Cofnijmy się nieco w czasie i wróćmy do owianego złą sławą 2007 roku. Czasu, którego nie zapomni na pewno nigdy sama Britney Spears, ale także każdy jej wierny fan. Mało kto bowiem wierzył wtedy, że Amerykance uda się wyjść z ogromnego dołka i pokonać swego czasu naprawdę poważne problemy. Wielu pesymistów przewidywało nawet najczarniejszy scenariusz, o którym lepiej głośno nie mówić. Dziś wiemy, że najtrudniejszy okres w swoim życiu piosenkarka ma już na sobą. Okazuje się jednak, że w środku całego tego przerażającego chaosu udało jej się stworzyć dzieło wyjątkowe. Pora przypomnieć Blackout autorstwa The Legendary Miss Britney Spears.

Postać Britney z 2007 roku na stałe zapisała się w historii popkultury. Miliony osób na całym świecie obserwowały upadek ulubienicy Ameryki i jednej z największych gwiazd ostatnich lat. Rozwód, walka o opiekę nad własnymi dziećmi, alkohol, narkotyki, pamiętny występ na VMA 2017, załamanie nerwowe. Wszystko oczywiście w oku kamer natrętnych paparazzi oraz mediów.
Aż trudno uwierzyć, że w trakcie tego publicznego dramatu Amerykance udało się wydać najważniejszy oraz najlepszy album w całej swojej karierze. Nieradząca sobie z problemami i pogubiona na co dzień artystka zamknęła się w studiu z producentami (m.in. Danja, Bloodshy & Avant i The Neptunes), nadzorowała na luzie cały projekt i stworzyła dzieło, które dziś jest powszechnie uznawane za kamień milowy w rozwoju muzyki rozrywkowej.
Blackout zaprezentował bowiem zupełnie inną, dużo odważniejszą stronę popu. Album jest pełen muzycznych wpływów, których gatunek ten nie doświadczył przed 2007 rokiem. Dźwięki urban, elementy EDM, brudna elektronika, brzmienia hip-hopowe, mnóstwo basu oraz dubstep. Wystarczy posłuchać mrocznego i pewnego siebie Gimme More, seksownego Get Naked (I Got a Plan), pyskatego Freakshow czy mocno zniekształconego Get Back. Swoim piątym krążkiem Britney zapoczątkowała trend dziwactw w świecie popu. Udowodniła, że muzyka rozrywkowa wcale nie musi być nudna, poukładana oraz przewidywalna, a produkcja może być dziwaczna, brzydka, dezorientująca i chaotyczna.
Połączenie tak wielu gatunków nadało płycie innowacyjnego, niezwykle nowoczesnego klimatu. Zestawienie ze sobą elektroniki i brudnych, undergroundowych brzmień sprawiło, że dostaliśmy mroczny, ale bardzo rytmiczny album, przy którym możesz fenomenalnie bawić się na parkiecie. Elektroniczne i nieco w stylu R&B Break the Ice, inspirowane latami osiemdziesiątymi Heaven on Heart, zmysłowe Ooh Ooh Baby czy prowokujące Perfect Lover – obok takich kawałków nie jesteś w stanie przejść obojętnie.
Na płycie znajdziemy też mnóstwo produkcyjnych smaczków, które mimo upływu czasu zachwycają przy każdym możliwym przesłuchaniu. Producentom udało się wprowadzić zupełnie nowy sposób przetwarzania wokali w muzyce popowej. Atakujące media Piece of Me, przeładowane elektroniką Radar, szalone i słodkie Hot As Ice czy agresywne Toy Soldier. W każdym z tych utworów wokal Spears został celowo zniekształcony oraz poddany cyfrowej obróbce, udowadniając, że ekstrawagancja w muzyce naprawdę popłaca.
Blackout był jednym wielkim eksperymentem mającym prawo się nie udać. Dziś, dziesięć lat od jego premiery, możemy śmiało stwierdzić, że okazał się ogromnym sukcesem. Płytą, która wyprzedziła swoje czasy o kilka dobrych lat. Pulsujące dźwięki, pochodzące niczym z uszkodzonego komputera bity oraz obłąkane wokale. Britney Spears stworzyła mistrzowski i nadal brzmiący świeżo album, pokazując wszystkim niedowiarkom, że nie jest jedynie popkulturowym produktem, ale prawdziwą muzyczną pionierką. It’s Britney, bitch!

A ja właśnie przez tamten czas problemów psychicznych Britney nie umiem tej płyty nazwać dobrą. Ubezwłasnowolniona, odebrano jej dzieci, załamana psychicznie, a nagrywa wesołe płyty. Nie jestem w stanie tego słuchać.
Ubezwłasnowolnienie, odebranie praw do dzieci i pobyt w szpitalu psychiatrycznym odbyły się już po premierze płyty.
Get your sources right.
Jak dla mnie to Arcydzieło! ?
Nie umiecie pisac receznji luvpop robi to 100x lepiej ;))
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.