Rynek R&B od kilku lat próbuje ewoluować i powrócić do czasów chwały. Pojawiły się nowe nazwiska takie jak Miguel, Jhené Aiko czy graniczący na krawędzi contemporary R&B – The Weeknd. Co ma do powiedzenia więc będący na rynku od dziesięciu lat Trey Songz? Po wydaniu w 2012 roku krążka Chapter V mogłoby się wydawać, że mało. Dziś jednak z ręką na sercu można powiedzieć, że przebudził się ze swojego zimowego snu i tchnęła go nowa energia. Co więcej na Trigga?
Trigga to już szósty album w karierze młodego, bo zaledwie 29-letniego, wokalisty Trey’a Songza. Ukazuje się on w dwa lata po wydaniu Chapter V. Mimo zdobycia pierwszego miejsca na Billboard 200, nie okazał się on ani sukcesem, ani też płytą, którą mógłbym polecić zarówno fanowi R&B jak i całkowitemu laikowi. Nudne teksty, pospolite wręcz bity i mdławe do nieprzytomności ballady, sprawiły, że szybko o Trey’u zapomniałem. Aż do dzisiaj. Miesiąc od wydania Trigga w końcu zdecydowałem się opisać, to co mojemu słuchaniu towarzyszy. Bo dzieje się dużo, i od samego początku jestem niezwykle ucieszony jego przemianą. Przy nowej płycie Trey zaprosił do współpracy znane nazwiska, przy czym sam jest autorem lub współautorem większości kompozycji. Mamy tu i Nicki Minaj i Juicy J’a, czy nawet Justina Biebera, którego bez słuchania tego utworu mógłbym uznać za niepotrzebnego gościa. Mógłbym, ale tego nie zrobiłem, bo jak się później okazuje był to strzał w dziesiątkę. Produkcyjnie też widzimy tu same szychy – Mike WiLL Made It, D’Mile, DJ Mustard i Dun Deal.
Płyta od samego początku jest bardzo zróżnicowana. Mamy tu typowe kawałki R&B, które są aktualnie na czasie, mamy też kawałki, które wypływają z korzeni tej stylistyki. Trey poszedł też nieco w mainstream, prezentuje nam typowe utwory, które mogłyby znaleźć się na listach przebojów, aż w końcu ballady, których jest specjalistą. Mimo wszystko, od początku do końca jest to spójne, a muzyka, mimo 17 kawałków (tak! aż 17 nowych utworów) nie jest monotonna i ani przez chwilę nie zdaje się zbędna.
Look what you did start it
A zaczął dobrze. Już zapowiadający płytę utwór Na Na sprawił mnie w niemałe osłupienie. Po takich koszmarkach jak 2 Reasons i Dive In, spodziewałem się pójścia w tę stronę. Otrzymuję jednak wartościowy utwór, którego nie powstydziłby się R.Kelly czy Miguel. Piosenkę, z którą mógłby podbijać listy przebojów, gdyby R&B było wciąż na fali. Także kolejne utwory wydane przed ukazaniem się albumu okazały się strzałem w dziesiątkę. Trey w Smartphones po raz kolejny czaruje nas swoim miłym dla ucha głosem, a sama ballada na tle poprzednich wydaje się wyjątkowa. Nie czuć w niej ani krzty sztuczności, jest autentyczna i co najważniejsze wypływa prosto z serca. Trey rozmyśla nad tym jak przeprosić swoją kobietę, jak sprawić aby mu przebaczyła zdradę.
Człowieku, muszę coś wymyślić
Bo zaraz wszystko stracę
Przysięgam że to gówno naprawdę nic nie znaczyło
Wszystko zaczęło się od tego przypadkowego telefonu
Do najlepszych kompozycji zaliczyć też trzeba Foreign. Zaskakuje ono zmiennym tempem i niecodziennym refrenem, które wręcz łączy się ze zwrotkami. Taki zabieg został również użyty w remixie, w którym gościnnie wziął udział Justin Bieber. Mimo remixu i dodaniu dodatkowych wersów, piosenka uzyskuje nowe życie i tchnienie. Brzmi całkowicie inaczej, i całkowicie rozumiem umieszczenie go na podstawowej wersji płyty.
Disrespectful?
Na pewno nie jest to płyta nonszalancka. Trey zaprosił do niej pięciu gości, o jednym już wspomniałem. Zdecydowanie na nowy singiel powinna zostać wybrana kompozycja Touchin, Lovin z gościnnym udziałem Nicki Minaj. Raperka nieźle wkomponowała się w klimat kawałka i całkowicie współgra z wokalistą. Tworzą historię, a nie zestaw odrębnych historyjek. Podobnie jest z Milą J w piosence Disrespectful. Tu jednak jest to ballada, a wokaliści śpiewają w niej jakby coś ich głębszego łączyło. Godne polecenia jest też Dead Wrong z Ty Dolla $ignem, gdzie muzyka płynie, a głos Treya wprowadza nas w miły klimat. Late Night z Juicy J’em wypada na tle innych współpracy dość słabo, choć nie można powiedzieć, że jest to bezwartościowa kompozycja.
Yes, No, Maybe?
Nie jest to oczywiście płyta bez skaz. Na tle tylu kompozycji, muszą się przecież zdarzyć te słabsze. Całkowicie nie przypadło mi do gustu All We Do, które stylizowane jest na R&B sprzed kilku lat. Twardy, nieco urozmaicony podkład, niby klei się z wokalem, ale nie jest to jego najlepszy utwór. Podobne odczucia mam w Yes, No, Maybe które uważam za mdłe i jeden z gorszych jego utworów. Zdecydowanie powinien znaleźć się dopiero na wersji deluxe.
Let me change your mind
Mimo zgryźliwego nagłówku, wokalista nie pozwala mi zmienić mojego zdania o tej płycie. Nawet najbardziej mainstreamowe, wręcz letnie Change Your Mind nie jest niskich lotów. To kompozycja wprost na słoneczny chillout, na spotkanie, na niezobowiązujące pobujanie się ze znajomymi. A to jeszcze nie koniec. Wersja deluxe i targetowe bonus tracki to dodatkowe siedem utworów. I podkreślam to mocno – nie są to zwykłe odrzuty i bezwartościowe utworki. Love Around the World czaruje nas swoim pogodnym aranżem i skocznością, w What’s Best For You otrzymujemy kolejną dawkę ballady, a w I Know (Can’t Get Back) Trey wręcz rapuje. Trzeba przyznać, że wychodzi mu to nieźle.
Reloaded
Rok po wydaniu albumu Trigga, Trey Songz postanowił wydać reedycję albumu i zatytułował ją Trigga Reloaded. Znalazły się na niej cztery dodatkowe utwory. About You to niezły, trochę chilloutowy numer. Od pierwszej sekundy jest bardzo dźwięczny, a dodający mu uroku bridge przed refrenem dopełnia ten utwór. Bardziej balladowe wydaje się Slow Motion, które z sekundy na sekundę ciągnie się bez pamięci. Nie jest to jego najlepsza kompozycja, to powrót nieco do mdławej przeszłości.
Serve It Up to dobra kompozycja, stylistycznie nawiązująca do R&B. Takiego klasycznego, niczym się nie wyróżniającego spośród innych kompozycji. Ma to jednak swoją magię przyciągania. W podobnym tonie przedstawiona jest kompozycja Loving You. Tu jednak dźwięczności dodaje klasyczny rap Ty Dolla $igna.
Trigga to zdecydowanie dobry powrót po dwóch latach, a wręcz czterech pomijając Chapter V. Nie jest to krążek doskonały, nie jest to krążek innowacyjny i nie jest to krążek przyszłości R&B. Jest to jednak krążek warty polecenia, warty posłuchania i częstego wracania do niego. Zdecydowanie Trey zrobił krok na przód, i aż jestem ciekawy jak będzie przebiegała promocja tego krążka. Mam nadzieję, że usłyszy o niej więcej ludzi, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Trey – tak trzymaj!


