To se ne vrati. Felieton Kuby Koziołkiewicza

http://cdn.u2.com/non_secure/images/20140418/discography/thejoshuatree_cover/600.jpg

Jakieś dwa tygodnie temu wybrałem się do Galerii Krakowskiej, aby kupić najnowszą Fifę 16 na PS3. Gdy już wziąłem z półki swój egzemplarz, tradycyjnie postanowiłem przejść się alejką z płytami. Nie wiem czemu, ale mój wzrok od razu przykuł album The Joshua Tree grupy U2. Zdałem sobie sprawę, że dawno tego krążka nie słuchałem. Jak tylko wróciłem do mieszkania, od razu odpaliłem go na swoim odtwarzaczu płyt CD.

https://www.youtube.com/watch?v=XmSdTa9kaiQ

I to było coś niesamowitego. Album rozpoczyna się od kultowego na ten moment Where the Streets Have No Name. Po wybrzmieniu ostatnich dźwięków gitary The Edge’a usłyszałem drugie na płycie I Still Haven’t Found What I’m Looking For. Klasyka. A kolejnym utworem było With or Without You, kompozycja znana nie tylko fanom rocka, ale też niedzielnym słuchaczom tego gatunku. Następnie wskoczyło Bullet The Blue Sky, kapitalny kawałek, chyba najostrzejszy w historii Irlandczyków. Dalej zabrzmiały z głośników jeszcze m.in. In God’s Country, One Tree Hill czy też Mothers of the Disappeared. Również genialne kompozycje. Po co w ogóle przywołuję tę historię? Po to, aby pokazać, że wszystko co najlepsze w muzyce rockowej, już było. Jak to mawiają Czesi: to se ne vrati.

Ale właściwie czemu piszę tylko o muzyce rockowej? Przecież większość gatunków muzycznych w tym momencie czerpie głównie z przeszłości. Gwiazdy pop, będące na scenie więcej niż jeden sezon, mimo wydawania nowych piosenek, są najczęściej dalej kojarzone z przeszłych kompozycji. Więcej osób zna i lubi Madonnę za Frozen, niż za żenujące Bitch, I’m Madonna. Backstreet Boys na bis wykonują zazwyczaj I Want It That Way, a nie In the World Like This. I mógłbym wyliczać tak dalej. Generalnie uważam, a spostrzeżenia te nie są wyssane z palca, że obecnie wydawana muzyka nie ma takiej jakości i polotu, jak dawniej.

http://i.ytimg.com/vi/ybrCylRxlP8/maxresdefault.jpg

W sumie nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Zazwyczaj potrafię znaleźć teorie na wszystko, ale w tym przypadku mam spory problem. Można zrzucić w tym przypadku winę na komercjalizację muzyki i spłaszczanie jej brzmienia, by po jej zaprezentowaniu w paśmie programowym rozgłośnia mogła puścić reklamę środku na przeczyszczenie. Jeżeli mówimy o artystach z okolicy muzyki pop, to rzeczywiście tak może być. Ale dzisiaj chce się skupić na wykonawcach rockowych. A ci, w większości przypadków, raczej nie zahaczają o rejony Taylor Swift i Justina Biebera. Mimo to ich świeże kompozycje nie umywają się do tych starszych.

Niektórzy zwracają uwagę na podpisywane kontrakty płytowe, które dokładnie wskazują, ile płyt dla wytwórni musi nagrać dany artysta. Wielokrotnie spotykałem się z opiniami muzyków zawartych w prasowych wywiadach, że gdyby nie siedząca na głowie wytwórnia, płyta miałaby inne brzmienie lub, bardziej ekstremalnie, w ogóle by się nie ukazała. I niby jest tu jakiś punkt zaczepienia, ale przecież w latach 80. zapisy w kontraktach były praktycznie takie same. A wartości artystyczne tych albumów były przecież nieporównywalnie lepsze.

A może jednak mam pewien pomysł? Może chodzi o mniejszą konkurencję w tamtych czasach? 30, 40 lat temu na rynku muzycznym było zdecydowanie mniej zespołów. W latach swojej świetności The Beatles, poza The Rolling Stones, nie mieli praktycznie żadnych rywali. Łatwiej było znaleźć się na listach przebojów, jeżeli zamiast dziesiątek tysięcy pretendentów, było ich jedynie kilkuset. To ma jakiś sens. Mniej zapadających w pamięć kompozycji sprawia, że te zapadające zostają w niej na dłużej. Nawet na kilkadziesiąt lat.

http://media.chicagomag.com//images/2010/1110/C201011-Beatles-Rolling-Stones.jpg?ver=1286807589

Lecz prawda może okazać się trochę bardziej brutalna. A co najgorsze – prawdziwa. Może wszyscy wielcy przedstawiciele rocka po prostu się wypalili? Ile można nagrać wielkich i ponadczasowych albumów? Niektórym nie udaje się ani jednego, więc liczba czterech czy pięciu, tak czy siak, jest wielce imponująca. Muzycy to tylko ludzie, a nie bogowie/ maszyny. To normalne, że ich mózgi mają ograniczenia. Dobre i pionierskie pomysły w końcu kiedyś się kończą.

Czytaj również