Throwback Review: Arctic Monkeys – Humbug (2009), recenzja Izabeli Zadury

Inne recenzje

Rok 2009. Dzięki swoim dwóm poprzednim albumom, Arctic Monkeys są najjaśniejszą gwiazdą brytyjskiego indie rocka. I będą nią przez lata, dzięki ryzyku, które podjęli podczas nagrywania swojego trzeciego krążka pod tytułem Humbug.

Singiel I Bet You Look Good On The Dancefloor, którym grupka młodych muzyków z Sheffield wdarła się do masowej świadomości, mógł równie dobrze pozostać jedynym przebojem grupy. Na szczęście tak się nie stało – debiutancki album zespołu, Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not uzyskał tytuł najszybciej sprzedającego się debiutu w historii brytyjskiej muzyki, a kolejny krążek, Favourite Worst Nightmare, odniósł równie duży sukces. Wydanie trzeciego albumu grupy poprzedzała więc atmosfera napięcia i oczekiwania.

Jeśli nazwisko Josh Homme nic Wam nie mówi, prawdopodobnie macie spore braki w wiedzy o historii szeroko pojętego rocka. Pozwólcie, że je uzupełnię. Homme to popularny amerykański muzyk, jeden z założycieli stoner-rockowych zespołów Kyuss i Queens of The Stone Age, supergrup Eagles of Death Metal i Them Crooked Vultures, a w wolnym czasie także współautor i producent licznych albumów innych artystów. Z jego talentów korzystali między innymi PJ Harvey, Mark Lanegan Band, Trent Reznor, Death From Above 1979, Peaches, The Strokes czy Biffy Clyro. I to właśnie jego Arctic Monkeys zrekrutowali do współpracy przy tworzeniu Humbug.

Niegrzeczny, niezwykle brytyjski klimat, wypchane do granic możliwości słowami szybkie zwrotki i refreny składające się na chwytliwe przeboje – Arctic Monkeys postanowili nieco odejść od sprawdzonego sposobu na sukces i trochę poeksperymentować. Już pierwszy utwór, My Propeller, prezentuje po pierwsze dużo dojrzalszy, bardziej wygładzony dźwięk, a po drugie spokojniejszą zawartość liryczną. Crying Lightning, które ukazało się jako pierwszy singiel z albumu, a więc pierwsza próbka nowej twórczości zespołu, zaznaczyło odejście od indie w stronę rocka psychodelicznego z dodatkiem pustynnego klimatu stoner rocka. Sprytny, inteligentny lirycyzm spod ręki Alexa Turnera pozostał jednak nienaruszony.

Outside the cafe by the cracker factory
You were practicing a magic trick
And my thoughts got rude as you talked and chewed
On the last of your pick and mix
Said, „You’re mistaken if you’re thinking
That I haven’t been called cold before”
As you bit into your strawberry lace
And then offered me your attention in the form of a gobstopper
It’s all you had left and it was going to waste

Mrocznymi, niepokojącymi obrazami w połączeniu z ciężką instrumentacją znakomicie posługuje się utwór Dangerous Animals. Wystarczy posłuchać bridge’a, aby przekonać się, że Arctic Monkeys weszli na zupełnie sobie nieznane terytoria i wcale nie mają zamiaru się na nich pogubić. Secret Door wspaniale bawi się zmianami rytmu, i jest to jeden z najbardziej chwytliwych utworów na albumie. Znakomite (i niedoceniane!) jest Potion Approaching, o tym rodzaju miłości, który zatruwa umysł. Moment, w którym utwór pod koniec przyspiesza i nagle się urywa to doskonały zabieg.

Kolejny singiel, Cornerstone, to ulubiony utwór Turnera na albumie. W tej spokojnej, prawie balladowej, pozornie słodkiej piosence podmiot liryczny odwiedza kolejne bary i kluby, w każdym spotykając kobietę podobną do dawnej miłości, za którą tęskni. Cornerstone napisane zostało w tonacji dur, nietypowej dla wypełnionego mrokiem Humbug.

Dowodem nowo nabytej dojrzałości zespołu są utwory, które nawet przez moment nie silą się na przebojowość, skupiając się w zamian na budowaniu nastroju, i jest to nastrój nadchodzącej burzy. Do takich należą Fire And The Thud oraz Dance Little Liar.

And after you have dabbed the patch you’ll grieve
And then proceed to scratch the varnish off
That newly added calmness
So as not to raise any alarms too soon

Końcówka albumu również trzyma poziom i nie zmienia zbudowanej już atmosfery. Jeśli Dance Little Liar porównamy do ciszy przed burzą, Pretty Visitors symbolizuje moment, w którym całe niebo jest spowite chmurami, a w oddali można usłyszeć pierwsze grzmoty. Otwierające utwór dźwięki organów mrożą krew w żyłach, a szybkie zwrotki przywodzą na myśl starsze dokonania Arctic Monkeys. Zamykające album The Jeweller’s Hands to działo epickie, przyprawiające o ciarki już przy pierwszej zwrotce i chwila, w której wyczekiwana burza wreszcie ma miejsce. Wpływ produkcji Josha Homme słychać tutaj do tego stopnia, że utwór bez problemu mógłby znaleźć się na przykład na albumie …Like Clockwork Queens of The Stone Age, który zresztą ukazał się dopiero 4 lata po wydaniu Humbug. Arctic Monkeys nie po raz pierwszy i nie ostatni wyprzedzili swój czas.

Warto zwrócić uwagę również na bonus tracki oraz b-side’y towarzyszące wydaniu Humbug. I Haven’t Got My Strange pojawiło się jako dodatek do wersji iTunes i, chociaż krótkie, zawiera takie liryczne perełki jak I had a hole in the pocket of my favourite coat / And my love dropped into the lining. Na japońskiej wersji albumu pojawia się cover utworu Nicka Cave’a and the Bad Seeds, Red Right Hand, który Arctic Monkeys zmieniają w piosenkę absolutnie „swoją”. Z kolei poszczególne single skrywają aż 6 nowych, nieopublikowanych w żadnej innej formie utworów: Joining The Dots, The Afternoon’s Hat, Don’t Forget Whose Legs You’re On, Catapult, Sketchhead oraz Fright Lined Dining Room. Żałuję nieco, że Catapult nie stało się nigdy pełnoprawnym utworem, ponieważ to jeden z moich faworytów w całym katalogu Arctic Monkeys.

Przy recenzowaniu płyt z perspektywy czasu należy odpowiedzieć na kilka pytań: czy albumu słucha się nadal tak dobrze, jak tuż po jego ukazaniu się? Jakie jest miejsce albumu w dyskografii wydającego go artysty? I przede wszystkim, czy krążek wywarł jakikolwiek szeroko pojęty wpływ na kulturę? Humbug zwycięsko przechodzi próbę czasu. Bez problemu można go przesłuchać w całości – bardziej eksperymentalne, ambitne utwory przeplatane są tymi bardziej przebojowymi i nieco łatwiejszymi do strawienia przez masowego odbiorcę. Nie jest to być może najlepszy album Arctic Monkeys (tytuł zgarnia AM), ani najbardziej eksperymentalny (Tranquility Base Hotel & Casino). Wśród krytyków muzycznych panuje jednak opinia, że gdyby nie eksperymenty i ryzyko podjęte na Humbug (pod dużym wpływem Josha Homme’a) oraz odwaga do zabawy z nowymi dźwiękami, okraszona dużą dawką zaufania do słuchaczy, Arctic Monkeys nigdy nie stworzyliby albumu AM, który trafił na listę 500 Najlepszych Płyt Wszechczasów magazynu NME i który prawdopodobnie pozostanie punktem odniesienia dla wszystkich zespołów rockowych chcących zrobić karierę na skalę masową jeszcze przez długie, długie lata.

Arctic Monkeys - Humbug
  • Data premiery: 19 08 2009
  • Single: Crying Lightning, Cornerstone, My Propeller
Najlepsze utwory: My Propeller, Crying Lightning, Cornerstone, Dance Little Liar, Pretty Visitors, The Jeweller's Hands
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Izabela Zadura
Izabela Zadura
Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

Czytaj również

Rok 2009. Dzięki swoim dwóm poprzednim albumom, Arctic Monkeys są najjaśniejszą gwiazdą brytyjskiego indie rocka. I będą nią przez lata, dzięki ryzyku, które podjęli podczas nagrywania swojego trzeciego krążka pod tytułem Humbug. Singiel I Bet You Look Good On The Dancefloor, którym grupka młodych...Throwback Review: Arctic Monkeys - Humbug (2009), recenzja Izabeli Zadury