i stworzył coś, co na pewno zapisze się w historii muzyki, jako jeden z najlepszych albumów 2018 roku.
Niewyobrażalnie trudno jest stworzyć idealne popowe wydawnictwo. Troye’owi udało się to. Młody chłopak odrobił pracę domową i stanął zaraz obok Carly Rae Jepsen, z którą rok rocznie wydają jedne z najbardziej dopracowanych wydawnictw komercyjnych. Zarówno pod względem lirycznym, wokalnym jak i producenckim. I co trzeba przyznać pierwszy studyjny krążek młodego Australijczyka nastawiony był bardziej na to, żeby zaistnieć w rozgłośniach radiowych, przebić się do świadomości słuchaczy i wydać kilka chwytliwych przebojów. Na Bloom jest odwrotnie. Troye Sivan poszedł w bardziej osobistą tematykę, która została okraszona soft popem i gdzieniegdzie tanecznymi klimatami z lat 80 i 90.
Od wydawnictwa Bloom już od pierwszej kompozycji bije intymnością, otwartymi wyznaniami i deklaracjami, pokazując, że miłość może być piękna, choć nie zawsze dobra. Całej tej atmosferze towarzyszy magiczny klimat, który rozczula, wzrusza, rozbawia i sprawia, że chce się kochać. Metafory zawarte w warstwie lirycznej mogą niejednokrotnie zaskoczyć i skłonić do szerszej refleksji.
I trzeba wyraźnie podkreślić, że Troye dojrzał, do końca odkrył swoją osobę i przełożył to na materiał, który często dotyka wątków LGBTQ+. Artysta stworzył materiał, który raz zaprasza nas do tańca w atmosferze przyjemnych i rytmicznych melodii, a raz w akompaniamencie wokalu zaprasza do nostalgicznego nastroju. Wszystko to zamknięte w jedynie dziesięciu utworach, które będą aspirować do miana najlepszego wydawnictwa muzycznego w 2018 roku. Zaraz obok Ariany Grande, która również poszła w nieco delikatniejszy i ambitny pop.
Artysta stworzył smaczne wydawnictwo komercyjne, które idealnie pasuje do wieczornych podróży, samotnych wieczorów i spacerów. To płyta na jesienną chandrę i potańcówki w klimatach retro. To także tęczowa opowieść, często wsadzona w ramy szarych klimatów, chłopaka, który otwarcie wyznaje w piosence Seventeen, że mając tyle lat, na ile wskazuje tytuł, umawiał się na seks spotkania ze starszym kolesiem. Bloom to księga doświadczeń nastoletniego chłopaka, z której każdy może wynieść inną lekcję życia. To także konfesjonał artysty, w którym wyrzuca wszystkie swoje uczucia i emocje. Autentyczność wiedzie tu prym.
Troye wydał dopiero drugi studyjny album, ale zdaje się, że już na długo zapisał swoje nazwisko w przemyśle muzycznym jako artysta, który nie zawodzi i nagrywa dobry materiał. To dopiero początek kariery, ale jeżeli ten chłopak nam się nie wypali, to za kilka lat on może ustalać trendy w muzyce komercyjnej. Znowu powtórzę – dziś Sivan staje w szeregu z Grande. Ta dwójka artystów, za sprawą nowych wydawnictw muzycznych, pokazała dojrzałość i świadomość artystyczną. Niech Bloom niesie się w świat, bo na to zasługuje.
An ode to the boy I love
Boy I’ll die to care for you
You’re mine, mine, mine,, tell me who do I owe that you
And as the days fly by
We’ll be more than getting through yeah
And in time, time, time, we’ll build a home for two
