Tricky, legenda i współtwórca trip –hopu, zaledwie rok po wydaniu znakomitego False Idols powraca z jedenastą, solową płytą zatytułowaną Adrian Thaws. Artysta, który wyjątkowo upodobał sobie nasz kraj, zagra koncerty w Gdańsku, Łodzi i Warszawie.
Tricky na początku lat dziewięćdziesiątych przecierał szlaki trip- hopu, grając w formacji Massive Attack. Chociaż nie był jej pierwszoplanową postacią, to odegrał w niej kluczową rolę, współtworząc najlepsze utwory, takie jak chociażby Karmacoma. Co zrozumiałe, ambicja nie pozwalała mu być jedynie częścią większej całości i w 1995 roku wydał swoją pierwszą solową płytę Maxinquaye. To był dla młodego artysty szczyt komercyjnego sukcesu. To z jakim podziwem patrzono na Trickiego najlepiej oddaje fakt, iż jego druga solowa płyta Nearly God nazwana została od słów, jakimi określił muzyka pewien niemiecki dziennikarz. Mieliśmy rok 1996, trip – hop był wtedy wciąż nowym i ekscytującym nurtem, a Tricky stał na jego czele. Jednak dość szybko świat przestał się interesować mroczną i duszną muzyką byłego członka Massive Attack, co spowodowane było raczej bezkompromisową postawą artysty, niż spadkiem formy. Pre- Millenium Tension i Angels With Dirty Faces w niczym nie ustępowały swoim dwóm poprzedniczkom. W następnych latach kariera artysty zaczęła układać się różnie. Skierowanie się w bardziej mainstreamowe rejony w okolicach płyty Blowback (przebój Evolution Revolution Love ), czy łączenie trip- hopu z rockiem na Vulnerable nie poprawiło artystycznej sytuacji muzyka. Tricky niczym zranione zwierze uciekł na obrzeża sceny muzycznej, aby leczyć rany.
Może problem leżał w częstotliwości wydawania albumów. Massive Attack stworzyli tylko pięć płyt, z czego dwie z Trickim w składzie, a równie kluczowy dla trip- hopu Portishead zaledwie trzy. Oba zespoły stały się legendarne i wciąż cieszą się sporą, jak na ten gatunek rozpoznawalnością. Czasami odnoszę wrażenie, że bohater tej recenzji bardziej popularny jest wśród innych artystów, niż fanów i krytyków. Na swoim koncie ma przecież współpracę z Bjork, PJ Harvey, Alanis Morissette i Cyndi Lauper. Na Blowback zagrali muzycy Red Hot Chili Peppers, a w 2006 roku Tricky wystąpił w teledysku metalowego zespołu Tool. Ostatnio jako o swojej inspiracji wspomniał o nim sam Robert Plant! Ponadto słynny bristolczyk został zaproszony przez Beyonce do wykonania z nią jednego utworu podczas festiwalu w Glastonbury. Ów koncert najdokładniej uwidocznił spadek popularności muzyka. Zabawnie było słyszeć jak rozwrzeszczany tłum momentalnie cichnie, gdy gwiazda zaprasza na scenę legendę trip – hopu. Nic w karierze Trickiego nie zmieniły dwa kolejne, dobre albumy Knowle West Boy i Mixed Race. Dziś artysta musi być pogodzony ze swoim losem. Przez znawców i fanów darzony jest ogromnym szacunkiem, ale oczu świata już na siebie nie zwróci. Ale niech to świat żałuje. Wydany w zeszłym roku krążek False Idols był powrotem do najlepszej formy. Nothing Changed, Hey love czy Nothing Matters , to najbardziej niedocenione utwory 2013 roku. Gdy dowiedziałem się, że następczynię tamtej płyty usłyszymy tak szybko, pomyślałem, że Tricky idzie za ciosem i szykuje dla nas coś wyjątkowego.
Tytuł nowego dzieła sugeruje, że będzie to rzecz bardzo osobista. Nazwanie płyty swoim prawdziwym nazwiskiem mogło zapowiadać jakiś powrót do dalekiej przeszłości. Na poprzednim albumie Tricky starał się wzniecić ducha debiutanckiej płyty, teraz cofa się jeszcze dalej. Adrian Thaws, jak twierdzi, jest oddaniem hołdu klubom, w których przyszło mu dorastać. A że artysta pałętał się po przeróżnej maści lokalach, to i brzmienie płyty jest w miarę urozmaicone. Przede wszystkim do standardowej palety klaustrofobiczno- narkotykowych brzmień dorzuca elektroniczne wkręty. Tak jest chociażby w Keep Me From Your Shake, gdzie bazując na bluesowej partii gitary Tricky snuje swoje psychodeliczne mamrotanie, które kontruje buzującym syntezatorem. Największe zdziwienie budzi jednak Nicotine Love, który przenosi trip- hop na parkiet. Otwierający całość Sun Down jest bardzo mocny. Głos zaproszonej do współpracy Tirzah idealnie wpasowuje się w klimat muzyki mistrza. I mogłaby być to powtórka poziomu z False Idols gdyby nie niektórzy goście. Mykki Blanco wypada bardzo irytująco, ale to jeszcze nic. Piosenki, w których rapuje Bella Gotti są jednymi z najgorszych w karierze Trickiego. Gangster Chronicle, które nawiązuje do rapu z okolic lat dziewięćdziesiątych, nie ratuje wykorzystanie fragmentu z Unfinished Sympathy Massive Attack. Ciekawie natomiast wypada jazzujące I Had a Dream z fenomenalną Francescą Belmonte. My Palestine Girl jest prawdopodobnie najmroczniejszym fragmentem płyty. Życzyłbym sobie, żeby Blue Daisy pojawił się jeszcze w przyszłości na albumach Trickiego. Jego głęboki, bagnisty głos sprawia wrażenie jakbyśmy uczestniczyli w jakimś obrzędzie voodoo.
Adrian Thaws to płyta, która nie zmieni sytuacji Trickiego na rynku muzycznym, ale zdecydowanie zadowoli fanów mamroczącego bristolczyka. Gdyby podziękować niektórym gościom za współpracę, to mielibyśmy płytę dorównującą swojej poprzedniczce. Jednakże ja jako fetyszysta muzyki Thawsa nie narzekam i już szykuję się na koncert w Warszawie. Znów wedrę się na scenę przy tradycyjnym szaleństwie Ace of Spades.


