The Verve – Urban Hymns (Reedycja, 2017), recenzja Weroniki Oszajcy

Grupa The Verve powstała na początku lat 90., w mieście Wigan, w Wielkiej Brytanii.  Na czele zespołu stanął Richard Ashcroft, który był nie tylko wokalistą, ale również kompozytorem większości kawałków formacji.  W 1997 roku został wydany album Urban Hymns, który nie tylko błyskawicznym tempie wspiął się na szczyty list przebojów, ale niepodważalnie wszedł też w kanon rockowych klasyków. Nic dziwnego, że po dwudziestu latach od premiery przebojowego wydawnictwa, zespół zdecydował się na reedycję, wzbogaconą o dodatkowe materiały. Nowa wersja Urban Hymns trafiła na półki sklepowe 1 września 2017 roku.

Album składa się z dwóch krążków. Pierwsza część jest już doskonale znana każdemu fanowi zespołu, bowiem znajdziemy na niej zwykłą reedycję Urban Hymns.  Otwiera ją znany hit Bitter Sweet Symphony, nie mam wątpliwości, że spośród kawałków dostępnych na wydawnictwie to on zyskał największą popularność wśród słuchaczy. Niestety, znana melodia nie jest autorską kompozycją Ashcrofta, a Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Sampel pochodzi z kawałka The Last Time legendarnych Rolling Stonesów.

Następne nawiązanie do supergrupy znajdziemy już w tytule trzeciego kawałka z albumu – The Rolling People. Tym razem opowiada on nie o toczących się kamieniach, a o toczących się ludziach – bezwładnych, niewiedzących dokąd zmierzają. Potem przychodzi czas na kolejnego zdobywcę szczytów list przebojów, The Drugs Don’t Work to utwór pełen nostalgii i głębi, zakończony motywującym sloganem o nie poddawaniu się. Warto zwrócić uwagę też na wyraziste brzmienie zawarte w Neon Wilderness, mimo, że kawałek trwa niecałe trzy minuty, to słowa przytłumione przenikliwą muzyką wywierają duże wrażenie na odbiorcy. Podobnie jest w nieco pesymistycznym Weeping Willow. Zupełnie inny nastrój znajdziemy w Lucky Man, tu obecna jest radość, miłość do życia, optymizm i entuzjazm, który przydałby się niejednemu z nas.

Mimo muzycznej spójności longplay’a, nie brakuje intrygujących elementów, dla których wytężymy swój słuch. Jest tak w przypadku This Time, w którym podkład dźwiękowy został wzbogacony przez dźwięk delikatnych dzwoneczków. Oficjalnie, album z 1997 roku został zamknięty melodycznym kawałkiem Velvet Morning, jednak nic bardziej mylnego! Panowie z The Velvet wzbogacili wydawnictwo o ukryty kawałek, zatytułowany Come On.  Odkrywając go, żaden ze słuchaczy nie będzie zawiedziony – jest to mocne, dynamiczne granie, wzbogacone równie energicznym wokalem. Jak wspomniałam, zeszłoroczna reedycja składa się z dwóch krążków. Drugi jest składanką występów na żywo. Jedenaście pierwszych wykonań, zostało zarejestrowanych podczas koncertu, który odbył się 24 maja 1998 roku w rodzinnym mieście muzyków – Waigan. Występ w Haigh Hall zgromadził 35 tys. widownię. Nic dziwnego – był to naprawdę dobry występ, czego dowodzą nie tylko świetnie zarejestrowane nagrania, ale również gromkie brawa i okrzyki publiczności. Znajdziemy tu też kawałki pochodzące z innych koncertów The Velvet.  A New Decades to kawałek zarejestrowany podczas live’a w stolicy Stanów Zjednoczonych, History został nagrany w Brixton Academy, a Slide Away – w Manchesterze.

Nie ma wątpliwości co do tego, że zespół The Verve jest klasyką swojego gatunku. Chłopaki z Richardem Ashcroftem na czele wpisali się w kanon nie tylko rocka, ale także Britpopu. Podczas swojej działalności stworzyli kilka ponadczasowych hitów, których melodie znane są nie tylko osobom, które wychowały się w latach 90., ale również współczesnej młodzieży. Wydana reedycja to nie tylko gratka dla dawnych fanów grupy, ale również sposób na promocję wśród młodszych odbiorców, którzy z całą pewnością powinni dać szansę temu wydawnictwu.

 

Czytaj również