Tom Odell – Wrong Crowd (2016), recenzja Aleksandry Żeleźnik

3
238

Po znakomitym debiucie można od artysty oczekiwać utrzymania formy przy kolejnej płycie. Rzeczywistość jednak weryfikuje ten stan rzeczy i tylko niektórym udaje się przebić materiał z pierwszego krążka. Wobec Toma Odella oczekiwania były duże. Ba, można rzec, że wręcz ogromne! Fani zastanawiali się jaką drogę artysta obierze na drugim albumie. I mimo wszystko mogli się troszkę zdziwić, bo Wrong Crowd to zdecydowanie coś innego niż zaprezentował nam do tej pory muzyk.

Tom Odell to 26-letni brytyjski piosenkarz, który szturmem podbił rynek muzyczny swoim długogrającym debiutem zatytułowanym Long Way Down wydanym w 2013 roku. Album dotarł do pierwszego miejsca zestawienia Official Charts Company w UK i zapewnił artyście rzesze fanów, a co ważniejsze – przychylność większej części krytyków. Nic dziwnego, że bacznie przyglądano się procesowi tworzenia drugiego krążka. Dobre wydawnictwo przyniosło nagrody, dlatego Odell może poszczycić się m.in. nagrodą BRITs Critics’ Choice Award. Po zakończonej trasie koncertowej i wystąpieniu w kilku gościnnych projektach (np. współpraca z Kygo przy piosence Fiction), Tom zawitał do studia i zaczął tworzyć. I tak – trzy lata po debiucie fonograficznym Odell zaprezentował światu swoje drugie dzieło. Krążek Wrong Crowd światło dzienne ujrzał 10 czerwca 2016 roku nakładem wytwórni RCA Records. Co więcej, z technicznego punktu widzenia album zawiera 11 piosenek w wersji podstawowej i 15 w wersji deluxe. Natomiast z mojego punktu widzenia płyta składa się z 11 cudownych pod każdym względem kompozycji w wersji podstawowej i 15 w wersji deluxe.

Już od pierwszego utworu czuć zmianę. Nie tylko w brzmieniu, ale również w nastawieniu Toma. Na pierwszej płycie dominowały utwory spokojne, stonowane. Przy Wrong Crowd jest ciut inaczej, gdyż muzyk postanowił uraczyć fanów dość szybkimi, dynamicznymi piosenkami. Dlatego też wydaje się dość sprawiedliwym podzielić album na dwie części: szybką i wymyśloną przeze mnie – piano man.

Album otwierają dwie szybsze kompozycje będące równocześnie singlami – tytułowe Wrong Crowd oraz Magnetised. Obie zaczyna się spokojnie, słychać w tle delikatne pianino, aż w końcu w refrenie daje nam popis tego jak powinien wyglądać inteligentny – bynajmniej nie dla hołoty – pop. Dodatkowo w kompozycji Magnetised przepięknie została wpleciona perkusja razem z pianinem, co sprawiło, że piosenka szybko wpada w ucho, a jej dyskotekowy wydźwięk pozwoli na pozostanie w podświadomości odbiorców jeszcze na dłuższy czas. Do grona szybszych piosenek możemy zaliczyć również Concrete – piękny wokal, którym Odell się bawi i cudowne brzmienie gospel. Na plus również dynamiczny pozostający w koncepcji refren i ciekawa partia instrumentalna. Still Getting Used to Being on My Own tak samo – dynamiczny refren z pięknym przesłaniem i podobną do debiutu Odella stylizacją oraz taneczne Silhouette z całkiem ciekawą orkiestrą na samym początku. Z kolei Here I Am jest czystym przykładem na to jak zwykłe klaskanie, ekspresja w głosie oraz popowy dynamiczny refren może uczynić z piosenki murowany taneczny hit.

Druga kategoria to piano man, czyli według mnie dokładnie to, z czego Tom jest znany. Pianino i jeszcze raz pianino. Piosenka Constellations – majstersztyk, niczym z soundtracku do bajki Disneya lub musicalu. Czuć w niej ból wypowiedziany za pomocą nut. Niesamowita partia smyczkowa, która tworzy ten niezwykły klimat ballady. To tego rodzaju utwór, obok którego nie da się przejść obojętnie. Pokazuje prawdziwy warsztat artysty i jego wszechstronność w opowiadaniu historii. To jak bawi się swoim głosem zmieniając tonacje jest wprost niezwykłe. Dokładnie taką samą sytuację mamy w utworze Sparrow gdzie wokal Odella zadziwia – na plus oczywiście. To tylko pokazuje jakie możliwości ma ten wokalista. Idąc dalej, Jealousy niczym z lat 60-tych oraz zamykające album Somehow, które są powolne, wyważone, przemyślane. Swoją delikatnością w głosie Tom sprawił, że te dwa kawałki przypominają to, co pokazał nam przy debiucie i to jest właśnie to, za co pokochali go fani.

Miałam problem z kompozycją Daddy – jest całkowicie… inna od całej reszty jaka znalazła się na Wrong Crowd. Zaczyna się dość agresywnie, słychać wyraźnie perkusję, bez wątpienia wstęp jest dość intrygujący i dynamiczny. Mocna gitara, emocjonalny tekst i sprytnie wplecione pianino – można rzec, że to idealna piosenka do nowego filmu o agencie 007. Rockowy Tom Odell? Zdecydowanie jestem na tak! 

Wiele razy wspomniała o tekstach. Nie można zapominać, że oprócz śpiewania Tom zajmuje się także pisaniem. No cóż, w przypadku Wrong Crowd można śmiało powiedzieć, że Brytyjczyk wyśpiewał nam 11 cudownie opowiedzianych historii. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że każdy tekst to istna perełka. Niektórzy mogą zarzucić, że po co śpiewać w kółko o jednym i tym samym (w tym przypadku o złamanym męskim sercu). Ale właśnie to całe sedno – Odell opowiada na różne sposoby przybierając różne punkty widzenia. Poprzez teksty dzieli się swoimi spostrzeżeniami (np. w piosence Sparrow czy Wrong Crowd) i ubiera je w liryczne piękne, niebanalne słowa. Da się? Oczywiście, że da – Tom udowodnił to nie jeden, a jedenaście razy.

Bez wątpienia Odell zaskoczył. Zaskoczył swoją przemianą, a także tym, że nie bał się eksperymentować. Płyta wyraźnie „odstaje” od jego debiutu – w pozytywny sposób: jest przede wszystkim różnorodna. Brytyjczyk sięgnął w końcu po szybsze kawałki, które dzięki jego charakterystycznemu wokalowi pozostały wierne wypracowanemu przy debiucie stylowi. Płyta Wrong Crowd jest ambitniejszym dziełem niż jego poprzedniczka. Od razu słychać, że Odell odważnie podszedł do tematu i bez wątpienia wzbogacił swój repertuar. Zaskoczył – zaryzykował i udało mu się stworzyć kompletną całość, która z jednej strony może zdziwić, a z drugiej zachwyca. Właśnie to jest piękne w muzyce: dzięki albumom możemy być świadkami przemiany danego artysty. Wrong Crowd idealnie pokazuje, że Odell z wycofanego, trochę zamkniętego chłopaka zmienił się w pewnego siebie i swojej muzyki mężczyznę, który wie, co chce przekazać światu każdym pojedynczym tekstem czy melodią. Tom rozwinął się bardzo – to słychać. Wrong Crowd to album kompletny, przemyślany i jeżeli Brytyjczyk postanowi iść tą drogą przy kolejnych projektach – to ja już w tej chwili nie mogę się doczekać trzeciego krążka. Brawo Tom!

PRZEGLĄD RECENZJI
Produkcja
9,5
Teksty
9,5
Wokal
9,5
Dobór singli
8
Poprzedni artykułLukas Graham w Polsce!
Następny artykułJillionaire z Major Lazer wystąpi w Polsce
Aleksandra Żeleźnik
Lat 23, studentka. Miłośniczka dobrej muzyki. Słucha wszystkiego co wydaje jej się interesujące i godne uwagi. Fanka Adama Lamberta, Arctic Monkeys oraz Royal Blood.
tom-odell-wrong-crowd-2016-recenzja-aleksandry-zeleznikPo znakomitym debiucie można od artysty oczekiwać utrzymania formy przy kolejnej płycie. Rzeczywistość jednak weryfikuje ten stan rzeczy i tylko niektórym udaje się przebić materiał z pierwszego krążka. Wobec Toma Odella oczekiwania były duże. Ba, można rzec, że wręcz ogromne! Fani zastanawiali się jaką...

3 KOMENTARZE

  1. NAJGORSZE PŁYTY WSZECHCZASÓW:
    Według krytyków: Kevin Federline – Playing With Fire
    Według użytkowników: Soulja Boy Tell Em – iSouljaBoyTellem

  2. NAJLEPSZE PŁYTY WSZECHCZASÓW:
    Według krytyków: Wadada Leo Smith – Ten Freedom Summers
    Według użytkowników: Radiohead – A Moon Shaped Pool

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.