Czy będzie artystką jednego przeboju? Co zwiastuje jej debiutancki album? Tones and I – Welcome To The Mad House, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

W 2019 na jej punkcie oszalał cały świat. Mówię to nie bez kozery, gdyż jej singiel Dance Monkey był grany na okrągło w rozgłośniach radiowych na całym świecie. Osiągnął przy tym ogromny sukces komercyjny, docierając na szczyty list przebojów w ponad 35 krajach. Tones and I, a właściwie Toni Watson, która jest jego autorką, to australijska wokalistka i autorka tekstów. Jak widać na podanym przykładzie, bardzo dobrych, ale czy tak jest do końca? Czy może jak wspomniałem w tytule, okaże się artystką jednego przeboju?

W świecie muzyki często bywa tak, że pojawienie się znikąd i wydanie utworu, na którego punkcie szaleje cały świat, bywa dla artysty przekleństwem. W moment dochodzą do punktu, któremu nie potrafią już później dorównać, wydając już tylko, nazwijmy to – mierne utwory, przechodzące bez większego echa. Podchodząc do słuchania i recenzji Welcome To The Mad House, mam świadomość, że wcześniej poprzeczka była zawieszona dość wysoko. Jednak z drugiej strony, jest to tak naprawdę debiutancki krążek Toni. Co prawda wydała już w sierpniu 2019 roku mini album The Kids Are Coming, jednak była to tylko EPka. Płyta, która światło dzienne ujrzała 16 lipca tego roku, jest już tzw. LP, znalazło się na niej 14 kompozycji.

Przejdźmy zatem do sedna, a więc do zawartości albumu. Otwiera go tytułowe Welcome To The Mad House. Jak na otwarcie, nic powalającego. Motywem przewodnim tekstu, jest tutaj z pewnością słowo „welcome”, które pojawiło się niezliczoną ilość razy. Sama warstwa muzyczna również nie powala. Z początku myślałem, że pierwsze dźwięki zwiastują, żywy utwór, w letnim klimacie – myliłem się. Po tym powiedzmy sobie, średnim początku, przechodzimy do smętnych klimatów i utworu Lonely. Pojawia się w nim główna linia melodyczna oparta na pianinie, podobnie jak w największym hicie Toni. Sama kompozycja strasznie mi się dłużyła. Mimo, że trwa nieco ponad trzy i pół minuty, odniosłem wrażenie, jakby to było znacznie dłużej. Pora na singiel wydany 14 maja tego roku – Won’t Sleep. Powstał do niego dość intrygujący teledysk, można powiedzieć, że bardzo creepy, zdecydowanie w stylu artystki – czyli zaskakująca stylistyka. Jeśli chodzi o utwór, to ciekawszy od niego jest już sam teledysk. To chyba wszystko wyjaśnia.

Westside Lobby to jeden z tych utworów, które nawet mi się spodobały. Hipnotyzujący bit i rytmy, trochę dancehallowe brzmienia. Jestem zaskoczony, nie spodziewałem się kompozycji w tych klimatach. Pora na najjaśniejszy w moim odczuciu punkt tego krążka – główny singiel, czyli Fly Away. Tekst opowiada o pogoni za marzeniami, osiąganiu celów i realiach, które się z tym wiążą. Wydany został jesienią ubiegłego roku. Fajny motyw grany przez gitarę akustyczną, do tego chwytliwa i skoczna melodia. To jest to, czego oczekiwałem – utwór, przy którym nogi same zaczynają wybijać rytm i rwą się do tańca! Sad Songs, to dla mnie utwór paradoks. Toni, śpiewa w nim, że ma już dość starych smutnych piosenek, a sama taką właśnie stworzyła. By to zrozumieć, trzeba nieco zgłębić się w tekst utworu. Jest on skierowany do zmarłego przyjaciela Toni. Owe smutne piosenki pomagają jej pogodzić się ze stratą i ruszyć dalej, gdyż przypominają jej dobre chwile z nim związane. W tym momencie albumy wkroczyliśmy w nieco melancholijne odmęty. Kolejny utwór Just a Mess, również nieco zamula. Jednak z czasem nieco zyskuje i zaczyna się rozkręcać. Od drugiej zwrotki wchodzi żywsze tempo, by potem na refrenie znów zwolnić. Zazwyczaj zabieg ten jest odwrotny, zwrotki są wolne, a na refrenach mamy uwolnienie energii. Fajnie zrobiony bridge, z szaloną partią pianina!

Z melancholii przechodzimy w nieco żywsze klimaty, jednak niezbyt porywające, dlatego nie będziemy się przy nich zatrzymywać na dłuższą chwilę. Mowa tu o Child’s Play, Not Going Home i Dark Waters. Cloudy Day jest trzecim i na ten moment ostatnim singlem promującym album. Wydany został 10 czerwca. Tekst do utworu ma głębsze podłoże. Wiąże się poniekąd z śmiercią wspomnianego przyjaciela. Na początku roku Toni miała problemy z ukończeniem płyty. Została nawet wezwana do głównego biura Sony Music Australia, gdzie jego ówczesny dyrektor generalny Denis Handlin, powiedział jej przysłowie jego matki, które brzmiało – „W pochmurny dzień, spójrz w niebo i znajdź słońce„. Artystka opowiedziała potem, że wiedziała, że chce użyć tego w swoim tekście, a podczas następnego wejścia do studia napisała właśnie ten utwór. Fajnym i żywym utworem, który szybko wpadł mi w ucho było You Don’t Know My Name. Na pewno zaliczę go do top 3 albumy, chociaż powiedzmy sobie szczerze, nie jest tak ciężko wybić mu się na tle innych kompozycji z krążka. Podbita linia basu, która odgrywa tu główną rolę, do tego trochę elektronicznego brzmienia – prosty przepis na fajny utwór. Całość zamykają Fall Apart oraz Bars (RIP T), czyli kolejne wspomnienie o przyjacielu, jednak w hiphopowym stylu.

Po przesłuchaniu albumu, mam co do niego mieszane uczucia. Żeby się co do nich upewnić, przesłuchałem go kilka razy. Nasuwa mi się jeden wniosek, nie jest to płyta, która zrobiła na mnie efekt wow. Miałem momentami trudności z przebrnięciem przez niektóre utwory. Całe szczęście, że odsłuchu dokonywałem za dnia, bo gdyby była to pora wieczorowa lub nocna, możliwe, że mógłbym usnąć. Czy Tones and I będzie artystką jednego przeboju? Myślę, że nie, chociaż obroniła się rzutem na taśmę, tworząc drobne światełka w tunelu w postaci Fly Away, You Don’t Know My Name, czy Westside Lobby. Na pewno trzeba wziąć pod uwagę, że płyta ta to zbiór emocji towarzyszących artystce, czyli zarówno jej wzloty i upadki. Jak sama mówi, część utworów napisała już przed Dance Monkey, część po śmierci jej przyjaciela. Niektóre odzwierciedlaja też życie podczas minionego lockdownu. Album ten nie jest ukierunkowany na jeden klimat, albo motyw przewodni. To swoista mieszanka smutku i melancholii, z uśmiechem i pozytywną energią. Czy to aby dobry zabieg? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, ale mnie osobiście nie porwał.
Tones and I - Welcome To The Mad House
  • Data premiery: 16 07 2021
  • Single: Fly Away, Won't Sleep, Cloudy Day
Najlepsze utwory: Fly Away, Westside Lobby, You Don't Know My Name
Najsłabsze utwory: Won't Sleep, Dark Waters, Lonely


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

W 2019 na jej punkcie oszalał cały świat. Mówię to nie bez kozery, gdyż jej singiel Dance Monkey był grany na okrągło w rozgłośniach radiowych na całym świecie. Osiągnął przy tym ogromny sukces komercyjny, docierając na szczyty list przebojów w ponad 35 krajach. Tones...Czy będzie artystką jednego przeboju? Co zwiastuje jej debiutancki album? Tones and I - Welcome To The Mad House, 2021 (recenzja)