Przepis na przebój jest zawsze prosty. Skoczna melodia, którą nie będzie można wybić z pamięci. Jakieś tam okrzyki albo głupkowaty tekst, polegający na tym, że ciągle będziemy powtarzać tą samą frazę. (Teraz już rozumiecie, dlaczego Adele odnosi takie sukcesy, że bije na głowę Taylor Swift czy One Direction?) Lecz… cofnijmy się do czasów, kiedy obok naszego rodzimego disco polo zaczęła kiełkować muzyka taneczna. Taka, jaką znamy do dziś, lecz w innej postaci.
Bywa tak, że czasy wcześniejsze dają początek istnienia innemu gatunkowi muzycznemu. Lata 90-te to chwile, kiedy oprócz disco polo (sic!) kiełkować zaczyna gatunek szeroko rozumiany jako dance. Idąc dalej, doszlibyśmy do wniosku, że była to muzyka elektroniczna (EDM), gdzie używa się syntezatorów oraz konsolety. To właśnie przeszło 20 lat temu w Niemczech swoje początki zanotował jej podgatunek, czyli trance. Dzisiaj mówilibyście, że najpopularniejszymi przedstawicielami tej „gałązki” są Paul van Dyk czy Robert Miles.
Ale dzisiaj nie o tym. Pod koniec lat 90-tych swój samodzielny początek działalności (zaczynał w Sequential One) notuje André Tanneberger, szerzej znany jako ATB. Pierwszą wersję poznaliśmy wraz z wydaniem winylu White Label około lat 1996-1997. 9PM (Till I Come) oficjalnie jednak pojawił się jako debiut młodego artysty dopiero w październiku 1998 roku. Możemy usłyszeć w nim Yolandę Riverę z utworu The Way You Make Me Feel od Ricky’ego Richa i Julio Posadasa oraz dość charakterystyczny riff gitarowy z syntezatora. To właśnie ten fragment uczynił kawałek wizytówką projektu i jednocześnie zachęcał do późniejszego kupna pierwszego albumu, zwanego Movin’ Melodies. Możemy się głowić, czemu mamy taki, a nie inny tytuł. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo banalne, gdyż 9PM to… godzina skończenia pracy nad tym utworem.
Jak to bywa przy tego typu kawałkach, warstwa tekstowa nie jest zbyt bogata i opiera się jedynie na powtarzaniu jednej frazy. Siła ciężkości przechodzi tylko i wyłącznie na muzykę. Jak się później okazuje, jest to podejście skazane na sukces, bowiem okazuje się on hitem w rozgłośniach brytyjskich i irlandzkich. Zdobywa #1 na UK Singles Chart i nie oddaje tej pozycji przez dwa tygodnie. Mało tego, na Wyspach staje się piątym najlepiej sprzedającym się singlem w 1999 roku. Warto odnotować też fakt, że to pierwszy numer trance, który w ogóle osiągnął taki sukces. Szerokim echem odbija się również w innych krajach europejskich, takich jak Niemcy, Belgia, Norwegia czy Włochy. Swoją popularnością dobił aż do Australii, gdzie najwyżej był notowany na miejscu dziesiątym, zaś w Stanach Zjednoczonych na Billboardowej liście dedykowanej gatunkowi dance pojawia się na miejscu siódmym.
Ciekawostką może być fakt, że utwór został wykorzystany na potrzeby filmu Chłopaki na Ibizie, a sample możemy usłyszeć w kawałku Gucci’ego Mane i Lil B, Break Yourself. Niżej prezentujemy wersję zremiksowaną przez Diplo.



