Caro Emerald, pochodząca z Holandii wokalistka, zachwyciła w 2010 roku pół Europy za sprawą przebojowego, a przede wszystkim interesującego krążka Deleted Scenes from the Cutting Room Floor. Album sprzedał się w ilości przekraczającej milion sztuk, co, jak na wokalistkę pokroju Caro, jest rzeczą wspaniałą i niezwykłą. Czemu? Emerald w niczym nie przypomina piosenkarek na współczesnej scenie pop. Jest niczym osoba z innej bajki. Całymi garściami czerpie inspiracje z muzyki lat 40. czy 50. Dodaje do tego odrobinę nowoczesnych brzmień i otrzymuje prawdziwą mieszankę wybuchową.
Oryginalny image artystki dopełniają tytuły jej (na razie dwóch) studyjnych płyt. Tytuł Deleted Scenes from the Cutting Room Floor intrygował i pozostawiał pole do popisu naszej wyobraźni. The Shocking Miss Emerald natomiast przyciąga uwagę i ciekawi, jaka ta skandaliczna, szokująca panna Emerald jest. A jak inaczej można się o tym przekonać, nie słuchając nowego albumu artystki? Przyznam, że zachęcający tytuł to świetny plan marketingowy, by zachęcić ludzi do sięgnięcia po album. Na mnie jednak średnio zadziałał, bo na nowy krążek Caro czekałam z wielką niecierpliwością i sięgnęłabym po niego nawet wtedy, gdyby nie nosił tak zachęcającego tytułu. Już chyba teraz mogę napisać, że Emerald to artystka, która po prostu słabych stron nie ma i nie wciśnie nam byle czego.
https://www.youtube.com/watch?v=Pja_sSL3kc4
Na The Shocking Miss Emerald artystka kontynuuje to, co zaczęła na Deleted Scenes from the Cutting Room Floor. Ponownie otrzymujemy retro pop zmieszany z jazzem oraz swingiem. No i ponownie za sprawą jej muzyki możemy choć na chwilę przenieść się w czasie do lat 40. i 50. ubiegłego stulecia. A żeby nie było już tak bardzo staromodnie, Caro sięgnęła też po nowocześniejsze brzmienia, ale na nowym krążku nie jest to tak widoczne jak na debiucie.
Zaczyna się cudownie – od nieco filmowego, orkiestrowego intra Miss Emerald: Intro. To bardzo krótka kompozycja, ale lubię do niej wracać. Trochę szkoda, że w następującym po intrze kawałku One Day artystka nie pociągnęła tego filmowego motywu i zaprezentowała nam bardziej taneczny, jaśniejszy numer. Ciekawym urozmaiceniem są w nim rozmowy mężczyzn, które pojawiają się co jakiś czas między wersami wyśpiewywanymi przez Caro oraz wyraźnie zwalniająca końcówka. Szybko zakochałam się w piosence Coming Back As a Man, podczas której słuchania nie trudno wyobrazić sobie artystki wykonującej jej w zadymionym jazzowym klubie.
https://www.youtube.com/watch?v=IwzK-_j7Aq0
Z całej płyty najnowocześniej przedstawia się chyba singlowy numer Tangled Up. To jedna z najlepszych kompozycji na The Shocking Miss Emerald. Bardzo szybko wpada w ucho, wyróżnia się fragmentem, gdzie Caro ma nieco zmodyfikowany głos (w żadnym wypadku przez auto tune!), a wpływy tanga sprawiają, że porywa do tańca. Odpędzić się nie można też od swingującego Completely czy nieco mrocznej, tajemniczej kompozycji Black Valentine. Warto sięgnąć również po skoczne, pozytywne utwory takie jak Pack Up the Louie, Liquid Lunch czy My Two Cents. Wyróżnia się kompozycja I Belong to You, której duży atutem jest bondowski klimat. W podobny nastrój wprowadza The Wonderful In You. Dobre wrażenie zrobiły na mnie jeszcze takie kawałki jak The Maestro (niesamowicie lekkie, wiosenne), charakteryzujące się pięknym, wspaniałym instrumentalnym początkiem Excuse My French oraz Paris, w którym Caro śpiewa zarówno po angielsku jak i francusku.
Chociaż wiele osób po premierze krążka narzekało, że nie ma tu hitów na miarę A Night Like This, nie jest to do końca prawdą. Znajdziemy na nowej płycie Caro kilka kawałków, od których nie będziemy potrafili się uwolnić. The Shocking Miss Emerald to świetny album. Uwielbiam, kiedy artyści sięgają po muzykę jazz czy swing. Taka stylistyka bardzo mi pasuje. A jeszcze kiedy brzmi to jak żywcem wyjęte sprzed kilkudziesięciu lat – jestem w niebie. The Shocking Miss Emerald to album lepszy niż Deleted Scenes from the Cutting Room Floor. Przede wszystkim ciekawszy, bardziej dopracowany I przemyślany. Idealny. Z klasą.
PS. A ja się pytam, gdzie byli producenci soundtracku do filmu The Great Gatsby, kiedy Caro album nagrywała. Jakże jej piosenki by tam pasowały!



