Historia Twenty One Pilots, czyli dwóch przyjaciół z Columbus w stanie Ohio, to historia sukcesu. Z alternatywnego zespołu promowanego przez niszową wytwórnię w kilka lat stali się jedną z największych gwiazd współczesnej muzyki, wyprzedając stadionowe trasy koncertowe zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Dziesięć lat temu, bo w roku 2009, ukazał się debiutancki album grupy, zatytułowany po prostu Twenty One Pilots.
Twenty One Pilots to obecnie ukochane dzieci sceny alternatywnego rocka, często określanej także jako “emo”. Chociaż mieszająca liczne style muzyka Tylera Josepha (wokal, teksty, wszystkie instrumenty oprócz perkusji) i Josha Duna (perkusja) nigdy nie mieściła się w szufladce pod nazwą emo, kulturowo zespół jak najbardziej należy do tego kręgu. To właśnie ta subkultura jako pierwsza zainteresowała się Twenty One Pilots, po tym, gdy w 2013 roku zespół podpisał kontrakt z wytwórnią Fueled By Ramen. Muzycy mieli okazję zaprezentować się podczas dwóch tras koncertowych – najpierw jako support Fall Out Boy (wraz z Panic! At The Disco), a następnie Paramore. Później nadszedł czas albumu Blurryface i singla Stressed Out, który katapultował Twenty One Pilots do międzynarodowej sławy w głównym nurcie muzycznym. O tym, że muzycy nie do końca mają ochotę wpasowywać się w mainstream świadczyć może między innymi ich występ na gali Grammy w 2017 roku, kiedy to nagrodę za Najlepszy Występ Duetu lub Zespołu w kategorii Pop odebrali… bez spodni.
W 2009 roku, kiedy Tyler Joseph wraz z kolegami Chrisem Salih (perkusja) i Nickiem Thomasem (bas/gitara) nagrywał oraz własnym sumptem wydawał debiutancki album, daleko mu było od marzeń o wielkiej karierze. Joseph miał wówczas 20 lat i głowę pełną niepokoju, co zdecydowanie słychać na krążku Twenty One Pilots. To właśnie ten egzystencjalny strach jest przewodnim motywem starszych utworów grupy, których mrok może nieco zszokować nowych fanów zespołu. Album Twenty One Pilots przejmuje samotnością i intryguje refleksją na temat nieznośnego smutku nieodłącznie związanego z życiem, rzucając słuchaczom zaledwie przebłyski nadziei.
Album otwiera spokojny, fortepianowy walc – to wstęp do Implicit Demand For Proof. Już w pierwszym utworze Joseph sięga po liczne gatunki muzyczne, wyraźnie komunikując, że nie pozwoli się zaszufladkować. Moment kulminacyjny z krzykiem w tle niezmiennie wywołuje ciarki. Dla wokalu Josepha charakterystyczne jest to, że nie ukrywa żadnych emocji, wszystkie podając nam dosłownie na dłoni. Czy to w szepcie, czy w krzyku, nie musimy wątpić w jego szczerość. Wokalista nie ma też problemu z płynnym przeskakiwaniem pomiędzy rapowaniem a śpiewem, a jego skala jest całkiem niezła.
Szybki rap, czy raczej poetycki slam, którym posługuje się Joseph, po raz pierwszy pojawia się w utworze Fall Away. To tutaj też znajdziemy wers I’m so very far from fine, jeden z klasycznych przykładów poetyki Twenty One Pilots i jeden z ukochanych cytatów wielu zagubionych dzieciaków z fali renesansu emo. Takim zagubionym dzieciakiem był kiedyś sam Tyler Joseph, czego dobitnym przykładem jest niesamowicie piękny utwór Addict With a Pen. Opowiadający o kryzysie wiary i skierowany do Boga porusza każdym słowem, ale na własnym przykładzie wiem, że również osoby niereligijne mogą się z nim identyfikować. Przejmujący smutek zawarty zarówno w tekście, jak i w warstwie muzycznej jest uniwersalny. To jeden z najlepszych utworów w dyskografii Twenty One Pilots i jestem bardzo szczęśliwa, że miałam możliwość usłyszeć go na żywo.
Of course I’ll be here again
See you tomorrow, but it’s the end of today
End of my ways as a walking denial
My trial was filed as a crazy, suicidal head-case
Idąc tropem piosenek poruszających natrafiamy na kilka innych perełek: The Pantaloon, czyli utwór o dziadku muzyka najprawdopodobniej cierpiącym na Alzheimera; Friend, Please, czyli łamiący serce apel do przyjaciela, aby nie odbierał sobie życia, a także Trapdoor, elektroniczną karuzelę opowiadającą o samotności w walce z chorobą psychiczną.
He thinks that faith might be dead
Nothing kills a man faster than his own head
He used to see dreams at night
But now he’s just watching the backs of his eyes
And he pretends he’s okay, but you should see
Him in bed late at night, he’s petrified
Depresja i myśli samobójcze to kolejny temat, od którego nie stroni Tyler Joseph. Z tymi problemami zmaga się między innymi w rytmicznym A Car, a Torch, a Death. Album Twenty One Pilots wypełniony jest utworami, które brzmią jak potencjalne hity, ale mają bardzo mroczne, poważne teksty. Polecam ostrożność z wczytywaniem się w nie, zwłaszcza, jeśli nie jesteście w najlepszej formie.
Wspomniane wcześniej przeze mnie przebłyski optymizmu to głównie utwory Johnny Boy (opowiadający o typowym everymanie) czy słodkie, zimowe zarówno w brzmieniu, jak i w tekście Oh Ms Believer. Dźwięki dzwonków wprowadzają tutaj w przyjemny trans. Podnosić na duchu ma także Taxi Cab, które można, ale nie trzeba, interpretować jako odniesienie do wiary chrześcijańskiej. Tyler Joseph osobiście uważa rapowany fragment pod koniec utworu za jedno ze swoich największych osiągnięć jako autora tekstów.
Nie mogę nie wspomnieć o jednym z moich ulubionych utworów na albumie: Air Catcher. Chociaż obecnie niedoceniana przez Josepha piosenka już dawno wypadła z koncertowej rotacji, był to pierwszy utwór, jaki artysta kiedykolwiek wykonał na żywo. Rytmiczny i chwytliwy, muzycznie znakomicie oddaje uczucie spadania, do którego Joseph przyrównuje niechcianą miłość bez wzajemności.
I won’t fall in love with falling
I will try to avoid those eyes
Cause I’m not sure I want to give you
Tools that can destroy my heart
Album zamyka Isle of Flightless Birds. Na koniec tej w dużej mierze smutnej podróży Twenty One Pilots proponują coś inspirującego, opowiadając o ludziach marnujących swój życiowy potencjał i nawołując do zmian. Joseph popisuje się falsetem, a tekst rapowanej zwrotki jest po prostu znakomity.
Your soul knows good and evil
Your soul knows both sides
And it’s time you pick your battle
And I promise you, this is mine
Spokojne dźwięki fortepianu, które otwierały Twenty One Pilots, pojawiają się również na końcu tego utworu, zapewniając piękną klamrę dla krążka.
Twenty One Pilots wszystkie swoje występy na żywo kończą słowami we are Twenty One Pilots and so are you. To silne przesłanie zdecydowanie można przypisać również do debiutanckiego albumu duetu (wówczas jeszcze bez Josha Duna), z którym tak łatwo się identyfikować wszystkim nieco zagubionym, potrzebującym wsparcia czy nadal poszukującym swojej życiowej drogi. Tyler Joseph otwarcie mówi o swoich słabościach czy zmaganiach z depresją, kryzysach związanych z wiarą czy niewygodnych uczuciach.
Muzycy przywiązali ogromną wagę do stworzenia wokół siebie silnej, oddanej grupy fanów, którzy poszliby za nimi w ogień. Joseph i Dun bardzo to doceniają i na każdym kroku dają swoim fanom odczuć, jak wiele znaczy dla nich to wsparcie. Słuchając Twenty One Pilots łatwo zrozumieć, jaka jest geneza tak mocnej, emocjonalnej relacji. Jest to bardzo ważny etap w dyskografii Twenty One Pilots, z którym koniecznie trzeba się zapoznać. Chociaż niektóre elementy wczesnej twórczości zespołu były bardzo niszowe, talent Tylera Josepha – jedynego twórcy kreatywnego Twenty One Pilots, autora tekstów i obdarzonego niezwykłą wrażliwością multiinstrumentalisty – jest wspólnym mianownikiem zarówno dla utworów z 2009, jak i 2018 roku. To właśnie ten talent oraz podejście muzyków do fanów i popularności jako takiej sprawia, że piętnaście minut w blasku reflektorów, których Twenty One Pilots właśnie doświadczają, jest jak najbardziej uzasadnione.
- Data premiery: 29 12 2009
- Single: brak
